Ucieczka z niewoli rynkowej

Ucieczka z niewoli rynkowej

Chodzi już nie tylko o komercjalizację i urynkowienie służby zdrowia, ale o poddawanie prymitywnej logice popytu i podaży wszystkich sfer życia. Kiedy szpital nie chce leczyć chorego, ponieważ jest to nieopłacalne, albo gdy NFZ wyznacza rachunkowe limity na liczbę osób, którym można pomóc w przypadku choroby nowotworowej, niektórzy biadolą na biurokrację i niezrozumiałe przepisy. Choć naprawdę przyczyną jest poddanie leczenia ludzi dogmatom rynku.
Kiedy jednak system rynkowy próbuje zamykać z powodów finansowych wydziały filozofii na uniwersytetach czy podważa sens istnienia nauk społecznych na uczelniach, granica absurdu zostaje przekroczona. Wszyscy, którzy tak łatwo w minionych 25 latach kupowali ideologiczne bajki o tym, że niewidzialna ręka rynku uzdrowi polską rzeczywistość, mogą zobaczyć i odczuć na własnej skórze, jak działa prywatna poczta. Na razie chodzi tylko o przesyłki sądowe dostarczane przez prywatnego operatora pocztowego, a w praktyce odbierane w sklepach rybnych czy na stoiskach monopolowych. Czekając na przesyłkę w takich warunkach, pozostaje tylko się upić. Gdzie są teraz zwolennicy prywatyzacji poczty? Czy nadal są przekonani, że prywatne oznacza lepsze, a kryterium zysku kierowanego do wąskiej grupy ma być jedynym wyznacznikiem racjonalności ładu społecznego?
Na naszych oczach bankrutuje projekt prywatnych funduszy emerytalnych. Czas na jego zupełną likwidację. W podsumowaniu świetnej książki „OFE. Katastrofa prywatyzacji emerytur w Polsce” prof. Leokadia Oręziak pisze: „Przymusowy filar kapitałowy ustanowiono w nielicznych krajach świata, w tym w Polsce. Nigdzie się nie sprawdził. Praktyka pokazała, że nie tylko nie jest on w stanie zapewnić obiecywanych emerytur, ale wszędzie spowodował ogromne dodatkowe zadłużenie publiczne, istotnie zwiększając ryzyko niewypłacalności poszczególnych państw. W ten sposób obnażony został bezsens prywatyzacji emerytur, narzuconej krajom słabym i bezbronnym przez instytucje reprezentujące bogate kraje zachodnie. Prywatyzacja, realizująca wytyczne ideologii neoliberalnej, stała się jednym z istotnych instrumentów realizacji interesów ekonomicznych i politycznych krajów bogatych”.
Kiedy teraz słychać zapowiedzi pomocy Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego dla Ukrainy, można jedynie współczuć biednym Ukraińcom, którzy jeszcze nie wiedzą, co ich czeka. Mogą się stać kolejnym terenem terapii szokowych, oznaczających cięcia wydatków socjalnych, i prywatyzacji wszystkiego, co się da sprzedać. Recepta speców z MFW w takich przypadkach jest prosta: deregulacja cen produktów, prywatyzacja państwowego majątku, dzięki czemu korporacje będą mogły na nim zarabiać, oraz ograniczenie wydatków socjalnych i pomniejszenie pensji. To rzeczywiście uspokoi Ukraińców – bat rynku będzie skuteczniejszy w kontroli zachowań społecznych niż nieskuteczna władza upadającego reżimu. Można być pewnym, że w dłuższej perspektywie władza Janukowycza dla zwykłych Ukraińców będzie wspomnieniem czasów stabilizacji, w przeciwieństwie do chaosu rynkowego i bezwzględnej władzy pieniądza.
To, co czeka Ukraińców, jest zgodne ze strategią kapitalizmu kataklizmowego. Pojęciem tym Naomi Klein nazywa narzucanie neoliberalnych doktryn krajom, które są w kryzysie. Jak pisze Klein: „Najpierw wyczekuje się na poważny kryzys, następnie zaś powstałe w jego wyniku zamieszanie wykorzystuje się do oddania części sektora publicznego w prywatne ręce. Na koniec takie reformy uznaje się za permanentne”. Tyle że niewiele ma to wspólnego z demokracją i prawdziwą wolnością.
Ale historia kapitalizmu pokazuje, że im bardziej był on pozbawiony kontroli ze strony sił społecznych, tym mniej miał wspólnego z demokracją. Obecny dobrobyt obywateli Zachodu nie wynika z logiki rynkowej, ale wręcz przeciwnie: z różnego rodzaju działań i walk społecznych w minionych 200 latach, które ograniczały bezwzględność rynku. W Polsce jednak wciąż próbuje się na siłę tworzyć bezsensowną zbitkę wyrazową demokracja-kapitalizm, która jest tak samo nieprawdziwa jak lansowane przez prawicę i Kościół określenie Polak katolik. Obydwa twory językowe są mocno weryfikowane przez praktykę społeczną, która pokazuje, że codzienność jest o wiele bardziej skomplikowana niż ideologiczne slogany. I coraz więcej osób wie, że w realnym świecie kapitalizmu zamiast pomocnej niewidzialnej ręki rynku, występującej w bajkach liberałów, istnieje twarde prawo pięści.

Wydanie: 10/2014

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy