Podstępne nerki

Gdzieś czytałam, że kwalifikacji do przeszczepu mogą zagrozić zepsute zęby.

– Jak wiemy, zepsute zęby mogą być ogniskiem zakażenia, a przy leczeniu immunosupresyjnym, które trzeba wdrożyć po przeszczepie, wszystkie potencjalne zagrożenia trzeba zawczasu eliminować. Jasne więc, że zęby powinny być wyleczone. Niestety, niekiedy łatwiej i taniej jest je wyrwać i wstawić protezę, niż leczyć. W ramach hospitalizacji możemy wysłać pacjenta na chirurgię szczękową w celu ekstrakcji zębów, natomiast nie jesteśmy w stanie wysłać go na leczenie.

Co nowego dzieje się w nefrologii na świecie?

– Nowego? Niewiele. Trochę brakuje nam nowych leków immunosupresyjnych. W Polsce czekamy na program terapeutyczny rytuksymabu – leku na układowe zapalenie naczyń, również z zajęciem nerek. Jest on już zarejestrowany przez FDA i EMEA, w Polsce od roku w Ministerstwie Zdrowia leży stosowny wniosek. Jeżeli zostanie podpisany – jest szansa, że będziemy w nowoczesny sposób mogli leczyć postacie gwałtownie postępującego kłębuszkowego zapalenia nerek. Staramy się również o refundację hitu w leczeniu atypowego zespołu hemolityczno-mocznicowego – eculizumabu. Jest on bardzo drogi, ale choroba dotyka niewielką liczbę pacjentów, więc może Ministerstwo Zdrowia ulegnie. Natomiast innych zarejestrowanych nowych terapii, niestety, nie ma.

Czy w leczeniu chorób nerek odstajemy od światowego poziomu?

– Nie, nie odstajemy. Chorzy dializowani w Europie żyją dłużej niż w USA. Śmiertelność wynosi ok. 25%. Ma na to wpływ wiek i stan układu krążenia. Osoby dializowane najczęściej umierają na serce – to główna przyczyna zgonów w tej grupie pacjentów. Natomiast na pewno poprawiły się techniki dializacyjne, dializatory, jest ultraczysta woda. W Polsce, w przeciwieństwie do większości krajów europejskich, nie ma refundacji hemodiafiltracji – ulepszonej metody hemodializy – która lepiej usuwa niektóre cząsteczki, szczególnie u starszych pacjentów, z wysokim poziomem fosforanów. My ją stosujemy, ale nie dostajemy za to pieniędzy.

Chory musi płacić?

– Ależ skąd! Rozliczamy ją po prostu jako hemodializę, różnicę dokładamy. Dlatego w ten sposób leczymy tak niewielką grupę chorych. Na świecie stosuje się ją znacznie częściej. Hemodiafiltracja ma pozytywną opinię Agencji Oceny Technologii Medycznych, ale ona nie decyduje o tym, czy Ministerstwo Zdrowia znajdzie pieniądze. U nas efektywność leczenia, farmakoekonomika nie jest ważna – liczą się bieżące wydatki. A kołdra jest za krótka.

A jeżeli chodzi o transplantacje nerek – też nie odstajemy od świata czy choćby Europy?

– Tu jest gorzej. Jeśli chodzi o przeszczepy od zmarłych dawców – mamy 15-16 dawców na milion mieszkańców. Dla porównania w Hiszpanii mają 35 dawców. Ale nie jesteśmy w Europie ostatni. Statystyki pokazują, że Niemcy pozyskują od zmarłych tylko osiem nerek na milion mieszkańców. Natomiast gorzej wygląda sprawa z przeszczepami od żywych dawców. W Polsce ta liczba nie rośnie – w zeszłym roku było ich 55, rok wcześniej – 57. Nie pomogły akcje propagujące przeszczepy od żywych dawców. Średnio w Europie przeszczepów od żywego dawcy jest ok. 20%, na świecie to 40%, w Polsce – 1,5%. Źle przedstawia się również zgłaszalność do przeszczepienia. Przyczyn tego jest bardzo wiele, m.in. trudności stacji dializ w przeprowadzaniu licznych badań kwalifikacyjnych.

Gama badań przed kwalifikacją do przeszczepienia jest bardzo duża: badania kardiologiczne, gastroskopia, czasami kolonoskopia. Wymagana jest konsultacja kardiologa, czasami pulmonologa, a czasami onkologa. Trzeba zrobić USG, niekiedy tomografię, badanie dopplerowskie naczyń biodrowych. Stacja dializ daje na nie zlecenia, ale to trwa. Co roku trzeba te badania powtarzać. Niektórym chorym nie udaje się w ciągu roku zgromadzić wszystkich wyników. A wtedy badania trzeba zaczynać od nowa…

Dla chorych to bardzo uciążliwe.

Stacji dializ mamy w Polsce ok. 250, część z nich działa przy małych, powiatowych szpitalach, które nie są w stanie pomóc choremu w zrobieniu tych wszystkich badań. Często choremu mówi się wprost, że kontrakt na leczenie szpitalne jest mały i nie będzie marnowany na kwalifikację do przeszczepu. Trzeba wtedy albo uruchomić prywatne kanały, albo płacić.

Jest co prawda procedura hospitalizacyjna „kwalifikacja do przeszczepu”, kiedy można wszystkie niezbędne badania zrobić za jednym zamachem, ale tylko raz w życiu. Tymczasem 25% czekających na przeszczep nerki to chorzy, którzy już raz mieli przeszczep, ale go utracili. Wracają na dializy i czekają na kolejny. Bo nerki nie są wieczne, pracują średnio do kilkunastu lat.

Dlatego postulujemy zmiany w systemie, by kwalifikację do przeszczepów przeniesiono ze stacji dializ do ośrodków transplantacyjnych – tak jak robi się na świecie. Wtedy nerka jechałaby do pacjenta, a nie odwrotnie. Ośrodek transplantacyjny kwalifikowałby do przeszczepu, znał pacjenta, wzywał go na przeszczep, opiekował się nim po operacji. To bardzo uprościłoby procedury.

Strony: 1 2

Wydanie: 12/2015

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy