Podwładni premier Kopacz biorą wszystko

Podwładni premier Kopacz biorą wszystko

Później dowiedziałem się, że do ostatniej części rywalizacji konkursowej przeszło pięć osób. Jedna z nich miała szansę zostać dyrektorem generalnym GDDKiA. Tymczasem w połowie maja ogłoszono, że „żaden z kandydatów nie osiągnął minimum pozwalającego na uzyskanie rekomendacji zespołu do objęcia ww. stanowiska”. Być może dlatego, że wśród nich był Jarosław Duszewski, były przedstawiciel spółki Alpine Bau, która swego czasu toczyła ciężkie boje z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad. Duszewski na czele GDDKiA to było stanowczo za dużo dla kilku prominentnych polityków partii rządzącej.

Obecnie pełniącym obowiązki dyrektorem GDDKiA jest Tomasz Rudnicki. O kolejnym rządowym konkursie nic nie słychać. Nie od dziś wiadomo, że w budownictwie wszelka prowizorka jest najtrwalsza. Lech Witecki „pełnił obowiązki” przez sześć lat.

Czy można iść przeciw systemowi?

Kogo obchodzi Państwowy Instytut Geologiczny i to, co się w nim dzieje? Wśród uczonych znających sprawę prof. Krzysztofa Szamałka panuje zgoda – był najlepszym kandydatem z grona tych, którzy wystartowali w konkursie. Wygrał i powinien zostać powołany na stanowisko. Stało się inaczej, gdyż nie miał poparcia politycznego. Oczywiście żaden mój rozmówca nie jest gotów powtórzyć tego publicznie, pod własnym nazwiskiem. Wiele to mówi o stanie środowiska naukowego w Polsce i obowiązujących w nim standardach. Nie potępiam tych ludzi. Rozumiem ich. Nawet profesorowie muszą z czegoś żyć. A pieniądze dzielą urzędnicy.

13 kwietnia br. w sprawie prof. Szamałka interpelację poselską na ręce minister nauki i szkolnictwa wyższego Leny Kolarskiej-Bobińskiej złożył poseł Ryszard Kalisz. Opisał, co się wydarzyło w związku z konkursem. Jednak odpowiedź, której udzielił sekretarz stanu w resorcie Marek Ratajczak, z pewnością nie przypadła mu do gustu: „Zarówno sytuacja zaistniała w Państwowym Instytucie Geologicznym – Państwowym Instytucie Badawczym w Warszawie, opisana przez posła w interpelacji, o której mowa powyżej, jak i inne postulaty wpływające do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w zakresie interpretacji przepisów powyższego rozporządzenia były w resorcie przedmiotem wnikliwych analiz. Wnioski płynące z tych analiz znajdą odzwierciedlenie w tworzonym obecnie w Ministerstwie nowym rozporządzeniu w sprawie przeprowadzania konkursu na stanowisko dyrektora instytutu badawczego”.

Używając języka, którym posługiwali się urzędnicy państwowi w trakcie wykwintnych posiłków w restauracji Sowa i Przyjaciele, „sekretarz Ratajczak olał Kalisza”.

Rzecz w tym, że nie można iść przeciw systemowi. Fakt, że ten czy inny resort organizuje konkursy i zapewnia, że są one zgodne z najwyższymi standardami, nie ma najmniejszego znaczenia w sytuacji, gdy nikt nikomu nie patrzy na ręce, a decydenci są zgodni, że „wygrać ma nasz człowiek”. Dlatego prof. Szamałek naraził się wielu, idąc pod prąd i domagając się respektowania swoich praw. Takie działania tworzą jednak obyczaj. Zmuszają innych do zastanowienia się, co się dzieje i czy jest to zgodne z deklaracjami, prawem oraz zwykłą przyzwoitością. Świat nauki nie jest wolny od przywar, ale od uczonych należałoby oczekiwać szczególnej odwagi i odpowiedzialności. Gdy ich zabraknie, nauka karleje, erozji ulega też autorytet naukowców. Jak można wymagać od innych, jeśli nie wymaga się od siebie? Ile jest warte stanowisko zdobyte nie ze względu na wiedzę i umiejętności, ale dlatego, że było się „z układu”? Obawiam się, że nic się nie zmieni, jeśli nadal będziemy świadkami opisanych wyżej praktyk. Kolejny konkurs na stanowisko dyrektora Państwowego Instytutu Geologicznego jeszcze nie został rozstrzygnięty. Byłoby miło się dowiedzieć, że tym razem nikt nie kwestionował jego uczciwości.

Foto: archiwum prywatne

Strony: 1 2

Wydanie: 22/2015

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy