Co może PiS?

Co może PiS?

Najpóźniej  wczesną wiosną 2007 roku czekają nas nowe wybory

Czy czekają nas wybory na wiosnę? Czy też nowe sejmowe koalicje? Do tej pory polska polityka prezentowała się w sposób tradycyjny – z jednej strony, mieliśmy koalicję, z drugiej, opozycję, obie strony ostrzeliwały się ze swoich okopów. Teraz jest inaczej – mamy wojnę ruchomą. Nie wiemy, kto popiera rząd (poza 155 posłami PiS), a kto jest przeciw. Nie wiemy, w jakiej perspektywie czasowej działa rząd i co jest kampanią wyborczą, a co nie. Jakkolwiek by liczyć, wszystko wskazuje, że już w przyszłym roku, a najpóźniej wczesną wiosną 2007 r. (gdy Sejm nie uchwali budżetu na rok 2007) będziemy mieli nowe wybory.
Dlaczego? Bo pole manewru PiS i premiera Marcinkiewicza jest ograniczone. Do kilku wariantów.

Wcześniejsze wybory

Pierwszy to gra na wcześniejsze wybory. Tak można wnioskować, obserwując zachowanie Kazimierza Marcinkiewicza. Otóż premier zachowuje się jak polityk będący w samym środku kampanii wyborczej. Jest jak święty Mikołaj – ma pieniądze na becikowe, na emerytury dla górników, na dłuższe urlopy macierzyńskie, na niższe podatki, na paliwo rolnicze, na służbę zdrowia, na policję i prokuraturę, wszystko wszystkim obiecuje. A przecież nie jest naiwny, był szefem zespołu doradców premiera Buzka i wie, co państwo może dać, a czego nie. Pewnie więc obiecuje, bo wie, że nie będzie z tych obietnic rozliczany.
Rzut oka na sondaże pokazuje, że taktyka Marcinkiewicza przynosi rezultaty. W sondażach Liga Polskich Rodzin lokuje się poniżej progu wyborczego, podobnie PSL, traci Samoobrona. A PiS ma notowania rzędu 35-40%. I zważywszy, że niedługo do gry wejdzie Lech Kaczyński, można zakładać, że przynajmniej do wiosny Prawo i Sprawiedliwość te notowania utrzyma, a może i powiększy. To dałoby partii braci Kaczyńskich większość mandatów w Sejmie.
Ten wariant ma jednak sporo niewiadomych. Po pierwsze, nie jest łatwo, gdy nie ma się większości w Sejmie, doprowadzić do wcześniejszych wyborów. Opozycja może to blokować, czekając na dogodniejszy dla siebie termin.
Po drugie, nigdy nie wiadomo, jak zachowa się społeczeństwo. Przed tegorocznymi wyborami sondaże dawały zwycięstwo PO i Donaldowi Tuskowi. Tymczasem było inaczej.
Może więc się okazać, że PiS wprawdzie zwiększy swój stan posiadania, ale wciąż nie będzie miało większości. I znajdzie się w punkcie wyjścia. Nie można też wykluczyć zmiany nastrojów. Tak było parę lat temu we Francji, kiedy ówczesny premier Alain Juppé, karmiony korzystnymi dla prawicy sondażami, zdecydował się na przeprowadzenie wcześniejszych wyborów. Ku zaskoczeniu dosłownie wszystkich prawica poniosła w nich porażkę, a władza trafiła w ręce socjalistów.

Wariant koalicji

Można zatem przewidywać, że rząd Marcinkiewicza będzie trwał dłużej niż do wiosny, i to w charakterze rządu mniejszościowego. Dlaczego tak? By mieć większość, PiS musiałoby zawrzeć koalicję albo z PO, albo z Samoobroną. W obu przypadkach zyskałoby koalicjanta, który nie tylko bezustannie by się rozpychał i żądał więcej władzy, niepokornego, ale i takiego, na którego lojalność nie mogłoby liczyć. I PO, i Samoobrona porzuciłyby PiS przy pierwszych wahnięciach nastrojów społecznych. Poza tym zawierając koalicję z PO, Kaczyńscy musieliby się zgodzić na mocne przebudowanie rządu, a pewnie i na zmianę premiera. Koalicja z Samoobroną to Andrzej Lepper w roli wicepremiera. Wariant koalicji jest więc dobry, ale tylko na parę miesięcy. Potem i tak będzie musiało dojść do rozwodu i albo przyspieszonych wyborów, albo rządów mniejszościowych.
Można jeszcze rozpatrzyć inną możliwość – PiS rozbija PO, część posłów Platformy tworzy własną frakcję, wchodzą do rządu i go popierają. O tym mówi się od wielu tygodni, wskazując na grupę skupioną wokół Rokity. W piątek chęć popierania PiS ogłosił poseł PO ze Śląska, Andrzej Sośnierz. Gdyby udało mu się wyprowadzić kilkudziesięciu posłów z Platformy, mielibyśmy nową sejmową większość.
Ale czy to wariant realny? Pamiętajmy, że secesjonistom przypięto by łatki zdrajców i renegatów. Nie mieliby więc szans na jakiś dobry wynik w kolejnych wyborach.

Wariant balansu

To trzecia możliwość stojąca przed rządem – byłby on mniejszościowy, balansowałby między partiami opozycji. Ale w polskiej praktyce takie balansowanie jest nieefektywne i dla rządu zabójcze.
Poza tym wystarczy, by opozycja wykazała minimum współpracy, a już o żadnym balansie nie będzie mowy. Opozycja może blokować rządowe ustawy, odstrzeliwując ministrów, osłabiając nie tylko rząd, ale i PiS. I sama może wybrać moment wcześniejszych wyborów.
Jak przed taką akcją może się bronić rząd? Tak jak czyni to teraz. Wizytując rozgłośnię Radia Maryja, zwodząc Leppera, przemilczając SLD albo też nagłaśniając jego prawdziwe lub wydumane afery. Z Platformą zaś można sobie radzić, chodząc i opowiadając: chcemy koalicji z Platformą, tylko ona jakaś taka obrażona, nie wiadomo o co jej chodzi.
Skłócanie opozycji, jej osłabianie będzie skuteczniejsze, jeśli w rękach ludzi PiS znajdą się odpowiednie narzędzia. Dlatego Kaczyńscy chcą jak najszybciej przepchnąć przez Sejm ustawy o KRRiTV (żeby mieć media) oraz Urzędzie Antykorupcyjnym (żeby mieć własną partyjną bezpiekę). Póki opozycja jeszcze nie ochłonęła.
Najbliższe głosowania pokażą więc, jaki kształtuje się w Sejmie układ sił. Kto jak gra. I kto przystąpi do wcześniejszych wyborów z lepszej pozycji.

 

Wydanie: 50/2005

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy