Czy polskie ustawodawstwo wystarczająco chroni nasze prawo do obrony?

Czy polskie ustawodawstwo wystarczająco chroni nasze prawo do obrony?

Prof. Andrzej Zoll,
Rzecznik Praw Obywatelskich
Tak. Ustawodawstwo w tym zakresie jest dobre. Natomiast inną sprawą są problemy ze stosowaniem tego prawa.

Prof. Brunon Hołyst,
prawnik, kryminolog
Regulacja prawna dotycząca obrony koniecznej nie jest dostosowana do potrzeb życiowych. Przepis o przekroczeniu granic obrony koniecznej powinien zniknąć, bo obywatel ma prawo się bronić. Trzeba tutaj wziąć pod uwagę stan psychiczny osoby napadniętej, która nie kalkuluje na zimno, czy ma tylko odeprzeć atak, czy się bronić. Przydałaby się tutaj poważna dyskusja. Wsadzanie ofiar do aresztu jest paradoksem prawniczym, bo wygląda na to, iż nie wolno obywatelowi się bronić. Napadnięty musi uważać, aby nie zrobić krzywdy agresorowi, najlepiej, aby uciekał, unikał fizycznego kontaktu z przeciwnikiem, wówczas będzie dobrze oceniony przez wymiar sprawiedliwości. Tu generalna uwaga. Kodeks karny nie może służyć tylko dobru sprawcy, a nie gwarantować praw ofiarom przestępstw, bo to prowadzi do zachwiania idei sprawiedliwości.

Włodzimierz Cimoszewicz,
b. premier, b. minister sprawiedliwości
Być może warto by rozszerzyć pojęcie tzw. miru domowego, czyli pokoju domowego, który mógłby być bardziej wyraźnie chroniony w naszym prawie. Oznaczałoby to, że zaatakowanie kogoś w jego domu zwiększałoby pole jego ochrony, np. nawet tak, jak to jest w USA. Generalnie jestem trochę jednak zaniepokojony stosunkiem wymiaru sprawiedliwości do tego zagadnienia. Zwykli ludzie reagują protestem w przypadkach, gdy prokuratura w ogóle rozpatruje takie sytuacje, bo wydaje się naturalne, że napadnięty się bronił. Granice obrony koniecznej muszą być określone, bo inaczej otwarłoby się pole do bezprawia. Jednak polskie sądy wydają orzeczenia dyskusyjne, bo jeśli ktoś działał w obronie koniecznej, a został skazany, rodzą się wątpliwości. Co innego w przypadku, gdy policjant zastrzelił atakujących go napastników, a co innego sprawa zastrzelenia złodzieja, który okradał transformator, przez osobę znajdującą się w pobliżu, ale nie zagrożoną. Generalnie regulacja prawna wydaje się prawidłowa, czasami tylko dyskusyjna jest praktyka sądowa: albo orzeka się za surowo, albo za łagodnie.

Prof. Zdzisław
Czeszejko-Sochacki,
prawnik
Uregulowania prawne wystarczająco chronią prawo do obrony koniecznej, natomiast punkt ciężkości spoczywa na praktyce stosowania prawa przez prokuratorów i sędziów. Napadnięty czuje się zagrożony, nie ma czasu na wzywanie policji, czekanie na posiłki, może stracić życie. Od tej strony należy kształtować świadomość prowadzenia tego typu postępowań. Od czasów rzymskich prawo do obrony koniecznej było zagwarantowane. Dziś jesteśmy bardziej skazani na samotność, w dużych obiektach każdy boi się udzielić pomocy, daje o sobie znać znieczulica. Nie chodzi jednak o zmianę przepisów, bo to by tylko uspokajało, ale o praktykę i świadomość w całym wymiarze sprawiedliwości.

Krzysztof Rutkowski,
prywatny detektyw
Prawo wystarczająco chroni ofiary przestępstw, bo daje możliwość użycia broni palnej i innych narzędzi, np. noża, w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia. Oczywiście, zabójstwo złodzieja należy kwalifikować w zależności od tego, czy włamywacz zagraża życiu, bo tutaj też jest jakaś granica. Minister Kaczyński skierował do prokuratorów okólnik, aby przestępstwa przeciwko życiu i zbrodnie były szczególnie surowo karane. Może zabójstwo za to, że ktoś się włamał do domu, jest niewspółmierne do przestępstwa, które popełnił, chyba że zagrażał życiu, groził użyciem noża, czy broni palnej, nie można było inaczej ujarzmić napastnika.

Jolanta Szymanek-Deresz,
prawnik, minister
w Kancelarii Prezydenta RP
Jest tylko jeden przepis w kodeksie karnym, dotyczący granic obrony koniecznej, więc można go interpretować elastycznie, co pozostawia się sądom. Istnieje wiele różnych przypadków, jeśli więc napadnięty występuje we własnej obronie, w stanie wzburzenia rani lub zabija, staje przed sądem i jest ukarany, budzi to niezadowolenie, zdziwienie i, oczywiście, brak zaufania do prawa. Istniejący przepis pozwala na uniknięcie odpowiedzialności, jeśli się odpierało zamach bezpośredni. Tego nie można ściśle uregulować, decyzję pozostawia się sądowi, który określa, czy wystarczyło ukryć się i przeczekać, a nie od razu strzelać. Interpretacja należy do sądu i jest determinowana konkretną sprawą. Prawo nie powinno być zbyt szczegółowe, bo to ograniczałoby sędziów. Nikt nie stworzył prawa doskonale dopasowanego do praktyki, jednak przepis powinien dać się zastosować do większej liczby przypadków.

Stanisław Podemski,
publicysta “Polityki”
Ustawodawstwo całkiem nieźle pozwala interpretować sprawy na rzecz tego, kto został zaatakowany. Przypadek z Krakowa nieźle oddaje tę myśl, bowiem tam decyzję podjął już prokurator, nie nadawano biegu postępowaniu sądowemu, które trwa miesiącami i wprowadza szereg ograniczeń np. w stosunku do napadniętego i broniącego się. Przypadek krakowski podoba mi się dlatego, że prokurator nie znalazł podstaw do ścigania, bo człowiek się bronił. Oczywiście, nie ma ustawodawstwa doskonałego, ale to, które jest, należy, wypełniając własną logiką, mądrze interpretować. Po to sędziowie mają studia prawnicze i odpowiednią praktykę. Choć, oczywiście, zdarzają się i fatalne interpretacje, kiedy np. prokurator zasiada wespół z napastnikiem naprzeciw napadniętego.
Notował BT

Wydanie: 39/2000

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy