Skandal w 100-lecie powstań śląskich

Skandal w 100-lecie powstań śląskich

Bezczelna decyzja Moniki Ożóg. Muzeum Czynu Powstańczego na Górze św. Anny zostało zamknięte

13 grudnia 2019 r., pod koniec pierwszego roku obchodów 100-lecia powstań śląskich (1919-1920-1921), dr hab. Monika Ożóg, nowa dyrektorka Muzeum Śląska Opolskiego, którego oddziałem jest Muzeum Czynu Powstańczego na Górze św. Anny, zwolniła pracowników tego muzeum – z Witoldem Iwaszkiewiczem, cenionym kustoszem pracującym w nim od 11 lat, na czele. Tym samym bezterminowo została zamknięta placówka wielce zasłużona dla zachowania pamięci o powstaniach śląskich i mająca największe zbiory dotyczące tych wydarzeń.

Wszystko wskazuje, że skandaliczna decyzja nowej dyrektor Muzeum Śląska Opolskiego, która w ostatnich wyborach bez powodzenia kandydowała do Sejmu z list Koalicji Obywatelskiej, jest zgodna z oczekiwaniami władz województwa opolskiego. Już wcześniej zrezygnowały one z budowy na Górze św. Anny Centrum Edukacji Przyrodniczej, które byłoby też siedzibą parku krajobrazowego. Jego dyrekcja ma się znaleźć w budynku Muzeum Czynu Powstańczego, obok działającego tu już Działu Przyrody Muzeum Śląska Opolskiego. Tym samym Muzeum Czynu Powstańczego zostanie albo zmarginalizowane, albo całkowicie zlikwidowane.

Dodajmy, że mieści się ono w historycznym budynku, który był przed wojną Domem Polskim. Już kilkanaście lat temu mniejszość niemiecka chciała otworzyć w nim na parterze restaurację Pojednanie, w której Niemcy przy piwie ubarwialiby śpiewem realizowany na piętrze powstańczy program muzealny. Propozycja ta została oprotestowana i upadła.

Monika Ożóg nie widzi niczego niewłaściwego w tym, że zamknęła Muzeum Czynu Powstańczego w czasie obchodów 100-lecia powstań śląskich. Nie ujawniła nawet, dlaczego chciała zwolnić pracowników muzeum dyscyplinarnie, a w końcu zrobiła to za porozumieniem stron. Tym aktem pani dyrektor, za sprawą swoich mocodawców, wpisała się w nową politykę historyczną, wciskającą Polakom do głowy, że ważniejsi od powstań śląskich są powojenni „wyklęci”, np. bracia Kowalczykowie, którzy w 1971 r. wysadzili aulę Wyższej Szkoły Pedagogicznej – pierwszej polskiej uczelni na Śląsku Opolskim. Poza tym dla dzisiejszych partii najważniejsze są stołki, na których mogą posadzić swoich ludzi. Mści się więc fakt, że muzeum to – jak proponował przed laty prof. Michał Lis, sekretarz zespołu, który w 1982 r. przygotował wydanie Encyklopedii Powstań Śląskich (do dziś nie może się doczekać wznowienia) – podlega nie Muzeum Narodowemu lub Muzeum Wojska Polskiego, lecz władzom województwa. Władze opolskie, zmuszone do lawirowania między coraz aktywniejszymi Kresowiakami, anemicznymi politycznie autochtonami i niewielką, lecz bogatą i zorganizowaną mniejszością niemiecką, skłonne są krzywdzić tych, którzy tu przez sześć wieków trwali w polskości i wreszcie postanowili o powrót do Polski wystąpić zbrojnie. A pani dyrektor – specjalistka od Bizancjum – w trakcie obchodów 100. rocznicy tego zbrojnego wystąpienia zamyka muzeum eksponujące w sposób nowoczesny ów dramatyczny zryw Ślązaków, który odradzającej się po 123 latach niewoli Polsce przynosi wiano w postaci części przemysłowego Śląska.

Kiedy po zamknięciu muzeum podniosła się zrozumiała wrzawa, pani dyrektor wydała infantylne oświadczenie, w którym napisała: „W związku z nieprawdziwymi informacjami dotyczącymi rzekomo bezpodstawnego zwolnienia przeze mnie pracowników Muzeum Czynu Powstańczego informuję, że strony podpisały porozumienie o rozwiązaniu stosunku pracy”. Dlaczego postanowiła ich zwolnić, i to dyscyplinarnie, nie podaje. Dalej pisze: „Stanowczo zaprzeczam informacjom, że chcę zamknąć Muzeum”. A przecież je zamknęła! Poinformowała też, że oddział jest w trakcie reorganizacji (jakiej i po co?), i zakończyła to kuriozalne oświadczenie zapowiedzią, że chce jak najszybciej wznowić jego działanie. Jeśli nawet przyjąć, że faktycznie chce tak zrobić, to nasuwają się pytania, w jakiej formie po tej reorganizacji muzeum będzie ponownie funkcjonowało i komu zostanie powierzone kierowanie nim. Nie wspominając o takiej błahostce jak inwentaryzacja i przekazanie bogatych zbiorów.

Spodziewać się nawet można nowej nazwy tej placówki: Park Krajobrazowy Góra św. Anny i gdzieś tam, na boku, malutkimi literkami, Muzeum Wojny Domowej.

Fot. Michał Grocholski/Agencja Gazeta

Wydanie: 2/2020

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Marcin Szmukier
    Marcin Szmukier 9 stycznia, 2020, 22:40

    Ostatnie zdanie artykułu mówi wszystko. Tu chodzi o pamięć o to ż\eby wymazać z pamięci Powstania Śląskie. I jest to na ręke władzy samorządowej, która w opolu jest przeciwstawna do władzy państwowej.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. bug7
    bug7 13 stycznia, 2020, 14:05

    Ależ Redaktor manipuluje!
    Co Autorowi pozwala przesądzać, że Muzeum nie wznowi działalności – jak pisze pani dyrektor? Skąd informacja, że zmieni nazwę? I kto Redaktorowi powiedział, że wystawa była „nowoczesna”? Bo chyba Pan sam jej nie widział…
    Do tego teksty typu „Niemcy przy piwie ubarwialiby śpiewem realizowany na piętrze powstańczy program muzealny” są poniżej krytyki. Czy słowo „Pojednanie” Autorowi coś mówi?
    No i jeszcze szczegół (dla Pana, bo dla Ślązaków na pewno nie): opolscy Niemcy to też ludność autochtoniczna!

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy