Ping-pong na Woronicza

Ping-pong na Woronicza

Rada nadzorcza bez absolutorium
– czyli pata w TVP ciąg dalszy 

W sporze między częścią rady nadzorczej a zarządem punkt dla prezesa Jana Dworaka. Minister Jacek Socha skwitował działania zarządu, natomiast nie udzielił absolutorium żadnemu członkowi rady. Dworak wygrał też korzystne dla siebie zapisy w nowym statucie TVP. Co to oznacza? I co w najbliższym czasie wydarzy się na Woronicza?

Dwója dla rady
Walne zgromadzenie (ubiegły wtorek) zapowiadało się niezwykle ciekawie. – Co zrobi minister? – zastanawiali się dziennikarze, którzy wietrzyli sensację i od samego rana kręcili się przed Ministerstwem Skarbu.
Tymczasem Socha zaskoczył wszystkich. Pozytywnie podsumował członków zarządu, natomiast nie udzielił absolutorium z wykonania obowiązków w 2004 r. Radzie Nadzorczej TVP. Tym samym obarczył ją odpowiedzialnością za bałagan w spółce. Zarzucił jej m.in. brak skutecznego rozwiązania problemu zawieszenia Ryszarda Pacławskiego. Podkreślił też, że w ustawowym terminie nie przedstawiła mu wniosku w sprawie udzielenia absolutorium członkom zarządu. W kwietniu rada przesłała ministrowi pozytywne rekomendacje dla prezesa Dworaka oraz członków zarządu: Piotra Gawła, Marka Hołyńskiego i Stanisława Wójcika. Uchyliła się natomiast od oceny Pacławskiego. Negatywną ocenę dotyczącą jego pracy przesłała dopiero wtedy, gdy minister skarbu upomniał się o opinię.
Z decyzją ministra nie zgadzają się członkowie rady nadzorczej. – Zostałam postawiona w jednym szeregu z człowiekiem, który złamał prawo, a jego mandat wygasł (chodzi o Marka Ostrowskiego – TS) – oburza się Anna Milewska.
– Dlaczego minister nie pokusił się o ocenę indywidualną? – zastanawia się Leszek Rowicki, jedyny w radzie przedstawiciel ministra skarbu państwa.
Zdaniem Janusza Kwiatkowskiego, rzecznika MSP, rozpatrując kwestię absolutorium, minister Socha nie dysponował narzędziami dostatecznie precyzyjnymi do dokonania zindywidualizowanych ocen pracy poszczególnych członków organów spółki. Uznał jednak, że rada nie wywiązała się ze swojego obowiązku, a przede wszystkim nie zapobiegła konfliktom w spółce. – Minister nie ma możliwości odwołania członków rady, co zapewne zrobiłby każdy prywatny właściciel w analogicznej sytuacji, dał zatem wyraz swojej opinii, nie udzielając absolutorium członkom rady – tłumaczy Kwiatkowski.
Brak absolutorium nie powoduje jednak żadnych konsekwencji prawnych. I nic w obecnej sytuacji TVP nie zmienia. – Poza tym, że ten fakt na stałe zapisze się w naszym CV – zauważa jeden z członków rady.
Prezes Dworak triumfował również w batalii o nowy statut spółki. Faktem jest bowiem, że minister znacznie złagodził roboczą wersję tego dokumentu. W przyjętej 20 maja noweli nie ma (a był w wersji roboczej) np. zapisu, który zakładał uszczelnienie systemu wydawania pieniędzy (minister chciał, by wszystkie wydatki zatwierdzał zarząd). Złagodzony został też zapis dotyczący zawieszenia członka zarządu. Nowy statut stwierdza co prawda, że zawieszenie nie może trwać dłużej niż trzy miesiące, ale nie reguluje jednoznacznie, co dzieje się po trzech miesiącach, jeśli rada nadzorcza nie podejmie żadnej decyzji. Prezes Dworak wykazał się więc dużą skutecznością.

Za co poległ Hołyński?
Teraz zarząd wyczekuje 6 lipca. Wówczas odbędzie się pierwsze posiedzenie sądu okręgowego w sprawie Ostrowskiego. Wiara w zbawczą moc sądu jest naiwna, gdyż trudno się spodziewać wyroku na pierwszej rozprawie. A nawet ewentualny werdykt niewiele zmieni. Dlaczego? Otóż powództwo złożone przez Dworaka w tej sprawie jest przewrotne. Prezes nie pyta, czy mandat Ostrowskiego jest ważny, tylko prosi o stwierdzenie jego ważności. Zdaniem prawników, przy tak sformułowanym pozwie istnieje ryzyko, że sąd stwierdzi ważność mandatu bez rozpatrzenia całego konfliktu. A to sprawy nie zakończy.
To niejedyny sądowy aspekt sytuacji w TVP. Anna Milewska oraz KRRiTV złożyły do Krajowego Sądu Rejestrowego wniosek o wpisanie Krzysztofa Czeszejki-Sochackiego, nowego członka rady nadzorczej. W sądzie został też złożony pozew w sprawie wyjaśnienia legalności zawieszenia Marka Hołyńskiego. Argumenty wnioskodawców są silne: zawieszenie nie odbyło się na posiedzeniu rady, ale na nieformalnym spotkaniu jej członków (nie spełniono wymogów formalnych niezbędnych przy zwoływaniu posiedzenia rady nadzorczej w trybie nagłym), głosowanie nad zawieszeniem nie było przewidziane w porządku obrad, a przede wszystkim uczestniczył w nim Marek Ostrowski, którego mandat w radzie wygasł.
Dziś coraz głośniej mówi się też, co tak naprawdę mogło stać za zawieszeniem Hołyńskiego. – To był majstersztyk. W TVP od dłuższego czasu trwa spór o telewizję cyfrową. Zderzały się dwie koncepcje: czy robić ją z Polskim Operatorem Telewizyjnym, czyli de facto z Wiesławem Walendziakiem, jak chcą Piotr Gaweł i Adam Pawłowicz (bliski przyjaciel Walendziaka), czy też oddzielnie – czego chciał Hołyński – mówi nasz informator. Jego zdaniem, sugestywną rolę odgrywał w tym sporze prezes Dworak. – Prezes doskonale się orientuje, gdzie są pieniądze.
Odwołanie Hołyńskiego jeszcze raz pokazało, o co tak naprawdę toczy się gra na Woronicza. Zresztą niebawem rozegra się bój o przetarg na nadawcę satelitarnego. Przewidziana jest też modernizacja oprogramowania i sprzętu w TVP.
Niebawem się przekonamy, czy te pogłoski okażą się prawdziwe. Zobaczymy bowiem, czy TVP pójdzie z POT, czy samodzielnie.
Zdaniem Danuty Waniek, w związku z zawieszeniem Hołyńskiego postępowanie z urzędu powinna wszcząć prokuratura. Jeśli do tego by doszło, powinna też się zająć sprawą POT, a także zainteresować się umowami z producentami zewnętrznymi.
Nikt nie ma wątpliwości, że przedłużanie obecnej sytuacji nikomu nie służy, a dla samej TVP jest fatalne. Daje ona argumenty tym, którzy uważają, że media publiczne w Polsce są niereformowalne i trzeba je zlikwidować. Leszek Rowicki mówi wprost: – To wszystko wygląda na budowanie klimatu przychylnego dla ruchów przyszłej władzy.
Co będzie dalej? W tej sytuacji rozwiązaniem byłaby dymisja całej rady. Przecież to ją właściciel obarczył odpowiedzialnością za zamieszanie w spółce. Czy jednak wszystkich członków rady stać na tak honorowy gest? Wydaje się to niemożliwe, tym bardziej że takie posunięcie groziłoby zachwianiem dotychczasowego stanu rzeczy. Nowa rada mogłaby bowiem powołać nowy zarząd. A do tego część członków obecnej rady nadzorczej z Adamem Pawłowiczem na czele dopuścić nie może.

Wydanie: 25/2005

Kategorie: Media
Tagi: Tomasz Sygut

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy