Polityka to dla mnie dialog

Polityka to dla mnie dialog

Kandyduję w imię zgody, bezpieczeństwa i obywatelskiej wolności Bronisław Komorowski – prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Panie prezydencie, czy był pan zaskoczony reakcją Aleksandra Kwaś­niewskiego i jego zdecydowanym poparciem dla pańskiej kandydatury w drugiej turze? – Przede wszystkim dziękuję za ten gest. Świadczy o tym, jak ważna jest wygrana w tych wyborach. Aleksander Kwaśniewski to polityk bardzo doświadczony, także w sprawach polityki międzynarodowej. Wie, czym mogą grozić rządy PiS w polityce zagranicznej w tych niebezpiecznych czasach. Dziś bezpieczeństwo jest priorytetem. Jestem wdzięczny za każdy głos poparcia. Prof. Janusz Czapiński twierdzi, że od wyborców centrolewicy może zależeć pana zwycięstwo. Jak pan chce ich do siebie przekonać? – Tym, co pewne i sprawdzone. Moją postawą w czasie pięciu lat prezydentury. Nie dzielę Polaków na lepszych i gorszych. Polską różnorodność, także ideową i polityczną, uważam za niezbędną dla siły Rzeczypospolitej. Starałem się i będę się starał iść środkiem polskiej drogi, szanując wyborców o różnych światopoglądach. Prezydent nie powinien nikomu narzucać, jak ma żyć, kochać i realizować swoje szczęście w rodzinie. Nie grożę więzieniem za poglądy ani wybory życiowe, które różnią się od moich. Polityka jest dla mnie przestrzenią dialogu w sprawach dla ludzi najważniejszych i w tych, które ich żywo dotyczą. Mam długie doświadczenie w budowaniu kompromisu koniecznego do rozwoju i stabilności państwa. Tradycyjny elektorat lewicy w tych wyborach okazał się osierocony. Można było zyskać jego przychylność, doceniając choćby wysiłek żołnierzy, którzy 70 lat temu zawiesili biało-czerwoną flagę na Kolumnie Zwycięstwa w Berlinie. – Szanuję każdą kroplę krwi przelaną za Polskę. Nie trzeba mnie do tego przekonywać. Znam dramatyzm polskich losów. Mój ojciec, partyzant Armii Krajowej z Wileńszczyzny, trafił do 2. Armii Wojska Polskiego. Walczył pod Budziszynem, gdzie – jak wiadomo – straty były jeszcze większe niż w bitwie o Berlin. Choć zastąpił pan pojęcie konfrontacyjnej polityki historycznej pojęciem „polityka pamięci”, jego sens pozostaje podobny. Wytyka to panu na naszych łamach prof. Bronisław Łagowski. – Teksty prof. Łagowskiego czytam z uwagą. Dziękuję za poparcie, jakiego mi udzielił w swoim felietonie. Jako prezydent dążę do dowartościowania tego, co łączy, a nie podkreślania podziałów. Najlepszym dowodem jest moja inicjatywa marszu Razem dla Niepodległej, honorująca wszystkich obywateli i polityków, zasłużonych dla odzyskania państwowości w 1918 r. Także lewicę, na czele z Ignacym Daszyńskim, o którego warszawski pomnik się dopominam. Nie jest natomiast tajemnicą, że walczyłem z systemem komunistycznym. Przed pierwszą turą wyborów odwoływał się pan do hasła zgody. Warto pamiętać, że III Rzeczpospolita została zbudowana właśnie na zgodzie, na porozumieniu. – Dobrze to wiem i pamiętam. Za swojego politycznego Mistrza uważam Tadeusza Mazowieckiego. Zawsze z dumą przypominam, że byłem wiceministrem obrony narodowej w jego rządzie, opartym właśnie na politycznym kompromisie i porozumieniu narodowym. Gdy zostałem prezydentem, uczynił mi zaszczyt i został moim doradcą. Podkreślam w myśl jego nauk, że zgoda nie oznacza ani jednomyślności, ani akceptacji wszystkiego. Jest to gotowość do porozumienia w sprawach najważniejszych dla Polski i dla Polaków. Prezentuje się pan w nowym haśle jako „Prezydent naszej wolności”. Ale ta wolność będzie niepełna bez sprawiedliwości i większej równości. Co pan zamierza zrobić w przypadku zwycięstwa, by dopełnić wolność polityczną sprawiedliwością i równością? – Od prezydenta trzeba wymagać odpowiedzialności. Ta zaś nakazuje składać realne obietnice i szanować nadzieje obywateli. Jestem jednak zdeterminowany, by naciskać na każdą większość parlamentarną i każdy rząd w kwestiach sprawnej i konkurencyjnej gospodarki oraz sprawiedliwszego podziału owoców wspólnej pracy. Jednocześnie przestrzegam przed populizmem. Nie służy on ani ludziom, ani państwu. Jak by pan określił stawkę niedzielnych wyborów? O co toczy się walka, jakie mogą być skutki wyboru dokonanego przez obywateli? – W niedzielę wszyscy, także ludzie lewicy, zdecydują, czy powróci projekt IV Rzeczypospolitej. O tym, co to oznacza, pisali państwo w „Przeglądzie” wielokrotnie. Ja kandyduję w imię zgody, bezpieczeństwa i obywatelskiej wolności. Czy dla Polski lepsza w wyborach prezydenckich jest reelekcja, czy zmiana? Aleksander Kwaśniewski, b. prezydent RP W tych wyborach powinniśmy postawić na kontynuację i doświadczenie. Szczególnie biorąc pod uwagę skomplikowaną sytuację

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2015, 21/2015

Kategorie: Kraj