Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

O tym wspominaliśmy tydzień temu i coraz bardziej jesteśmy przekonani, że jest to najbardziej charakterystyczna cecha MSZ doby pani Fotygi. Otóż tą cechą jest nieobliczalność. Bo nigdy nie wiadomo, co w kogo walnie. Kto pójdzie do góry, a kto w dół. Kompletna loteria. Weźmy przykład Andrzeja Krawczyka. Iluż to ludzi w MSZ dociekało, co się kryje za jego awansem! Jakiż to klucz? Oto bowiem w Kancelarii Prezydenta osobą odpowiedzialną za sprawy międzynarodowe został człowiek, jakich w MSZ masa, ambasador z nie najważniejszej placówki – z czeskiej Pragi. Kryształ uczciwości? Eee, zapytajcie, drodzy państwo, ludzi, z którymi pracował. W MSZ był swego czasu spory szum, że pan ambasador brał przez cztery lata z państwowej kasy dodatek na żonę, która mieszkała w Warszawie. A jak opowiadano o tym, ile to trunków przywiózł do Warszawy, gdy wracał z Pragi? Boki zrywać. Krawczyk nie był też jakimś gejzerem intelektu ani dyplomatycznych umiejętności – w tej Pradze niczym specjalnie się nie wyróżniał, już jako człowiek odpowiedzialny w Kancelarii Prezydenta za sprawy zagraniczne również nie wychodził ponad banał.
W sumie – mieliśmy przeciętnego dyplomatę, żadnego geniusza, i w dodatku z niezbyt ciekawą opinią. Co z tego! Kaczyńskim to nie przeszkadzało. I nagle szast-prast, kiedyś coś podpisał, 25 lat temu, i wyekspediowali go w kosmos. Dziś Krawczyk jest skończony. PiS-owcy uważają go za jakiegoś agenta, pozostali – za PiS-owca. No i człowieka, który był w składzie słynnego plutonu egzekucyjnego, czyli ekipy, która zadecydowała o odwołaniu dziesięciu ambasadorów, w grudniu 2005 r. Gdzie więc teraz pójdzie?
Podobny los, choć na o wiele mniejszą skalę, spotkał Tomasza Ostrowskiego, szefa Protokołu Dyplomatycznego.
W ostatnich miesiącach mogliśmy go oglądać wiele razy w telewizji, przy okazji wizyt w Polsce różnych osobistości. Na przykład podczas pielgrzymki Benedykta XVI Ostrowski ciągle gdzieś migał w kadrze. Miał tę umiejętność znalezienia się tam, gdzie kamera. Oprócz tego miał umiejętność pozyskania przyjaciół w Kancelarii Prezydenta. I nie było to trudne, bo jest to człowiek, o którego prawicowych poglądach, demonstrowanych od lat, wie każdy w MSZ. A raczej – o wstręcie do lewicy.
I oto teraz, wydawałoby się, dla Ostrowskiego zaświeciło słoneczko, bo do władzy doszła jego ulubiona ekipa.
Zresztą wszystko układało mu się, tak jak trzeba, był ważnym dyrektorem, a gdy Jan Tombiński przeniesiony został z Paryża do Brukseli, min. Fotyga wystąpiła z wnioskiem o mianowanie go ambasadorem RP w Paryżu. I co się okazało? Kancelaria Premiera wniosek ten zablokowała. Chyba na zawsze. Dlaczego? W MSZ twierdzą, że z powodu brata. Otóż dokopano się, że brat Tomasza Ostrowskiego, Witold, doradzał Aleksandrowi Kwaśniewskiemu. Dodajmy – brat bliźniak. Więc za brata bliźniaka bliźniacy zablokowali Ostrowskiemu wyjazd. Uznali, że jest zbyt czerwony… Brat. A to w dzisiejszych czasach wystarczy.

Wydanie: 7/2007

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy