Pasterki na wysokościach

Pasterki na wysokościach

Coraz więcej kobiet pracuje przy letnich wypasach w górach. Przejmują bacówki w Alpach

Korespondencja z Austrii

– Trzeba kochać naturę, umieć dobrze żyć z ludźmi, a jednocześnie nie bać się samotności. Na pewno się pobrudzisz, będziesz czasem niezbyt ładnie pachnieć, no i całe lato musisz wstawać o czwartej, piątej rano, bo zwierzęta czekają. Nie licz na gładkie dłonie – wylicza Birgit, na co dzień pomoc piekarza i fotografka.

Romantyczna przygoda z górami i naturą? Owszem, ale przede wszystkim ciężka praca.

Austriaczki, Niemki coraz chętniej przenoszą się na lato do bacówek wysoko w górach. Tam przez cały sezon pracują jako sennerki – pasterki, opiekunki zwierząt, producentki przetworów mlecznych i złote rączki. Bo muszą umieć wszystko. Czasem bacówkę obejmuje kilka kobiet, w różnym wieku i z różnymi doświadczeniami. Przedsiębiorczynie, studentki, gospodynie domowe albo sprzedawczynie rezygnują z miejskiego życia i wdrapują się na 1500, 1700, 2500 m i wyżej na miesiąc albo i trzy. Są ciekawe innego życia. Odcinają się od świata. Biorą odpowiedzialność za stada krów, czasem owiec czy koni i kóz. Muszą umieć doić krowy, przerabiać mleko, rozpoznawać niedyspozycje zwierząt, być odporne na wyzwania i brak wygód.

Pasterz to senn, senner, po bawarsku halter, po szwajcarsku älpler, w Karyntii bywa nazywany także brentler. Wypłatę częściowo otrzymuje w wyrobach z mleka. W większych bacówkach pracuje więcej osób, w tym wolontariusze. Bez nich przetrwanie wielu letnich wypasów byłoby trudne.

To nie jest leżenie na sianie

Birgit i jej koleżanka Babsi muszą się opiekować ponad setką krów mlecznych. Do tego cielęta, kozy, koń i krewki byczek. Panie nie boją się pracy, ale wszystko może się zdarzyć, łącznie ze zniszczeniem przez zwierzęta ogrodzeń, które trzeba naprawić, czy buntem paru krów, które nie chcą dać się wydoić.

Pogoda na wysokości 1700 m płata figle – są i burze, i silne deszcze. O piątej rano trzeba wyprowadzić zwierzęta, wydoić je, potem wyprowadzić na kilka łąk, jedne wyżej, drugie niżej. Nie ma chwili na nudę. Poza doglądaniem zwierząt ciągle jest coś do zrobienia: palenie w piecu, gotowanie wody do mycia, czyszczenie pojemników na mleko i masło, pieczenie ciasta, które jest sprzedawane turystom. Czasami większe bacówki oferują noclegi, więc musi być zawsze wysprzątane. – Nie leżę na sianie i nie gapię się w niebo, jak niektórzy sobie myślą – śmieje się Birgit.

W poprzednim roku poznała inną sezonową pasterkę, nauczycielkę z Niemiec, która przyjeżdża w wakacje pracować na alm, czyli na hali, by odpocząć od trudnej młodzieży. To ona nauczyła Brigit doić krowy. Z mleka wyrabiają masło i ser, który smakuje różnie w zależności od kwiatów i ziół, które zjada krowa. Do wyprodukowania 30 kg sera pasterki potrzebują 300 litrów mleka. Chętnie sięgają po stare receptury z gospodarstw chłopskich – tak powstają wyroby wprost „od bacy”.

Od dwóch dekad wypasy w górach i bacówki w Austrii przeżywają renesans. Modne stały się pobyty czasowe na pastwiskach, praca pasterska i wszystkie zajęcia z tym związane oraz wolontariaty. Wyliczono bowiem, że tydzień pracy na halach daje organizmowi tyle, ile dwa tygodnie urlopu.

Alm, część tożsamości

W samej Austrii hale zajmują 20% powierzchni i są ważnym elementem tożsamości Austriaków. Chociaż te do letniego wypasu wysoko w Alpach nie są naturalnymi łąkami. To kawałki ziemi wykorzystywane od co najmniej 400 lat, przystosowane do wypasu zwierząt dzięki pracy tutejszych mieszkańców. Są także bezcenne ekologicznie, bo zachowało się na nich wiele zagrożonych gatunków flory i fauny.

Te letnie wypasy na górskich pastwiskach są bardzo istotne dla gospodarki rolnej. Pastwiska w dolinach latem „odpoczywają”, a sezonowi pasterze odciążają rolników. Zresztą bez bacówki, almhütte, wędrowanie po Alpach nie istnieje. To ulubione miejsce odpoczynku amatorów wspinaczki, gdzie mogą kupić świeże wyroby mleczarskie i zanocować albo porozmawiać z pasterką czy pasterzem w skórzanych portkach. Bo trzeba wiedzieć, że skórzane spodnie są najtrwalsze w takiej pracy, obywają się bez prania (!) i mogą służyć całe życie.

To, kto mógł pracować w górach, zajmować się wypasem bydła, zależało od regionu, czasów i… Kościoła katolickiego. Po wojnie, w 1950 r., przy alpejskich letnich wypasach pracowało w Austrii dwa razy więcej mężczyzn, w sumie ponad 18 tys. osób. Ale we wschodnim Tyrolu opieka nad bydłem w górach była głównie kobiecym zajęciem. W połowie XVIII w. w Salzburgu Kościół katolicki zabronił zatrudniania kobiet do górskich wypasów. W praktyce trudno było to wyegzekwować, przyjęto zatem, że do bacówek nie będą wysyłane młode, niezamężne dziewczyny. Co miało je chronić przed pokusami gdzieś tam, w samotni. Gospodarze, chcąc je zatrudniać, musieli się postarać o zezwolenie kościelne.

W Szwajcarii letnie wypasy zwierząt na wysokościach były domeną mężczyzn. Mało tego, uważano, że obecność kobiet przynosi nieszczęście, i utrwalano te przesądy w sagach i opowieściach. A pasterze robili sobie kobiecego stracha ze słomy. Jeśli lalka by ożyła, przyniosłaby im same nieszczęścia. Cóż, kobiety otrzymały w Szwajcarii prawa wyborcze dopiero w 1971 r., a w jednym z kantonów w roku 1990…

Niezależnie od starych zwyczajów współczesnym ludziom brakuje kontaktu z naturą. A w towarzystwie kilku osób na wysokości 2000 m na nowo uczymy się rozmawiać z żywym człowiekiem. Tego też wielu z nas poszukuje. 71-letnia dziś Hildi spod Bregencji w Vorarlbergu od 10 lat jeździ jako wolontariuszka na hale. Zajmuje się wyrobem sera i pracami pomocniczymi. Uwielbia góry i naturę. Po przejściu na emeryturę poszła na spotkanie sezonowych pasterzy i pomocników, dostała nawet miejsce w bacówce, ale nie odważyła się na wyjazd, bo co z domem, obowiązkami… W kolejnym roku jednak wzięła byka za rogi. Rodzina jej sekunduje. – To chyba lepiej, niż jechać do sanatorium czy leżeć w szpitalu – mówi jej mąż. Hildi wraca zawsze szczęśliwa, z fantastycznym serem i masłem jako zapłatą.


W miesiącach letnich na wysokogórskich pastwiskach w Austrii ok. 7 tys. pasterek i pasterzy wypasa 51 tys. krów, 265 tys. byków, 9 tys. koni, 114 tys. owiec oraz 10 tys. kóz. W tym sezonie poszukiwanych jest wciąż ponad 200 pasterzy.


Fot. archiwum

Wydanie: 29/2018

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy