Listy z Wołynia

Listy z Wołynia

Pisanie o ludobójstwie, jakiego doświadczyli Polacy na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, jest jak bicie głową w mur. Mur wypełniony niewiedzą, obojętnością i świadomie fałszowaną historią. Ale też, co jeszcze gorsze, hipokryzją, obłudą i głupotą polityków. Podobnie pisałem osiem lat temu. I jeśli od tego czasu coś się zmieniło, to błyskawiczne tempo, w jakim mordercy z OUN i UPA, z Banderą i Szuchewyczem na czele, stali się na Ukrainie bohaterami narodowymi. Żal wielki, że z tylu problemów, jakie były i są na Ukrainie, tylko apologia ludobójczej formacji rozwinęła się na tak ogromną skalę. A tego nasi politycy w ogóle nie brali pod uwagę. I gdy za kilka czy kilkanaście lat będą próbowali coś z tym zrobić, na Ukrainie nie będzie żadnej miejscowości bez pomników, placów, nazw ulic i innych przejawów UPAmanii. A kolejne roczniki młodzieży ukraińskiej wychowywane w kłamstwie i niemające żadnej wiedzy o ludobójstwie, jakiego dopuścili się ich dziadkowie w czasie okupacji, będą wrogo traktowały każdą ingerencję w ten obraz. Już wierzą, że polskie zarzuty są kłamstwem obrażającym pamięć o ich bliskich. Takie są efekty kunktatorstwa, kluczenia i zasłaniania się geopolityką, uprawianych w sprawie ludobójstwa przez polskie elity. Okazuje się, że powtarzane przez nie apele, by być w prawdzie, bo prawda nas wyzwoli, są traktowane z cyniczną wybiórczością. Że można handlować pamięcią. Że są lepsze i gorsze ofiary. A masy polskich chłopów, które nie przeżyły wojny, bo je z wyjątkowym bestialstwem wymordowano, są takimi ofiarami, które można przemilczeć, kierując się czymś, co jest z gruntu fałszywe i kompletnie niemoralne. I co na szczęście jest nie do utrzymania w dłuższym czasie. Prawda o ludobójstwie jest już nie do ukrycia. A martwiącym się o relacje z Ukrainą dedykuję słowa nieżyjącego już płk. Jana Niewińskiego, byłego komendanta placówki AK i Polskiej Samoobrony Kresowej we wsi Rybcza na Wołyniu: „To nie Ukraińcy dopuścili się zbrodni na Polakach, tylko OUN-UPA, która oprócz ok. 150 tys. Polaków wymordowała też ok. 80 tys. swoich rodaków”.

Byłoby dla Polski i Ukrainy dużo lepiej, gdyby o tych słowach pamiętali autorzy listów adresowanych do opinii publicznej. Warto też, zanim coś się podpisze, przeczytać listy rodzin ofiar. A to po stronie ofiar trzeba stać. Zawsze!

Wydanie: 28/2016

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Komentarze

  1. Hryćko
    Hryćko 11 lipca, 2016, 08:31

    Ależ u nas nie brakuje apologetów Majdanu i puszczenia w niepamięć mordów przez UPA/OUN, których rząd ukraiński uważa za narodowych bohaterów i pomniki stawia! Takich obrońców – Kowali mamy w nadmiarze, zwłaszcza w telewizji.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Anonim
    Anonim 12 lipca, 2016, 06:14

    Przecież Kowal to Ukrainiec

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy