Pani od seksu

Pani od seksu

Tylko słuchacze katolickich akademii mogą w szkole uczyć “wychowania w rodzinie”

Halina Ostrowska otrzymała od warszawskiej Gminy Centrum dyplom nauczyciela mianowanego. Przedmiot – biologia. Bardzo się ucieszyła, ale i zdziwiła, bo właśnie ukończyła Podyplomowe Studium Wychowania Seksualnego (Uniwersytet Warszawski) i oczekiwała również wiadomości, że jest nauczycielem mianowanym także w zakresie drugiego przedmiotu – wychowanie do życia w rodzinie. Odwołała się do kuratorium, które odpowiedziało, że jak pani Ostrowska uparcie drąży temat, to niech wie, że z takim przygotowaniem to w ogóle nie może wprowadzać dzieci w życie rodzinne. Studia powinny mieć w nazwie “wychowanie prorodzinne”, a nie jakiś seks. Nie pomogła pozytywna dla nauczycielki opinia Centrum Metodycznego. Pani Ostrowska oddała sprawę w ręce NSA i zaczęła się zastanawiać, o co tu chodzi. Doszła do wniosku, że rzeczywiście chodzi o nazwę i że Uniwersytet Warszawski nie jest dla gminy gwarancją, że na wychowaniu seksualnym nie nauczyli jej samych świństw.
Nauczycielka pokazuje dyplom – 277 godzin, ale “zagadnienia planowania rodziny, seksuologia kliniczna i społeczna” stanowią tylko część. Pozostałe problemy to szacownie brzmiąca “socjologia małżeństwa, biomedyczne podstawy rozwoju, psychologiczne mechanizmy funkcjonowania rodziny”. Przecież wychowanie seksualne nie oznacza nauki wiadomych pozycji, dość bezradnie tłumaczy nauczycielka i pokazuje, że dyplom podpisał dziekan Wydziału Pedagogicznego UW i prorektor UW. Ocena bardzo dobra.

Można żyć
bez pornografii

Zaczęło się w 1998 roku, kiedy szkoły zostały zmuszone do prowadzenia nowych, prorodzinnych lekcji. W jej gimnazjum, na warszawskim Gocławiu, okazało się, że jest najlepszą specjalistką, lubianą przez dzieci. Po paru latach wykładów wołają za nią “pani od seksu”. – Rodzice mówią, że z ulgą przerzucą na mnie obowiązek rozmów na trudne tematy – opowiada Halina Ostrowska. – A dzieci? Są różne. Spokojnie przyjmuję wszystkie pytania, ale dziwi mnie, gdy gimnazjalistka nie wie, z jaką regularnością występuje miesiączka. Co jeszcze? Chłopcom rzeczowo tłumaczę, że masturbacja nie jest przestępstwem. Zdarzają się też bardzo trudne tematy – pornografia, agencje towarzyskie. Nie zakazuję, raczej mówię, że bez tego mogą żyć.
– Powierzyłem ten przedmiot pani Ostrowskiej, bo jest bardzo dobrą nauczycielką – tłumaczy Apoloniusz Stawicki, dyrektor gimnazjum. – Skorzystałem z możliwości tzw. przybliżenia, czyli zgody, by np. ktoś uczący fizyki mógł uczyć też matematyki. Pani Ostrowska jest biologiem, więc uznałem, że może wykładać wychowanie do życia w rodzinie.
Apoloniusz Stawicki ma zamiar nadal zatrudniać panią Ostrowską jako nauczycielkę wychowania rodzinnego. Ma do tego prawo pomimo negatywnej opinii kuratorium. Poza tym nie chce zatrudniać nieznajomych po jakiś kursach, którzy zgłaszają się do szkoły.

Łomianki lepsze
od uniwersytetu

Halina Ostrowska wybrała Uniwersytet Warszawski, bo uznała, że poprzeczka musi być ustawiona wysoko. Płaciła sama, choć z osłupieniem przyznaje, że dostała dofinansowanie od tego samego kuratorium, które teraz twierdzi, że ot tak sobie poduczała się, ale nie ma to żadnego znaczenia. Zajęcia odbywały się co dwa tygodnie, 60 osób, większość biologów. Było ciężko, przyznaje. Po raz pierwszy zaniepokoiła się na konferencji wojewódzkiej dla nauczycieli. Dostała tam listę uczelni, po których można wykładać “życie prorodzinne”. Nie było tam Uniwersytetu Warszawskiego, na terenie Warszawy wymieniano tylko Instytut Studiów nad Rodziną w Łomiankach, filię Akademii Teologii Katolickiej. Przedstawiciele resortu edukacji uspokoili ją wtedy, że to tylko pomyłka. Dziś okazuje się, że nie był to błąd. W Warszawie jedynie katolicki ośrodek może przygotowywać do życia rodzinnego. – No tak, tam mają parędziesiąt godzin o naturalnych metodach antykoncepcji, my o tym mówimy, ale nie zapewniamy, że to jedyny sposób – oburza się dr Zbigniew Izdebski z warszawskiego Studium Wychowania Seksualnego, tego właśnie, które ukończyła Halina Ostrowska.

Uczniowie popukaliby się w czoło

Zbigniew Izdebski pamięta czasy, gdy dyskutowano nad zarządzeniem wprowadzającym nowy przedmiot. Proponowano, by nauczyciel był absolwentem “nauki o rodzinie”, ale dr Izdebski wywalczył, aby mogli to być także absolwenci innych studiów podyplomowych. A taką absolwentką jest właśnie Halina Ostrowska.
– W tym studium wykładają świetni specjaliści, zajęcia odbywają się na znakomitym uniwersytecie, a nie na kursie w podrzędnej firmie – mówi dr Izdebski. – Niestety cała ta historia ma podtekst polityczny, ma wyeliminować naszych absolwentów, by uczyć mogli jedyni słuszni z katolickiego ośrodka.
Halina Ostrowska mówi, że dla niej jest to sprawa honoru. I przyszłości. Dziś dzwonią do niej z innych szkół, żeby uczyła o życiu w rodzinie. Ale nie wiadomo, jaka będzie przyszłość. – Nie po to zdobywałam dyplom, żeby teraz odmawiano mi prawa do nauczania i do tytułu nauczyciela mianowanego – mówi. Dokumenty wędrują do szuflady. Trzeba przygotować następną lekcję. Temat – antykoncepcja. – Powiem i o naturalnych, i o innych – układa sobie Halina Ostrowska. – Podkreślę, że metody naturalne są zawodne i wymagają dużej samodyscypliny. Ale przecież nie mogę omijać innych metod. Uczniowie popukaliby się w czoło. Byłabym niewiarygodna.
Nauczycielka zadzwoniła do swoich koleżanek ze studium. Wiele dostało takie samo mianowanie, bez uwzględnienia przygotowania do życia w rodzinie. Na razie nie wiadomo, czy też pójdą do sądu, czy będą czekać na jej wygraną.

 

Wydanie: 14/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy