Polscy berlińczycy

Polscy berlińczycy

Urządzili się w stolicy Niemiec, ale nie tworzą tu wpływowych grup interesów Mała sala Sceny Ludowej przy Rosa-Luxemburg-Strasse pęka w szwach. W związku z wydarzeniami na Śląsku Cieszyńskim sprzed 90 lat Katarzyna Wielga-Skolimowska, dyrektor Instytutu Polskiego w Berlinie, przygotowała wraz ze swoim zespołem projekt „Podzielone miasta i regiony”. Koncert oraz poprzedzająca go dyskusja panelowa poświęcone są dziejom mieszkańców Zaolzia, jednemu z niechętnie omawianych rozdziałów historii polskiej. Trudno się dopchać do Zielonego Salonu berlińskiej Volksbühne, w którym odbywa się dyskusja. Każdy z panelistów mówi w innym języku, brzmi to jak wielogłosowa litania, z której wyziera ogrom osobistych dramatów, żalu, gniewu i protestu. Gdy rozbrzmiewają pierwsze dźwięki pełnej refleksji ballady czeskiego pieśniarza Jaromíra Nohavicy, gwar milknie. Na zorganizowaną przez Instytut Polski imprezę zjechali wyjątkowo licznie zarówno polscy i czescy emigranci, jak i sami Niemcy, dzielący losy wielokulturowej wspólnoty osiadłej na Morawach. Po koncercie goście z entuzjazmem dzielą się wspomnieniami i emigracyjnym doświadczeniem. Nastroje ogółu i obecnych na sali dziennikarzy każą przypuszczać, że Instytut Polski w Berlinie odniósł kolejny sukces. W szerszym kontekście – Nie ujmując pozostałym kolegom w instytutach polskich, ten berliński należy do najlepszych i był świetnie prowadzony przez ostatnie lata – podkreśla, wskazując dokonania poprzednika, Katarzyna Wielga-Skolimowska, która objęła stanowisko w połowie 2013 r. Dodaje, że chciałaby dorównać wcześniejszemu poziomowi i jeszcze rozwinąć placówkę. Ucieleśnieniem jej koncepcji jest m.in. ów cieszyński projekt, starający się pokazać polski komponent w szerszym kontekście Europy Środkowo-Wschodniej. – W promowaniu Polski interesuje mnie wyjście poza kontekst polsko-niemiecki. W Berlinie zadomowione jest niemieckie, ale też bardzo międzynarodowe środowisko artystyczne. To odpowiada naszej koncepcji, gdyż umożliwia interakcję i współpracę z kolegami z instytutów z Czech, Ukrainy czy Węgier – mówi nowa szefowa berlińskiego instytutu, placówki podległej polskiemu Ministerstwu Spraw Zagranicznych. Twierdzi, że jeżeli Polacy chcą w Berlinie zainteresować szerszą publiczność, wymaga to zupełnie innego klucza: – W 2014 r. będziemy obchodzić dziesięciolecie członkostwa Polski w UE, co jest okazją do zaprezentowania polskiej kultury jako naturalnej części europejskiego dziedzictwa. Wydaje mi się to ciekawsze niż podkreślanie własnej odmienności i dwustronnych stosunków z Niemcami. W ten sposób możemy wzbudzić jeszcze większe zainteresowanie Polską. Obok uroczystości związanych z 10. rocznicą akcesji do Unii ważnym wydarzeniem jest przypadające również w 2014 r. 25-lecie Okrągłego Stołu i upadku muru berlińskiego. – Moim zdaniem, nie ma większego sensu traktować tych dat okazjonalnie lub robić projektów ściśle związanych z rocznicą transformacji ustrojowej w Polsce. Dużo bardziej interesuje mnie odpowiedź na nurtujące nas pytanie, czym jest wolność. Okrągły Stół chcemy potraktować jedynie jako iskrę zapalną, by przełożyć go na projekty artystyczne – podkreśla Skolimowska. My, berlińczycy Nad słusznością takiej decyzji zastanawia się Robert Traba, dyrektor Centrum Badań Historycznych Polskiej Akademii Nauk w Berlinie. Według jego opinii, fakt niezakwestionowania pewnych historycznych aspektów dotyczących Okrągłego Stołu daje prawo do postawienia dalej idących pytań. – Badając zmiany w Polsce i Niemczech pod koniec ubiegłego stulecia, próbujemy przede wszystkim oderwać się od patrzenia na historię przez pryzmat „krótkiego trwania”, czyli kilku lat XX w. – tłumaczy, zapowiadając na ten rok liczne konferencje, publikacje oraz imprezy poświęcone wspomnianym wydarzeniom. W instytucie prof. Traby skupia się też wiele pozytywnych dążeń, jeśli chodzi o polsko-niemieckie zbliżenie, bo wbrew powielanym w mediach opiniom proces ten nie jest jeszcze zakończony. Warto wspomnieć o projekcie „My, berlińczycy”, którego współtwórcami są pracownicy CBH. Projekt ten obejmował wiele spotkań, wykładów i wernisaży. Na szczególną uwagę zasługuje wystawa wydobywająca z niepamięci polskie postacie kojarzące się z Berlinem, takie jak Johann Ernst Gotzkowsky, handlarz jedwabiem i porcelaną, kolekcjoner sztuki, i Daniel Chodowiecki, malarz i rysownik. – Sztuka dialogu polega na znajdowaniu wspólnego języka. Nam chodziło o znalezienie takich znaków i symboli kultury Niemiec i Berlina, przez które będziemy mogli opowiedzieć nieznaną historię najbliższego sąsiada, ale również fragment naszej własnej, polskiej historii – wyjaśnia prof. Traba, który pełni m.in. funkcję przewodniczącego Polsko-Niemieckiej

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 05/2014, 2014

Kategorie: Świat