Jaka piękna katastrofa…

Jaka piękna katastrofa…

Na „Krzyżaków” pędzono, kogo się dało, więc nic dziwnego, że po trzech latach film obejrzało 14,5 mln widzów. Nie wszyscy byli zachwyceni, „Krzyżacy” stali się dyżurnym tematem w kabaretach. Potwornie okaleczony Jurand wraca z Malborka. Polscy rycerze, którzy go spotykają, są wstrząśnięci: „Gdzie ci to zrobili?!”. Jurand nie może mówić, więc tylko kreśli na piersi znak krzyża. „Nie gadaj! Na pogotowiu?”.

Trudno powiedzieć, na ile film podgrzał zbiorową nienawiść do Niemców, choć słyszymy ich, jak ryczą pod adresem wielkiego mistrza Heil!. A do walki ruszają z zawołaniem Gott mit uns!. Dzisiaj to pozycja martwa: i w historii kina, i w kabarecie.

Następna okazja, by dać filmowy odpór żywiołowi germańskiemu, nadarzyła się w roku 1972, kiedy to przypadła tysięczna rocznica bitwy pod Cedynią. Na miejscu wzniesiono pomnik zwieńczony orłem, a na całych Ziemiach Odzyskanych stawiano obeliski z napisem „Byliśmy, jesteśmy, będziemy”. No i dwa lata później na ekrany wszedł film „Gniazdo” Jana Rybkowskiego. Za podstawę scenariusza (Aleksander Ścibor-Rylski) musiały wystarczyć skąpe wzmianki u kupca arabskiego Ibrahima Ibn Jakuba czy w kronice Galla Anonima. Rekwizyty były kopią tego, co wygrzebali archeolodzy, przy tym władza ludowa nie oszczędzała na badaniach, które miały wykazać, że okolice Szczecina to ziemie prasłowiańskie. Z fabułą poszło już gorzej. Mieszko (Wojciech Pszoniak) w noc poprzedzającą bitwę pod ową Cedynią wspomina swoje dokonania. I bilans wypada średnio. Po pierwsze, Mieszko wprowadził chrześcijaństwo wbrew własnemu ojcu Ziemomysłowi, który odsunął go od władzy. Po drugie, wygubił własnych braci, którzy przypominali, że to nie jego ojciec wyznaczył na następcę (istny Makbet!). I – najgorsze – zmusił własny naród, by zaparł się bogów, pradawnej wiary i obyczaju, by oderwał się od korzeni. W imię dołączania do tej niepewnej, mitycznej Europy. Z dzisiejszego punktu widzenia – bardzo dwuznaczne.

Niewielki Kazimierz

Z kolei nie tyle dwuznaczny, ile kompletnie rozjechany jest czterogodzinny panegiryk „Kazimierz Wielki” (1975) Ewy i Czesława Petelskich. Superprodukcja: 150 aktorów zawodowych, tysiące rekwizytów, zdjęcia nawet we francuskim Carcassonne. Tu retrospektywy majaczą się umierającemu Krzysztofowi Chamcowi. I ma z nich wynikać, jakim to dalekowzrocznym władcą jest Edward Gierek. Bo Kazimierz Wielki to oczywista metafora. W centrum filmu jest ON, przywódca o orlej myśli, wokół bardziej lub mniej kumaty, ale rozbudowany dwór. I wielkie budowy na horyzoncie. No i ten szmer podziwu dla osobistości, która przerasta swoją epokę: „Budujecie zamki, miasta, chłopom sprzyjacie, prawa naznaczacie, ludzi kochacie wszystkich…”.

Wlecze się to niemiłosiernie, ale te stroje, te konie, te tańce dworskie trzeba pokazać. Akcji właściwie żadnej, epizod doklejany do epizodu. Jednak pobrzmiewają znajome akcenty: „Zakonowi nie ustąp, Pomorza nie oddaj, bo nasza racja, a nie ich”, mówi Kazimierzowi ojciec na łożu śmierci. Sam Kazimierz plącze się po planie bez ładu i składu. Czasem rzuci epokową myśl, jak wtedy, gdy słyszy, że Krzyżacy znowu wieś spalili: „Bo murować trzeba. Mur chroni od ognia i przetrwa długo…”. Wiadomo: zastał Polskę drewnianą…

Z aktorami istna kołomyja. Witold Pyrkosz, świetnie wówczas pamiętany z farsowej roli w „Czterech pancernych”, tu przedstawia ponurego biczownika chłoszczącego się pod pręgierzem. Z tych samych „Pancernych” jest Wiesław Gołas w charakterze możnowładcy, ale skoro Gołasa potrafili w „Potopie” obsadzić w roli hetmana Czarnieckiego… Z tego samego serialu jest Tadeusz Fijewski jako biskup Nanker. Gra ostro, na przerysowaniu, ale on jeden jakoś wybrnął. No i Stefan Friedmann jako królewski doradca. Trzeba więcej?

„Kazimierz Wielki” oczywiście widowiskowo poległ u publiczności, ale przecież nie dla publiczności był kręcony. Film, jak to mówią, się wpisywał. Wiceminister kultury Mieczysław Wojtczak na posiedzeniu Rady Programowej Kinematografii w 1974 r. kreślił zapotrzebowanie na filmy w perspektywie 50-lecia Polski Ludowej, czyli na rok 1994: „W kształtowaniu obywatelskich postaw współczesnego pokolenia istotną rolę odgrywa ukazywanie w twórczości filmowej postaci i dzieła wielkich Polaków, ich walki o sprawiedliwość społeczną, ich udziału w tworzeniu naukowego i kulturalnego dorobku własnego narodu i całej ludzkości. Polaków tej miary co Kazimierz Wielki, Feliks Dzierżyński…”.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 18/2016

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy