Czy pogrążamy się w mroku?

Czy pogrążamy się w mroku?

W „Gazecie” czytam pożegnanie pisarki Zyty Oryszyn. Umiera kolejna osoba z redakcji naszego podziemnego „Wezwania”. Nie lubiła mnie. Jak trudno jest lubić kogoś, kto nas nie lubi. Czy to w ogóle możliwe? A jednak bez trudu pozwalam sobie na serdeczny żal, że odeszła.

Z dziećmi na „Hotel Transylwania 3”, film bardzo zabawny nie tylko dla małych. Cokolwiek teraz szalonego się wymyśli, dzięki nowej technice filmowej można pokazać na ekranie. Przez ten film z trudem zdążyłem na debatę kandydatów na prezydenta Warszawy. To, co zobaczyłem, było nie mniej odjechane niż zdarzenia na filmie. Na tle kandydatów szalonych ci poważni, jak Rafał Trzaskowski czy Jan Śpiewak, wypadli niepoważnie, właśnie dlatego, że są poważni. Najśmieszniejsza scena, gdy Patryk Jaki na wizji zrzekł się przynależności partyjnej, jako dowód pokazał jakiś świstek i podobny świstek dał do podpisania Trzaskowskiemu, że on też się zrzeka. Celnie ten kabaretowy numer spuentował Roman Giertych: „Po debacie Jaki (już jako bezpartyjny) wsiadł do autobusu PiS i odjechał z członkami PiS w swoją dalszą bezpartyjną przyszłość”.

A już poważnie – w ciągu kilkunastu sekund nie da się sensownie mówić o tym, jakie miasto chcemy mieć. Ale nawet wtedy, gdy kandydaci mają dużo czasu i nieco rozumu, co dotyczy niewielu, nikt nie mówi o tym, co można nazwać pięknem. Sfera estetyczna, tak zaniedbana w Polsce, nie istnieje. I jak w mieście tworzyć czułe miejsca, jak ocieplić Warszawę, jak ją umyć i zrewitalizować? To dotyczy wszystkich polskich miast.

Od znajomych malarzy wiem, że coraz częściej cenzurowane są wystawy malarskie, by nie było tam dzieł bluźnierczych lub nieprzyzwoitych. Mój przyjaciel zrezygnował z wystawy w Zakopanem, bo objęto cenzurą jeden jego obraz. Mówi, że ma poczucie, że wrócił do PRL. To samo powiedziała mi bibliotekarka z małego miasteczka: „Włączyłam na chwilę »Wiadomości« i nagle jestem w Polsce Ludowej, niesamowite”. Przyjechała na spotkanie ze mną – spotkanie jest na wsi Z., ale takiej ludnej. Mam wykład o Herbercie. Wcześniej z pociągu wysiadłem w niewielkim mieście L., skąd zostałem zabrany samochodem. Dwa ładne rynki, wiele zabytkowych domów odnowiono, na jednym rynku rzeźba Jana Pawła II, okropna. Papież zdaje się być śmiertelnie głodny i z wyciągniętą ręką zmierza do ciepłej bułeczki. Miejscowi twierdzą, że oblicze papieża niepokojąco przypomina twarz miejscowego biskupa. Miasteczko religijne, stoi tu aż siedem kościołów, ale jest też kino, a w kinie „Kler” i nie można się dostać na seans, takie tłumy walą. Trwa w Polsce wielka wentylacja kościelnej latryny. A wieś, gdzie mam spotkanie, rozcięta szosą na pół, nie ma rynku, bo rynek to przywilej miast, a bez rynku miejscowość zawsze chora. Ładny dom kultury połączony z biblioteką. Sporo dziewczęcej młodzieży, uczennic pobliskiej szkoły średniej, słuchały uważnie, a to dla mnie komplement. Potem rozmowy z ludźmi; wszędzie, też na wsi, w grupie inteligenckiej, poczucie, że barbarzyńcy najechali na Polskę. I że wszystkich nas z tej okazji wszy oblazły. Przekonanie, że Polska weszła do Europy, że wszystko szło w dobrą stronę i stała się nagle katastrofa. Nie jest oczywiste, jak będzie teraz głosować wieś. Wieś zawsze jest niezadowolona z władzy, a to daje pewne nadzieje.

Bibliotekarka odwozi mnie do pociągu. Ma włączone radio. Serwis informacyjny. Lektor powiedział dosłownie trzy zdania i od razu patrzymy na siebie wymownie, to oczywiste, że radio jest rządowe. Po jednej kropli można poznać to zatrute morze.

Urodziny mojego ośmiolatka, na uroczystość przybywa kilku jego koleżków w tym samym wieku. Sami faceci. Oczywiście dużo energii i czasami lewitują, ale w sumie bardzo grzeczne i fajne dzieci. Jaka będzie Polska, gdy dorosną, ilu z nich wyjedzie z kraju? Jaki będzie nasz kraj? Nie potrafię o tym nie myśleć, gdy wszyscy jak zahipnotyzowani patrzymy w skrzący płomień sztucznego ognia wetkniętego w urodzinowy tort. Potem na herbacie kilkoro rodziców, nie znamy się, ale od razu wspólny język. I lęk, że w szkole zaczyna się indoktrynacja naszych dzieci, wszystko ma być narodowe i patriotyczne – to wciska się do szkół wieloma szczelinami. Zgadzamy się, że zohydzili nam już nawet biało-czerwoną flagę.

I po wyborach samorządowych. Pisząc, nie znam wyników. Jeśli PiS uzyska dobry wynik, to znak, że nadal pogrążamy się w mroku.

Wydanie: 43/2018

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy