Paryska baśń Mai Chwalińskiej

Paryska baśń Mai Chwalińskiej

Fot. AFP/East News

Tak się już nie gra w tenisa?

To objawienie, iluminacja, fenomen – Maja Chwalińska podbiła świat sportu. Majomania zaczęła się w maju, jakżeby inaczej, ale pełną skalę osiągnęła z początkiem czerwca, kiedy już wszyscy chcieli osobiście przeżywać tenisową baśń o Kopciuszku. Dokonała się jedna z największych sensacji w historii polskiego sportu, jeden z najbardziej niezwykłych scenariuszy Wielkiego Szlema, a wszystko to za sprawą 24-latki z bielskiego klubu tenisowego.

Bielsko-Biała, celebrująca w tym roku status Polskiej Stolicy Kultury, za sprawą nieoczekiwanych eksplozji talentów Kacpra Tomasiaka na igrzyskach zimowych i Mai Chwalińskiej na kortach im. Rolanda Garrosa stała się prawdziwą stolicą polskiego sportu. Finał z Mirrą Andriejewą osiągnął w Polsce rekordową oglądalność, żaden z wielkoszlemowych finałów Igi, zresztą wszystkich zwycięskich, nie miał takiej widowni. To nie było nawet wyjście z cienia sławniejszej koleżanki, Chwalińska w Paryżu wychynęła z katakumb – aby zagrać w turnieju, musiała przejść trzyetapowe eliminacje, zaczynała szlema jako kwalifikantka z drugiej setki rankingu WTA.

Przez lata zmagała się z depresją, ale to „zawodowa” choroba perfekcjonistów. Chwalińska mówi, że rzadko bywa z siebie zadowolona w stu procentach. Zapytana o przyczyny nagłej eksplozji formy powołała się na 18 lat wysiłku, cierpliwości i wytrwałości. „Po prostu wreszcie kliknęło. Poziom mojego tenisa nie był tu jakiś nadzwyczajny w porównaniu z tym, co prezentowałam do tej pory. Bardziej wzrosła moja pewność siebie”.

Droga do finału wiodła przez ogranie mistrzyni olimpijskiej Zheng Qinwen (zdobyła medal właśnie na paryskich kortach), której Polka w drugim secie zafundowała bajgla (6:0), pokonanie doświadczonej Belgijki Elise Mertens (także drugi set do zera!), wyjście z kryzysu w meczu przeciw Greczynce Marii Sakkari (wygrana pomimo fatalnego początku – Maja przegrywała już 1:6, 1:2), pokonanie ulubienicy gospodarzy Diane Parry, doprowadzenie do frustracji primadonny Anny Kalinskiej (po porażce obszczekiwała Polkę, że ta umie grać tylko na mączce) i wygraną z Dianą Sznajder.

Tej bajki nie sposób było przewidzieć, sama Chwalińska nie była na nią przygotowana. Kolejne zwycięstwa powodowały, że pobyt się przedłużał, w pewnym momencie nie miała nawet pieniędzy na noclegi, na szczęście sponsor wykazał się refleksem i zapłacił. Jej rodzice żywili się przez trzy tygodnie tylko pizzą, bo kiedy ją zjedli przed pierwszym zwycięstwem Mai, uznali, że to dobry omen.

„Trudno się z tobą gra, dlatego że nie umiesz grać”,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2026, 25/2026

Kategorie: Kraj