Wybraliśmy, to mamy

Wybraliśmy, to mamy

Gdy patrzymy w lustro, widzimy siebie. A czy obserwując parlament, też widzimy swoje odbicie? Czy nasze społeczeństwo jest właśnie takie jak jego obecni reprezentanci, posłowie i senatorowie? Ani na jotę nie lepsze, ale też nie gorsze. Na ile więc polski parlament jest reprezentatywny dla oblicza dzisiejszej Rzeczypospolitej? W Sejmie kolejnej kadencji jest wszystko. Jak w pigułce miesza się tu dobro ze złem. Są chwile tak patetyczne i podniosłe, a decyzje tak mądre i dalekowzroczne, że możemy być dumni ze swoich wybrańców. Ale zaraz potem słuchamy takich pyskówek i zachowań rodem z gospody, że do głowy przychodzi tylko jedna myśl: rozpędzić to całe bractwo na cztery wiatry. Tylko jak rozpędzić swojaków? Będących jota w jotę naszą repliką. A jeśli nawet nie dosłownie i konkretnie naszą, to na pewno tych, których stale spotykamy. Decyzją vox populi są teraz naszymi reprezentantami. Zmienili miejsce pracy, ale pozostali tacy sami jak przed wyborami. Kto wówczas nie miał wiedzy i kompetencji, ten dalej wygłasza brednie, tyle że z dostojną miną posła. Kto był chamem niemającym żadnych zasad, tego immunitet nie zmienił.
Przykro o tym pisać, ale takie są przecież gołe fakty. Na szczęście, jakkolwiek by liczyć, posłowie z tej grupy to mniejszość. Niebywale hałaśliwa, równie bezczelna jak niekompetentna. Pierwsi w szeregu, zarówno do publicznych modlitw, jak i kłótni, awantur, suto zakrapianych imprez.
Nie potrafi sobie z nimi poradzić poselska większość. Pracująca w komisjach, dyżurująca w biurach poselskich, próbująca rozwiązywać problemy swoich wyborców. Po roku od wyborów ta większość pozostaje w znacznej mierze anonimowa. Po części jest to wina mediów. Łatwiej sprzedają się awanturnicy niż pracusie. Z kolei polityk, który nie umie sprzedać publiczności efektów swojej pracy i pozyskać dla siebie sympatii, a przynajmniej aprobaty wyborców, nie może być uznany za profesjonalistę.
Gdy analizuje się krótką historię parlamentaryzmu w III RP, widać, jak stopniowo obniża się próg tego, co dopuszczalne. Jak obniża się też poziom kwalifikacji i umiejętności parlamentarzystów. Dlaczego? W znacznej mierze wynika to z tego, że obniża się ranga Sejmu. Że prawdziwe ośrodki władzy przesuwają się w stronę rządu, samorządów, grup największego biznesu i wpływowych mediów. Na ile jest to znak czasu, a na ile proces trwały? Doświadczenia państw unijnych z parlamentami dają nadzieję, że i u nas nadejdzie czas światłego parlamentaryzmu, silnego fundamentu państwa demokratycznego.

Wydanie: 39/2002

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy