Politycy mają nas za idiotów?

Politycy mają nas za idiotów?

Lisy i lwy

Emigracja to też powód zmiany kulturowej. Wraz z nią i poznaniem Zachodu budzą się oczekiwania, znika przyzwolenie na bezkarność i brak odpowiedzialności rządzących. Widać to już w największych ośrodkach.

– Młodzi ludzie mający te oczekiwania osiadają w dużych miastach. Ci, którzy żyją na wsi i w małych miasteczkach, chcą z nich wyjechać. Prowadziłem badania w gminach w Zachodniopomorskiem, gdzie chęć wyjazdu za granicę deklaruje 40% osób. Polska poza dużymi miastami się wyludnia, a uciekają najaktywniejsi. Sam wyjazd jest przejawem mobilności. I jeżeli ktoś wraca, to wraca do miasta, a nie na wieś. Ta zmiana może nigdy nie wyjść poza największe ośrodki. Mówiliśmy o elitach, tymczasem doszliśmy do demografii, bo nie ma jednej przyczyny istniejącego stanu rzeczy. Ale wracając do elit, nasze charakteryzuje jeszcze jedna rzecz – brak strategii, długofalowej wizji, jaka powinna być Polska. Gdy Vilfredo Pareto dzielił polityków na lisy i lwy, mówił, że lisy otaczają się spekulantami, a lwy inwestorami – ludźmi, którzy mają jakąś długoterminową strategię. Mam wrażenie, że polskie elity są lisie. Nikt się nie zastanawia, co będzie za 20 lat. I dotyczy to wszystkich partii. Być może powodem jest to, że nie tylko nasza demokracja jest bardzo „młoda”, ale też „młode” są elity i media.

Jednak co chwila prezentowane są programy polityczne. Niektóre mają po kilkaset stron.

– Dajmy spokój. Nikt tego nie czyta i nie analizuje. To coś, co się robi tylko po to, żeby było. Zwłaszcza kiedy Unia za to płaci i trzeba pieniądze wydać. Brakuje wspólnej strategii państwa, której realizowanie mogłoby być kontynuowane przez zmieniające się elity rządowe. W Polsce każdy chce zmieść wszystko, co pozostało po poprzednikach, i zacząć od nowa.

Widzi pan jakiś proces mogący zawęzić ramy, w których elita harcuje?

– One cały czas będą się zawężały. To kwestia zmiany pokoleniowej, z którą idą nowe oczekiwania. Natomiast problemem, o którym niekiedy mówią ludzie zajmujący się tymi relacjami, jest zależność pomiędzy merytokracją, indywidualizacją i ucieczką od wspólnoty.

Elita wyalienowana

O co dokładnie chodzi?

– Jeśli jesteśmy przekonani, że wspólnocie nie zawdzięczamy niczego, bo sami musimy do wszystkiego dochodzić, wspólnota nas nie interesuje. Więzi się rwą. Widzimy to wśród polityków. Zwykle są to ludzie, którym można przypisać sukces, bo zajęli wysokie stanowiska, i jeżeli oni się odgradzają od społeczeństwa – co przecież dzieje się nawet w sensie fizycznym, bo mieszkają gdzie indziej, korzystają z prywatnego lub zamkniętego lecznictwa, a ich dzieci edukują się poza systemem publicznym – to oznacza, że ze społeczeństwem nie chcą mieć nic wspólnego. Chcą tylko, by dać im spokój, by mogli pozostać na swoich pozycjach.

Wracamy do początku i pytania, czy mają nas za idiotów, ale trochę je przeformułuję. Z tego wynika, że pełnimy wobec władzy funkcję usługową. Tak jesteśmy postrzegani?

– O to trzeba zapytać samych polityków, ale ja tu widzę takie pytanie: czy politycy mają poczucie, że powinni służyć?

Z całą pewnością nie.

– Oczywiście nie jesteśmy wyjątkiem, bo wszędzie politycy działają we własnym interesie, ale różnicę między Polską a krajami zachodnimi, w których społeczeństwo obywatelskie mówi, czego potrzebuje, i uczestniczy w zarządzaniu, nieźle ilustruje przykład Włoch. Świetnie opisał to Robert Putnam w książce „Demokracja w działaniu”. Północ i południe kraju mają dokładnie ten sam system polityczny. Jednak gdy na południu decydował patron, często boss mafijny, na północy rozwijało się społeczeństwo obywatelskie. To jeden z powodów, dla których na północy żywe pozostają tendencje separatystyczne. My wciąż jesteśmy bliżej Włoch południowych, w dużej mierze to scheda po PRL, chociaż wiele zmienia się na lepsze.

Z tego płynie wniosek, że elita oświeci się dopiero wtedy, gdy sami się oświecimy?

– Zmiany społeczne rzadko następują rewolucyjnie, na ogół są długotrwałe. Wiążę nadzieje z grupą Polaków, która funkcjonuje na Zachodzie i widzi, jak żyje tamta społeczność, jakie ma oczekiwania, jak je realizuje. Mogą oni przesłać tutaj nie tylko pieniądze, ale też idee i wzorce zachowań. Ludzie uczą się takich rzeczy przez doświadczenie, zaangażowanie. Myślę, że młodsi mogą to zrobić. Starsi wolą patrzeć w telewizor i chłonąć podsuwane im przez media i polityków schematy interpretacji rzeczywistości.

Tutaj ciekawy jest przykład ruchów miejskich. Zwykle inicjują je 30-latkowie, ale niemal natychmiast przyłączają się do nich ludzie starsi.

– Ale to znowu są tylko duże miasta. Jedynie część Polski. Większość pozostaje bierna, wręcz niemrawa.

Foto: Tomasz Borejza

 

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 29/2015

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy