Płacz, zapomniany weteranie

Płacz, zapomniany weteranie

W kwaterach rannych żołnierzy US Army roiło się od karaluchów i szczurów

Jeśli nie zabił cię Irak, Walter Reed Hospital zabije cię na pewno – żali się Annette McLeod, żona rannego kaprala US Army.
Walter Reed to jeden z najbardziej znanych szpitali wojskowych, okręt flagowy opieki zdrowotnej armii Stanów Zjednoczonych. Znajduje się w odległości niespełna 10 km od Białego Domu, prezydent Bush odwiedzał tu rannych żołnierzy.
Najwyraźniej nie zajrzał do budynku 18., w którym kilkuset weteranów z Iraku i Afganistanu musiało wegetować w skandalicznych warunkach. W serii artykułów dziennik „Washington Post” opisał zagrzybione pokoje ze ścianami pokrytymi pleśnią, kwatery, w których roi się od karaluchów, szczury i myszy zaś czują się znakomicie. Rozpętała się afera, w jej wyniku stanowiska utraciło dwóch generałów oraz cywilny sekretarz (minister) ds. sił zbrojnych. Komentatorzy przypuszczają, że wkrótce polecą kolejne głowy. Amerykanie nie kryją bowiem oburzenia. Podczas wojny w Wietnamie znaczna część społeczeństwa Stanów Zjednoczonych odwróciła się od swych żołnierzy. Obecnie jednak weterani z Iraku i Afganistanu uważani są za bohaterów nawet przez tych, którzy zbrojną inwazję na Kraj Dwurzecza uznali za fatalny błąd. Panuje więc powszechna opinia, że ci, którzy przelali krew w służbie ojczyzny, zasługują na wszechstronną opiekę i najwyższy szacunek.
Tak jednak nie zawsze się dzieje. Jeden z głównych animatorów irackiej awantury, sekretarz obrony, Donald Rumsfeld, nie przewidział, że wojna potrwa długo, a straty okażą się tak dotkliwe. Wojskowi nie ośmielili się przeciwstawić przełożonemu, a ci, którzy zdobyli się na odwagę, zostali odsunięci na boczny tor. W rezultacie nie poczyniono odpowiednich przygotowań do przyjęcia coraz liczniejszych rannych. Wiele oddziałów wysłano do Iraku bez pojazdów opancerzonych, niezawodnych kamizelek kuloodpornych i innego uzbrojenia ochronnego.
W Iraku i Afganistanie zginęło ponad 3,2 tys. żołnierzy amerykańskich.

Postępy medycyny polowej

sprawiły jednak, że wielu rannych, którzy w poprzednich konfliktach byliby skazani na pewną śmierć, zostało ocalonych przez sanitariuszy i lekarzy. Przeżyli nawet poszkodowani po, jak to się określa fachowo, „potrójnej amputacji”, czyli tacy, którym została tylko jedna kończyna. W Iraku i Afganistanie odniosło rany ok. 25 tys. żołnierzy USA, w tym 10 tys. tak poważne, że nigdy nie wrócą do szeregów. 7,5 tys. doznało uszkodzeń mózgu, przede wszystkim w wyniku wybuchów przydrożnych bomb, ulubionej broni irackich rebeliantów. Ci weterani nigdy nie będą zdolni do normalnego życia.
Budynek 18. szpitala Walter Reed stał się kwaterą dla kilkuset rekonwalescentów, żołnierzy, którzy już nie potrzebują intensywnej terapii, ale przeważnie znajdują się w opłakanym stanie po obrażeniach głowy czy utracie kończyn. Wielu cierpi na syndrom stresu posttraumatycznego i inne zaburzenia psychiczne. Władze wojskowe zastanawiają się, jaki powinien być ich dalszy los, jaką zapewnić im terapię czy też przyszłość w cywilnym życiu. Procedury biurokratyczne są przerażające. Weterani, często oszołomieni lekarstwami, nierozumiejący, co się wokół dzieje, muszą wypełnić co najmniej 22 skomplikowane dokumenty do różnych urzędów wojskowych (które zazwyczaj nie potrafią komunikować się między sobą). Jest to warunkiem uzyskania terapii i świadczeń. Bohaterowie z irackiej pustyni czy afgańskich gór wegetują w budynku 18 przez długie miesiące i przeżywają sceny jak z książki „Paragraf 22”.
Sierżant sztabowy John Daniel Shannon, znakomity snajper zwany przez kolegów „Samotnym Wilkiem”, stracił oko, wyrwane przez kulę irackiego strzelca w bitwie pod Ramadi. Przeżył tylko dzięki operacji czaszki. Kiedy wypisano go z właściwego szpitala, dano mu do ręki mapę i polecono znaleźć budynek 18. na rozległym terenie kompleksu Walter Reed. Shannon, z zaburzeniami zmysłu orientacji,

długo błądził, bezradnie obijając się o ściany.

Kiedy w końcu dotarł na miejsce, okazało się, że w dokumentach nie ma żadnych dowodów, że służył w Iraku, a więc nie dostanie nowego munduru. Musiał pokazać swój order Purpurowego Serca (za rany), aby przekonać urzędnika, że rzeczywiście należy mu się mundur. Shannon przebywał w Walter Reed dwa lata i jego sprawę rozwiązano dopiero wtedy, kiedy na prośbę rodziny interweniował członek Kongresu USA. Pewna sanitariuszka wojskowa, która odbyła w Iraku trzy tury służby, osłupiała, gdy okazało się, że w dokumentach nie ma żadnych śladów jej misji. Musiała pokazać swe zdjęcia z Iraku w mundurze, dopiero wtedy uwierzono, że była żołnierką. Pewien wysokiej rangi weteran, na wózku inwalidzkim, po amputacji kończyny, otrzymał polecenie wyjazdu do Niemiec w celu odnalezienia dokumentów. Niekiedy oficerowie medyczni najwyraźniej szukali pretekstów, aby nie wypłacać świadczeń. Kapral Dell McLeod wrócił z Iraku do ojczyzny jako ludzki wrak z obrażeniami głowy. Przełożeni wykryli jednak, że w szkole średniej nie błyszczał. Oświadczyli więc, że zapewne urodził się upośledzony, czyli jego obecny stan nie jest następstwem rany.
„Uznali go za sprawnego do służby na pierwszej linii, a teraz mówią, że był upośledzony i nie chcą płacić!”, oburzała się Annette McLeod.
W budynku 18. brakowało personelu. Żołnierze z okaleczonymi mózgami, cierpiący na depresję czuwali nad bezpieczeństwem planujących samobójstwo kolegów. Nawet

nieszczęśnicy z jedną kończyną

musieli samodzielnie się ubierać i wlec na poranne apele przez śnieg i lód. Wielu weteranów w ogóle nie zna angielskiego, nie zapewniono im tłumaczy, musieli walczyć o swoje prawa przy pomocy latynoskich kierowców czy sprzątaczek.
W starym gmachu cuchnie myszami i szczurami. Licznie rozstawione pułapki nie powstrzymały inwazji gryzoni. Żołnierze śpią pod dziurawymi kocami, w zagrzybionych ścianach. Kiedy specjalista wojskowy, Jeremy Duncan, brał prysznic, mógł zobaczyć stojącą piętro wyżej wannę przez dziurę w suficie. Ściany jego pokoju były aż czarne od pleśni.
Po artykułach w „Washington Post” wojskowi usiłowali zbagatelizować skandal, ale gniewna reakcja opinii publicznej zmusiła Departament Obrony do działania. 1 marca do dymisji podał się komendant Walter Reed Hospital, gen. George Weightman. Cywilny sekretarz ds. sił zbrojnych, Francis Harvey, oznajmił bowiem, że „utracił zaufanie” w zdolność Weightmana do naprawy sytuacji. Następnego dnia sekretarz obrony, Robert Gates, z hukiem wyrzucił Harveya. Wreszcie 13 marca musiał podać się do dymisji naczelny lekarz US Army, gen. Kevin Kiley. Skandal wybuchł w bardzo nieodpowiednim dla George’a Busha momencie. Prezydent właśnie wysyła do Iraku kolejne oddziały. Amerykański przywódca nie szczędził więc wyrazów oburzenia. Zwrócił się do Kongresu o przyznanie najwyższej w dziejach Stanów Zjednoczonych kwoty na pomoc weteranom – aż 86 mld dol.!
Czy znajdą się tak gigantyczne środki, nie wiadomo. Do tej pory obcinano fundusze na potężne siły zbrojne. Supermocarstwo zapewne dochodzi do kresu swoich możliwości. Na razie Bush powołał niezależną komisję, która zbada skandal i do 30 czerwca przedstawi swój raport. Na czele tego gremium stanęli powszechnie szanowany Robert Dole, ciężko ranny w II wojnie światowej były kandydat Republikanów na prezydenta, oraz Donna Shalala, która kierowała Departamentem Zdrowia w administracji Clintona. Komentatorzy wzywają do energicznego działania. Z frontów napływają kolejni ranni, a końca interwencji w Iraku i Afganistanie nie widać. 10% etatów pielęgniarskich w wojsku pozostaje nieobsadzonych, w niektórych specjalizacjach – nawet 40%. Weterani cierpią, ponieważ politycy w Waszyngtonie rozpoczęli długą i niepotrzebną wojnę, do której Ameryka nie była przygotowana.

 

Wydanie: 12/2007

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy