Parabank, leming i trotyl

Parabank, leming i trotyl

Słowa Roku 2012, czyli o czym mówią Polacy Co mają wspólnego trotyl, hipster, koniec świata i olimpiada? Wszystkie te wyrażenia zostały zgłoszone do plebiscytu na Słowo Roku 2012. Ostatecznym zwycięzcą został zaś parabank, który, jak twierdzą jurorzy językoznawcy – profesorowie Andrzej Markowski, Jerzy Bralczyk i Walery Pisarek – „przez kontrast cząstki para- (podobny lub fałszywy) ze słowem bank, które ma się kojarzyć z pewnością i bezpieczeństwem, mówi wiele o współczesnym kryzysie zaufania społecznego”. „Kandydaci” na Słowo Roku pochodzili z dwóch źródeł: pierwsze to publikowane na stronie www.slowanaczasie.uw.edu.pl zestawienie najpopularniejszych wyrazów pojawiających się w prasie codziennej w danym dniu, tygodniu i miesiącu. Drugie – zgłoszenia internautów. – Ostateczny wybór nie jest łatwy, bo trudno powiedzieć, co właściwie wybieramy: sam wyraz, wydarzenie, które z nim się łączy, nazywany przedmiot, osobę? – rozważa prof. Marek Łaziński, pomysłodawca i organizator plebiscytu. – Wiele słów pojawia się w obu źródłach. Przykładem jest choćby słowo leming, które do niedawna oznaczało wyłącznie zwierzątko i funkcjonowało na peryferiach polszczyzny ogólnej. W roku 2012 leming awansował, stając się ważnym pojęciem współczesnej publicystyki – tłumaczy prof. Walery Pisarek. Co nas boli Wybór słowa roku pokazuje dobitnie, co w tym czasie zajmowało umysły Polaków. W 2011 r. jednogłośnie zwyciężyła prezydencja, na którą wskazywały zarówno analizy statystyczne, jak i wybór internautów. Zajmujące kolejne miejsca kryzys, katastrofa i krzyż wzbudziły nieco sporów w jury. W 2012 r., poza lemingami i popularnym z oczywistych powodów Euro, często powtarzały się wyrazy trotyl i zamach, świadczące o ciągłym zainteresowaniu katastrofą smoleńską. Leming, trotyl i zamach, a także kryzys i ministra, zostały w plebiscycie wyróżnione. Prof. Pisarek jeszcze przed ogłoszeniem wyników zdradził, że parabank był bardzo mocnym kandydatem. – Słowo to zgłaszane jest przez uczestników, a po aferze Amber Gold często pojawiało się w mediach – tłumaczył. – Ważny był także stadion – najpierw media pisały o ukończeniu budowy Stadionu Narodowego, o biegu pani minister wokół niego, o meczach, które na nim się odbyły, a następnie o jego niezamkniętym dachu. Wśród propozycji internautów zdarzały się jednak i takie słowa, które nie łączyły się z ważnymi tematami debaty publicznej. Przykładem jest choćby neologizm szafiarka, oznaczający dziewczynę prowadzącą blog poświęcony modzie. – Dla studentów, z którymi rozmawiałem, było to pojęcie oczywiste, różnili się jedynie opiniami na jego temat. Jednak dla osób po 70. roku życia było całkiem niezrozumiałe – mówi prof. Pisarek. – Dlatego choć szafiarka zwróciła naszą uwagę, miała niewielkie szanse na zwycięstwo. Za granicą też wybierają Wybór najważniejszego słowa mijającego roku nie jest pomysłem polskim. Podobne plebiscyty organizowane są także w USA, w Wielkiej Brytanii, w Niemczech i we Francji. W USA najważniejszy wyraz mijającego roku wybiera American Dialect Society. W 2012 r. wygrał tu hashtag – słowo oznaczające krótki komentarz na Twitterze, poprzedzony znakiem # (hash). Wśród propozycji, które mówią wiele o debacie publicznej w Stanach, znalazły się też wyrażenia: fiscal cliff (klif fiskalny) i marriage equality (równość małżeństw, w domyśle: jedno- i różnopłciowych). W Wielkiej Brytanii zwyciężyło słowo GIF, oznaczające do niedawna format plików graficznych, a dziś też aktywność medialną związaną z zamieszczaniem podobnych plików w internecie. O upodobaniu anglojęzycznych społeczeństw do skrótów świadczą też wysoko notowane YOLO (you only live once – żyje się tylko raz) w USA i nomophobia (strach przed brakiem telefonu komórkowego, no-mo(bile)-phobia). W przeciwieństwie do nich Niemcy lubią złożenia – w pierwszej dziesiątce znalazła się Bildungsabwendungsprämie (nagroda za uchylanie się od kształcenia, czyli dodatek dla rodziców wychowujących dzieci w domu, a nie w przedszkolu), a zwyciężyło słowo Rettungsroutine – rutyna akcji ratunkowej, odnoszące się do kolejnych prób ratowania Wspólnoty Europejskiej. Ciekawym neologizmem jest też pochodzący od nazwiska byłego prezydenta Wulffa czasownik wulffen, oznaczający zachowania nielicujące z funkcją publiczną. Francuzi poświęcają swoim słowom aż dwie imprezy – Festiwal Słowa i Festiwal XYZ. Na pierwszym zwyciężył wyraz changement, zmiana,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 04/2013, 2013

Kategorie: Kultura
Tagi: Agata Grabau