Nie sponsor, ale i nie jałmużnik

Nie sponsor, ale i nie jałmużnik

Już za niecałe dwa lata Unia Europejska może mieć 25 członków i 450 milionów mieszkańców. To jest wersja optymistyczna. Według niej, Polska ma do odegrania w przyszłej Unii jedną z ważniejszych ról. Prace nad tym, najważniejszym od dziesięcioleci, projektem politycznym i gospodarczym są już bardzo zaawansowane, a przyjęte terminy, choć uznawane za trudne, ciągle realne. Finałem żmudnych prac legislacyjnych i organizacyjnych oraz wieloletnich negocjacji będą korki szampana strzelające 1 stycznia 2004 roku w wielu stolicach Europy. Czy będzie to także dzień naszego nadwiślańskiego święta? Oby!
Wcale tak jednak być nie musi. Trzeba bowiem pamiętać, że to przede wszystkim my chcemy wejść do tego elitarnego klubu. I że to właśnie my mamy wiele powodów, by do tego jak najszybciej doszło. Unia może przecież całkiem dobrze funkcjonować bez Polski i poczekać. A czy my również jesteśmy w podobnej sytuacji? Sądzę, że nie. Nie mamy więc zbyt wygodnej pozycji, by stawiać żądania. Formuła kontaktów partnerskich jest bowiem optymalna wówczas, gdy nie tylko jedna strona płaci rachunki. A my nie zmierzamy do Unii w roli sponsora. I choć nie jest to też, jak mówią niektórzy, rola wielkiego jałmużnika, mamy wobec niej bardzo konkretne oczekiwania finansowe. Chcemy, by bogata Europa i jej zamożne społeczeństwa pomogły nam w dochodzeniu do tamtych standardów. Nie tylko zresztą ekonomicznych.
Nowa Unia Europejska nie będzie już tą, którą dziś znamy. Konsekwencją tej odważnej, zgoła rewolucyjnej decyzji o wielkim otwarciu musi być również głęboka reforma wewnątrz tej struktury. Rozumieją to jej przywódcy. Europa musi się ponownie zjednoczyć, bo tylko wtedy ma szansę sprostać wyzwaniom globalizacji i skutecznie funkcjonować w układzie ogólnoświatowym. W nowej formule organizacyjnej Unia musi spróbować opanować biurokrację brukselską, która w obecnym kształcie więcej komplikuje, niż rozwiązuje.
Jak w tej nowej Unii będą rozłożone akcenty? Czy bardziej będzie to Europa ojczyzn, czy może stany zjednoczone Europy? Czy po integracji gospodarczej i walutowej nastąpi poszukiwanie głębszej i instytucjonalnej integracji politycznej? Polska jako nowy członek wspólnoty europejskiej będzie miała wpływ nie tylko na jakość dyskusji, ale przede wszystkim na decyzje. Stosownie do swojego potencjału i aspiracji. Stosownie do kwalifikacji naszych elit intelektualnych i politycznych. Najbliższe miesiące pokażą, na ile potrafimy wykorzystać te szanse, jakie się przed nami pojawiły.

Wydanie: 8/2002

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy