Państwo bierze się za piratów drogowych

Państwo bierze się za piratów drogowych

Rada Ministrów poinformowała, że obrała kierunek dotyczący zmian w prawie o ruchu drogowym. Mateusz Morawiecki potwierdził ten kurs podczas konferencji 15 lipca. Najważniejszą informacją dla kierowców są wyższe kary finansowe za wykroczenia i rewolucja w punktach karnych, które będą kasowane po dwóch latach, a nie po roku.

Rząd skupił się przede wszystkim na walce z piratami drogowymi. Za przekroczenie prędkości o 30 km/godz. kierowca zapłaci mandat nawet w wysokości 5 tys. zł. Co więcej, jeśli ktoś złamie przepis po raz kolejny czeka go od 3 do 5 tys. zł obligatoryjnej kary za recydywę.

Podwyższona ma zostać też dolna granica kar finansowych dla uznanych za najniebezpieczniejsze zachowania na drodze, m.in. za niestosowanie się do znaków drogowych i sygnalizacji świetlnej czy naruszanie praw pieszych.

Obecnie najwyższy obowiązujący mandat to 500 zł. Teraz może to być nawet 3,5 tys. zł w postępowaniu mandatowym. Grzywna za wykroczenia drogowe może kosztować nawet 30 tys. zł. Wpływy z zasądzonych kar mają wpływać do Krajowego Funduszu Drogowego.

Jak podają aktywiści z „Miasto Jest Nasze”, w 2020 r. było aż 23 540 wypadków drogowych, w których zginęło prawie 2,5 tys. osób. – W odniesieniu do ogólnej liczby wypadków, sprawcy pod wpływem alkoholu stanowili tylko 7,9 proc. Wciąż główną przyczyną wypadków z ofiarami jest nadmierna prędkość – czytamy na stronie MJN.

MJN postulowało w ramach akcji „Chodzi o życie” o waloryzację mandatów opartą o płacę minimalną, którą podczas konferencji potwierdził premier Mateusz Morawiecki.

Aktywiści związani z przepisami drogowymi obawiają się o skuteczną egzekucję przepisów, której rządowy projekt nie uwzględnił: „Domagamy się skutecznej egzekucji obowiązujących przepisów poprzez egzekucję mandatów w uproszczonym postępowaniu administracyjnym zamiast przestarzałego i archaicznego Kodeksu wykroczeń z 1971 r. Konieczne jest również zwiększenie liczby fotoradarów do co najmniej 2000 oraz 400 odcinków z automatycznym pomiarem prędkości w całej Polsce”.

Znając polskie realia, można mieć uzasadnioną obawę, że zmiana przepisów rzeczywiście może dać niewiele, jeśli organy ścigania nie będą ich egzekwować, jak zaostrzone by nie były. Wszyscy znamy syndrom przyśpieszających kierowców po tym, jak tylko miną stojący przy drodze patrol policyjny czy fotoradar.

Co ciekawe, wśród proponowanych zmian znalazło się uzależnienie ceny OC od liczby posiadanych punktów karnych. Ubezpieczyciele dostaną dostęp do danych z CEPiK w celu dostosowania stawek. Oczywiście im więcej punktów na koncie, tym większa składka. – Cieszy fakt, że został uwzględniony postulat zgłaszany przez Polską Izbę Ubezpieczeń, by osoby jeżdżące niebezpiecznie i otrzymujące punkty karne i mandaty, miały wyższe składki za ubezpieczenie OC. Podobne rozwiązanie stosuje się m.in. w krajach anglosaskich – mówi w rozmowie z money.pl Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Jeśli zaś chodzi o punkty, to na ich wyzerowanie kierowcy będą czekać dwa lata zamiast roku. Nie będzie też szkoleń, które te punkty by kasowały. Podniesiona zostanie też maksymalna liczba punktów za niektóre wykroczenia z 10 do 15.

 

fot. Al Battison/Unsplash

Wydanie:

Kategorie: Z dnia na dzień

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy