PiS podnosi podatki

PiS podnosi podatki

Pomysły rządzących najbardziej odbiją się na ludziach niezamożnych

Z zapowiedzianego przez obecną ekipę zmniejszenia obciążeń podatkowych, stworzenia taniego państwa i wprowadzenia dwóch stawek – 18 i 32% – zostało mniej więcej tyle, ile z obietnic zbudowania 3 mln mieszkań. Wiadomo już na pewno, iż tych mieszkań nie będzie, natomiast niewykluczone, że w ostatnim roku swych rządów, przed wyborami, liderzy PiS zdecydują się na realizację obietnic, by zapewnić sobie poparcie przy urnach.
Na pewno nie w dwóch najbliższych latach, bo wprowadzenie stawek 18 i 32%, zamiast 19, 30 i 40%, oznacza zmniejszenie wpływów budżetowych o 6,5-9 mld zł rocznie. Na razie więc PiS zwiększa obciążenia podatkowe, między innymi po to, by starczyło na tanie państwo, które, jak się okazuje, jest coraz droższe.

Nasze drogie państwo
Rząd nie wspomina już o oszczędnościach w administracji. Jak mówi Rafał Antczak z CASE, łączne wydatki na administrację wzrosną w tym roku o kilkaset milionów złotych, pos. Zbigniew Chlebowski (PO) z satysfakcją zauważa zaś, że liczba urzędników zwiększy się o prawie 5 tys. osób, a nakłady na Kancelarie Sejmu, Senatu, Prezydenta i Premiera wcale nie spadły.
W 2006 r. z powodu pozostawienia progów dochodowych na niezmienionym poziomie, każdy z nas, od dochodów identycznych jak w 2005 r., zapłaci o kilka procent wyższe podatki. Rząd, w trosce o ochronę dochodów ludzi zamożnych, zapowiedział natomiast odmrożenie progów w 2007 r. (wicepremier Zyta Gilowska stwierdziła, iż wymaga tego sprawiedliwość wobec podatników). Dzięki temu podatnicy rozliczający się według najniższej 19-procentowej stawki zapłacą o 30 zł rocznie mniej, czego oczywiście nawet nie zauważą – ale bogatsi, objęci stawką 40-procentową, zapłacą aż o 745 zł mniej.
Zyskają też rodziny (niezależnie od tego, jakie mają dochody) wychowujące co najmniej troje dzieci, bo będą mogły odliczyć po 500 zł na trzecie i kolejne dziecko.
Nie ma już w tym roku ulgi remontowej, od września akcyza na autogaz ma wzrosnąć o 40%, co spowoduje podwyżkę ceny litra gazu o 15 gr. Jesienią podniesiona też zostanie akcyza na olej opałowy. Rząd planuje również, że w połowie przyszłego roku przestanie obowiązywać obniżona w 2005 r. akcyza na benzynę, co oznacza jej wzrost o 25% – i podwyżkę ceny litra benzyny o ponad 20 gr.
Wprowadzony zostanie zakaz zakładania jednoosobowych firm, w sytuacji gdy ktoś pracuje dla jednego pracodawcy na takich samych zasadach jak pracownik etatowy. Rozwiązanie to ma utrudnić pracodawcom zmuszanie ludzi do samozatrudnienia. Jednoosobowe firmy płacą bowiem mniejszy ZUS niż pracodawcy od ludzi zatrudnionych na etatach. Dzięki tej zmianie być może wzrosną wpłaty na ZUS, ale rzesze ludzi mających zarejestrowaną działalność gospodarczą trafią na bezrobocie, bo pracodawcy nie wszystkich wezmą na etaty. Ucierpią na tym zwłaszcza ludzie słabiej zarabiający, wykonujący prostsze prace, którzy dotychczas znajdowali zajęcie dzięki temu, że byli tańsi dla pracodawcy, bo nie obciążali go obowiązkiem płacenia ZUS.
Dla twórców wszelkiego rodzaju, naukowców i dziennikarzy, dotkliwa będzie utrata możliwości odliczania od przychodu 50% kosztów uzysków, co może zmniejszyć ich dochody o prawie 10% rocznie. Stracą również przedsiębiorcy – niemal 800 tys. firm – którym rząd zlikwiduje uproszczone formy opodatkowania (ryczałt i kartę podatkową), zastępując je normalną księgą przychodów i rozchodów.
Spośród innych obciążeń podatkowych, jakie zaczną obowiązywać w przyszłym roku, warto wymienić 19-procentowy podatek od dochodów ze sprzedaży nowych nieruchomości, kupionych po 1 stycznia 2007 r. (dotychczas jest 10%).
Niedługi będzie żywot ulgi na działalność młodzieżowych i dziecięcych klubów sportowych. Sejm przyjął ją w lipcu 2005 r., obowiązuje od stycznia br., ale obecny rząd już zapowiedział, iż jest to pierwszy i ostatni rok jej istnienia. Nie zostanie natomiast zniesiony podatek od dochodów kapitałowych, nie będzie też wspólnego opodatkowania rodziców z dziećmi, rząd zrezygnował z 1000-złotowej ulgi za każde nowo utworzone miejsce pracy. Nie będzie również 50-procentowej stawki podatkowej od najwyższych dochodów. Jeszcze w poprzedniej kadencji Sejmu były takie pomysły, ale zarówno PiS, jak i Samoobrona są teraz temu przeciwne. Ukłonem PiS pod adresem bogatego biznesu jest zniesienie ograniczeń w odliczaniu VAT od samochodów osobowych kupowanych przez firmy. Dla drobnych przedsiębiorstw jest to zmiana praktycznie bez znaczenia, dla dużych oznacza wyraźny spadek obciążeń finansowych.
Na niezamożnych obywatelach, motoryzujących się dzięki tanim autom sprowadzanym z Zachodu, odbije się wprowadzenie tzw. opłaty recyklingowej w wysokości 500 zł (na dofinansowanie demontażu aut wycofywanych z eksploatacji). Dotyczy to tylko osób sprowadzających auta na własny użytek i drobniejszych firm, bo poważni przedsiębiorcy importujący ponad tysiąc aut rocznie będą zwolnieni z opłaty recyklingowej. Do tego trzeba doliczyć jeszcze, mający obowiązywać od przyszłego roku, podatek ekologiczny, zależny od pojemności silnika i czystości spalin.

Mniejsze podatki i wydatki
To, że wzrastają podatki, wynika w dużym stopniu z błędów popełnionych przy konstruowaniu tegorocznego budżetu. Zdaniem prof. Andrzeja Wernika, zbyt optymistycznie oszacowano wpływy z VAT. W tym roku nie osiągną one 85 mld zł, lecz zaledwie 80 mld zł. Mniejsze o ponad 1 mld zł mogą być wpływy z podatków od dochodów osobistych, o ok. 0,5 mld zł zaś dochody z akcyzy.
Rządzący musieli więc zmierzyć się z oczywistą prawdą, że obniżka podatków spowoduje natychmiastowy spadek dochodów państwa. I że zabrakłoby wtedy pieniędzy na różne wydatki budżetowe, których nie można uniknąć. A że obiecywali coś zupełnie innego? Trudno, a bo to pierwsze nierealne obietnice polskich polityków…

Wydanie: 19/2006

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy