Paciorki gietrzwałdzkiego różańca

Paciorki gietrzwałdzkiego różańca

Overview

Mieszkańcy warmińskiej gminy odwołali wójta, odsuwając od rządów prawicowo-nacjonalistyczne towarzystwo

Narodowe odchylenia pojawiły się w „świętym” Gietrzwałdzie rok temu, gdy za sprawą Bogusława Rogalskiego, kiedyś znanego wszechpolaka, byłego eurodeputowanego Ligi Polskich Rodzin i mieszkańca tej gminy, wójt Marcin Sieczkowski odwołał dyrektorkę miejscowej szkoły. Formalnie nie przedłużył jej kontraktu, ale wszyscy wiedzieli, że była to kara za utrzymywanie świeckiego charakteru placówki. Dyrektorka Teresa Kochanowska nie chciała wystawić pocztu sztandarowego szkoły na uroczystość z okazji Narodowego Święta Niepodległości, która zaczynała się w kościele. I to w gminie, w której znajduje się sanktuarium maryjne na okoliczność cudu, jaki wydarzył się w 1877 r. Wtedy na przykościelnym klonie ukazała się Matka Boska i przemówiła do dwóch wiejskich dziewczynek. Po polsku, choć to były Prusy Wschodnie. Wójt ugiął się pod presją narodowców, a w miejsce dotychczasowej dyrektorki powołał Bożenę Reszkę z Olsztyna, nauczycielkę o słusznych poglądach, na dodatek działaczkę Solidarności i PiS, która na dzień dobry urządziła w gabinecie ołtarzyk smoleński. Stało się jasne, że to początek prawicowego wzmożenia.

Pani dyrektor i cnoty zapomniane

Już 17 września pani dyrektor kazała przyjść uczniom w galowych, biało-czarnych strojach, by uczcić tragedię spowodowaną napaścią bolszewików na Polskę. Potem zaczęła wprowadzać program wychowawczy, który był owocem jej nawiedzenia podczas jednej z pielgrzymek. Filarami tego programu było pięć prawd Polaków spod znaku Rodła, co na Warmii ma swoje znaczenie, ale także tzw. cnoty zapomniane. Katalog dziesięciu cnót opracowała prof. Maria Braun-Gałkowska z KUL, która obok takich cnót jak usłużność i delikatność najmocniej stawia na wstydliwość, wierność i patriotyzm. Rewolucja edukacyjna w wykonaniu nowej dyrektorki spotkała się ze zdziwieniem, a w końcu ze sprzeciwem rodziców. Zwłaszcza gdy pani Reszka pokazała się jako osoba emocjonalnie rozchwiana, która potrafiła krzyczeć na nauczycieli w obecności dzieci, a na spotkaniach z rodzicami nagle zaczynała płakać. Nauczyciele przekazali wójtowi pismo, w którym cytowali publiczne wypowiedzi dyrektorki, np. takie: „Tylko katolik może być prawdziwym Polakiem” czy „Zadaniem nauczyciela jest budowanie autorytetu księdza”.

Wójt, człowiek młody, nie widział w tym nic zdrożnego. Uważał, że konflikt z nową panią dyrektor został sztucznie wykreowany przez zwolenników jej poprzedniczki. Bożena Reszka wydawała się spełniać oczekiwania nie tyle jego, ile Bogusława Rogalskiego, który w 2014 r. działał w komitecie wyborczym Sieczkowskiego. Gdy tenże kandydował na wójta, pracował jako inspektor w gietrzwałdzkim urzędzie gminy, zajmując się lokalnymi inwestycjami. A kiedy wygrał wybory, wyszło na jaw, że prokuratura zarzuca mu podrabianie dokumentów dotyczących warunków zabudowy i lokalizacji inwestycji publicznych. Miał też przekroczyć uprawnienia w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i osobistej. Tych zarzutów zebrało się w sumie 196 i tyle znalazło się w akcie oskarżenia, który trafił już do sądu. Wójt twierdzi, że jest niewinny i wybroni się podczas procesu, który rozpoczyna się 7 czerwca.

Wyrzucony za gazetę

Ale nawet z tymi zarzutami Marcin Sieczkowski mógł dotrwać do końca kadencji (nie ma wyroku, nie ma winy), gdyby nie jego kolejne posunięcia. Przede wszystkim zakazał drukowania w gminnym ośrodku kultury „Gazety Gietrzwałdzkiej”, wydawanej od początku transformacji ustrojowej przez grupę mieszkańców. Był wśród jej założycieli pierwszy wójt Wojciech Samulowski, potomek Andrzeja Samulowskiego, polskiego księgarza zasłużonego dla sprawy polskiej, w 1886 r. współtwórcy walczącej z germanizacją „Gazety Olsztyńskiej”. Od kilkunastu lat redaktorem naczelnym „GG” była Teresa Samulowska, żona pierwszego wójta, nauczycielka, socjoterapeutka, aktorka Wspaniałego Teatru Bez Nazwy. Po dojściu PiS do władzy dwutygodnik krytykował Marcina Sieczkowskiego, wytykając mu błędne decyzje, w tym tę o zatrudnieniu nowej dyrektorki szkoły. Na dodatek nie spełniał oczekiwań Bogusława Rogalskiego, który w czerwcu zeszłego roku przesłał do redakcji pismo z pretensjami, że nie zamieściła relacji z Dnia Dziecka w sanktuarium maryjnym. Porównał w nim „GG” do „Trybuny Ludu”.

Aż pewnego dnia redakcja dowiedziała się, że nie może wydawać „Gazety Gietrzwałdzkiej”, bo dwutygodnik ma już nowego właściciela. Okazało się, że choć pismo miało numer ISSN i opatentowany znak graficzny, nie było zarejestrowane w sądzie. Kiedy w 1990 r. grupa społeczników spontanicznie ruszała z gazetą, nikt nie myślał o przepisach prawa prasowego, liczyła się możliwość korzystania z wolności. Nikt też nie spodziewał się, że znajdzie się odważny, który zabierze im tytuł. Tymczasem 1 września 2016 r. niejaki Paweł Kot, sąsiad Rogalskiego ze wsi Woryty, zarejestrował w sądzie „Gazetę Gietrzwałdzką” pod swoim nazwiskiem, a wójt wezwał dyrektora GOK, aby zaprzestał drukowania dwutygodnika.

– Od tej pory pan Kot wydawał swoją „Gazetę Gietrzwałdzką”, a my swoją, poza GOK. Co ciekawe, naszą rozdawaliśmy za darmo w nakładzie 500-600 egzemplarzy, a tej drugiej sprzedawano w sklepach dziesięć razy mniej – mówi Teresa Samulowska. Odebranie gazety najbardziej przeżył jej mąż, obecnie dyrektor Parku Technologiczno-Naukowego w Olsztynie. Ale konsekwencje personalne poniósł przede wszystkim Paweł Jarząbek, dyrektor gminnego ośrodka kultury. Były nauczyciel i dziennikarz zajmował to stanowisko pięć i pół roku, dał się poznać jako świetny organizator imprez na wysokim poziomie, a mieszkańcy gminy doceniali jego pracę. Wójt odwołał go pod pretekstem drukowania w GOK „Gazety Gietrzwałdzkiej”, choć sam często gościł na jej łamach, również jako rozmówca.

Panu już dziękujemy

Niedawno wojewódzki sąd administracyjny wykazał, że Sieczkowski naruszył prawo przy odwołaniu dyrektora GOK, co nie oznacza jeszcze przywrócenia Jarząbka do pracy, ale świadczy o stylu rządzenia wójta. I to właśnie ta decyzja przepełniła czarę goryczy, zwłaszcza że nowym dyrektorem GOK został Jacek Adamas, plastyk, znany w regionie happener, który walczył np. z budową wiatraków, ale i zatruwał życie prof. Tadeuszowi Iwińskiemu, wywieszając przed jego biurem poselskim transparent z napisem „Komitet Wojewódzki PZPR w Olsztynie / Sekretarz Tow. Iwiński”, piętnując posła za to, że był przeciw uchwale potępiającej morderstwo Grzegorza Przemyka. Ostatnio Adamas, już w roli dyrektora GOK, wymyślił instalację największego na świecie różańca, którego każdy paciorek miałby 2 m średnicy! Obok innych różańców z różnych miejsc kultu maryjnego spocznie on w Muzeum Historii Różańca, jakie ma powstać w Gietrzwałdzie z okazji 140. rocznicy objawień Matki Bożej.

Uroczystości zaplanowano na czerwiec, ale jeśli weźmie w nich udział Marcin Sieczkowski, to jako osoba prywatna. Swoimi decyzjami tak wzburzył mieszkańców, że powstał komitet referendalny złożony z młodych działaczy samorządowych. W niedzielę, 23 kwietnia br., Sieczkowski został w referendum odwołany ze stanowiska wójta. Chociaż zachęcał mieszkańców, by pozostali w domu, frekwencja wyniosła ponad 1,5 tys. osób, przy progu 1230 wyborców. Tylko 81 głosujących opowiedziało się za pozostawieniem wójta na stanowisku. Być może za trzy miesiące Sieczkowski wystartuje w wyborach uzupełniających, ale jest bez szans. Inicjatorzy referendum już wcześniej uzyskali deklarację najmocniejszej chyba postaci gietrzwałdzkiej sceny, jaką jest Wojciech Samulowski. Jeśli wygra, stanie przed nim kilka istotnych zadań, w tym remont dziurawych dróg. Ale najważniejsze będzie przywrócenie normalności po rządach gminnej „dobrej zmiany”.

Wydanie: 19/2017

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy