Polityczne perły i plewy według Krystyny Kofty

Polityczne perły i plewy według Krystyny Kofty

Perły
1. Dla mnie cicha wyprawa do Smoleńska pod wodzą Ewy Komorowskiej, z udziałem prezydentowej Anny Komorowskiej, była chwilą refleksji i smutnego wytchnienia od jazgotu i użerania się, od ględzenia PiS-owskiego, od mantry spiskowej prezentowanej przez posłów Brudzińskiego, Ziobrę, Kurskiego i innych tuzów, baranków, które nie miały głosu, bo kampanią rządziły dwie wiedźmy.
2. Wyjście z PiS dwóch posłanek, Joanny Kluzik-Rostkowskiej i Elżbiety Jakubiak, z posłem Pawłem Poncyljuszem. Choć wchłonięcie Adama Bielana i Michała Kamińskiego jest raczej plewą. Należy pamiętać, że one o mało nie doprowadziły do katastrofy, jaką byłoby zwycięstwo w wyborach. Gdyby dłużej udało się prezesa utrzymać w stylu łagodnego wujka kochającego ludzi. Nawet Rosjan! Lepiej więc nazwać powstanie PJN sukcesem socjotechnicznym albo majstersztykiem niż perłą.
3. Skrzyknięcie się tysięcy ludzi na Facebooku i wyjście na Krakowskie Przedmieście. Pokazali siłę, jakiej się nie spodziewali „obrońcy krzyża”.
4. Liczyłam na Palikota, miał szansę stać się perłą, a jednak zabrakło mu czegoś. Jeszcze trochę na niego liczę, bo szkoda mi inteligentnego faceta, który miałby się zmarnować w polityce, z nim było weselej. Gdyby nie katastrofa smoleńska i ciśnienie PiS-owskie, że Palikot jest odpowiedzialny za śmierć prezydenta, bo go krytykował, byłoby inaczej, ale Polacy mają we krwi szacunek dla żałobników. Palikot marnuje się tak jak Ludwik Dorn powracający do PiS (wyjście – perła; powrót – plewa); trudno się dziwić, że nie wytrzymał ciśnienia i ostro zachwiał się w posadach. Dzięki powrotowi poselską posadę jednak utrzymał.
5. Wielka perła oprawiona w białe złoto należy się narodowi za to, że to wszystko wytrzymuje, że odcedził PiS od władzy w wyborach prezydenckich i samorządowych. Także za to, że odwraca się, powiedzmy łagodnie, plecami do tego całego syfu i żyje w miarę normalnie, zorganizował sobie rodzinne święta, na które z trudem dojechał, bo kolej i drogi, wiadomo, jakie są, że łamał się opłatkiem ze wszystkimi w rodzinie bez względu na poglądy, nie wierząc w żadną wojnę polsko-polską.

Plewy
1. Plewy to w tym roku zbyt delikatne określenie. Katastrofa smoleńska była wystarczającą tragedią i nie trzeba było nic do niej dodawać. Tymczasem to, co działo się i dzieje wokół tego dramatu, woła o pomstę do nieba. Choć samo rozbicie samolotu można uznać za zemstę niebios, przecież nie zostały zachowane żadne środki ostrożności, mimo znaków na niebie i ziemi w postaci mgły, kiepskiego lotniska, ostrzeżeń, które zlekceważono. Mimo poprzedniego, gruzińskiego ostrzeżenia, gdy udało się wylądować, bo pilot nie posłuchał rozkazu. Został nazwany tchórzem, a pan Gosiewski zagroził mu procesem, do którego nie doszło, bo wnioskodawca zginął. Szkoda mi niewinnych ludzi, tych, którzy zginęli, i tych osieroconych, którzy zostali. Lech i Maria Kaczyńscy nie mają ani chwili spokoju nawet po śmierci. Martwy brat stał się dla Jarosława Kaczyńskiego kapitałem. Ten szarpie wciąż z pomocą śp. Lecha nasze nerwy, jątrzy przy okazji każdej miesięcznicy i bez okazji. Dziennikarz z „Przekroju” odwiedził Wawel 10 grudnia, nie było tam modłów PiS-owskich, w ogóle nikogo nie było oprócz turystów, bo zadymę robi się w Warszawie. Trudno sobie wyobrazić, co czują rodziny tych, którzy zginęli. A już ostatnie oświadczenie prezesa Kaczyńskiego, że w ogóle nie poznał brata, bo brat nie był generałem, a tam pochowano kogoś – czy kawałek kogoś – w generalskim mundurze, nie mieści się w zdrowym umyśle. To już nie plewy, to bezczeszczenie spokoju zmarłych. Bo jeśli jest tak, jak mówi prezes, to dlaczego osiem miesięcy temu tego nie zgłosił? Co to znaczy? Że trzymał jako asa w rękawie? Bardzo przepraszam, ale to nie ja ogłaszam te rewelacje. Trauma robi z ludźmi różne rzeczy, ale wyobraźmy sobie, co by było, gdyby ktoś w takim stanie umysłu – najpierw na prochach, a potem w stanie totalnego wzburzenia – zwyciężył w wyborach prezydenckich! Lepiej nie myśleć! Czy teraz uda się
„genialnemu strategowi” wywołać tumult, czy wszystkie rodziny zaczną domagać się ekshumacji, a zwłaszcza rodziny generałów? Bo było ich w samolocie sporo, a nie wiadomo, którego cząstka została pochowana na Wawelu. Jeśli tak jest w istocie, to za przemilczenie tego osiem miesięcy temu powinno się chyba wytoczyć proces. Przypomina się sprowadzanie szczątków Witkacego, który okazał się kobietą. Jednak Witkacy, jak znam jego biografię i twórczość, uśmiałby się z tego.
2. Ujawnienie faktów z działalności Komisji Majątkowej i tego, co działo się wokół kościelnego majątku zdobywanego z pomocą boską (?) przez byłego ubeka.

Wydanie: 2/2011

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy