Porozumienie ponad podziałami

Porozumienie ponad podziałami

Zbigniew Kosmatka, prezydent Piły

Mimo że Piła nie jest miastem na prawach powiatu, dominuje w północnej Wielkopolsce i ma silne związki z otaczającymi je gminami

– W Wielkopolsce większość prezydentów miast wywodzi się z Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Jaka jest tego przyczyna?
– W czterech miastach prezydenckich w Wielkopolsce, gdzie urzędują lewicowi prezydenci miast, startujący w wyborach w roku 2002 z rekomendacji SLD, a więc w Pile, Lesznie, Koninie i Ostrowie Wielkopolskim, w okresie Polski Ludowej dominowały duże zakłady pracy zatrudniające wiele tysięcy robotników. W nowej rzeczywistości wiele z nich upadło i to zapewne w naszych miastach przechyliło wahadło polityczne w lewą stronę. Sądzę, że dlatego po pierwszych czterech latach funkcjonowania samorządu gminnego (1990-1994), kiedy dominowali radni wywodzący się z dawnych komitetów obywatelskich, pojawili się w radach miejskich lewicowi samorządowcy. Oprócz akcentu politycznego ważna jest też ocena naszego sposobu zarządzania miastem ze strony mieszkańców. Prezydenci w Lesznie, Koninie i ja w Pile sprawujemy swoje samorządowe funkcje więcej niż jedną kadencję. W pewnym stopniu można do tego grona zaliczyć również prezydenta Ostrowa Wielkopolskiego, który był prezydentem miasta przed 1990 r. A więc powiem nieskromnie: zapracowaliśmy na pozytywną opinię.

– Jak pan wspomniał, w 2002 r. wygrał pan wybory jako kandydat SLD. Dziś jest pan bezpartyjny. Podział na lewicy dotknął także Piłę. Dodatkowo jest pan prezydentem miasta niedysponującym większością w radzie miejskiej. Jak poradził pan sobie z rozpadem zaplecza politycznego?
– Lewicowe zaplecze formalnie się rozpadło, ale mimo braku jedności politycznej mam nadal poparcie pilskiej lewicy, i w radzie miejskiej, i poza nią. Większym problemem dla mnie mógł być właśnie sygnalizowany przez pana w pytaniu brak większości popierającej mnie w radzie miejskiej. Tak było od początku tej kadencji. Prawicowej większości radnych trudno było jednak kontestować propozycje rozwiązań korzystnych dla miasta. Odpowiedzialność za szkody w wyniku ich nieuchwalania spadałaby na nich. Dlatego ponad 90% uchwał przechodziło nieomal jednomyślnie. Warto podkreślić, że w podobny sposób głosowano przy uchwalaniu budżetu miasta i absolutorium dla prezydenta miasta. Udało mi się wypracować porozumienie ponad podziałami w sprawach ważnych dla Piły.

– Piła w 1998 r. zrezygnowała z możliwości uzyskania statusu miasta na prawach powiatu. Jak z perspektywy doświadczeń ośmiu lat ocenia pan tę decyzję? Jest czego żałować?
– Z dwóch powodów zdecydowanie nie. Po pierwsze, dzięki tej decyzji powstał silny powiat pilski i nasze miasto nie zerwało więzi z otaczającymi Piłę gminami. To ważna sprawa, ponieważ ubocznym skutkiem zmian administracyjnych w latach 1998 i 1999 w Polsce było pojawienie się powiatów słabych gospodarczo i infrastrukturalnie. Wyłączenie Piły z powiatu pilskiego osłabiłoby nasz region. Po drugie, ta decyzja pozwoliła skupić się nam na zadaniach ściśle miejskich oraz związanych z miastem, ale o znaczeniu ponadregionalnym (np. rozwój szkolnictwa wyższego – powstanie Pilskiej Wyższej Szkoły Zawodowej i Oddziału Zamiejscowego Uniwersytetu Adama Mickiewicza). W sumie nie żałujemy. Mimo że Piła nie jest miastem na prawach powiatu, niewątpliwie dominuje w północnej Wielkopolsce.

– Przystąpienie do Unii Europejskiej otwarło dla samorządów wielką szansę na inwestycje w infrastrukturę miejską. Jak w Pile radzicie sobie w tej sferze?
– Jeszcze przed przystąpieniem do Unii Europejskiej uzyskaliśmy blisko 4,5 mln euro na budowę nowego ujęcia wody dla miasta. W tym roku doprowadziliśmy praktycznie do zamknięcia tej inwestycji. Niedawno uzyskaliśmy kolejne miliony euro na modernizację miejskiego, wewnętrznego układu komunikacyjnego. Realizujemy także szereg mniejszych projektów, korzystających ze środków europejskich w kulturze, edukacji i sporcie. Myślę, że to dowodzi, iż umiejętnie korzystamy ze wsparcia Unii Europejskiej i co najważniejsze, potrafimy właściwie wyznaczać cele i przygotowywać wnioski.

– Mówi się, że w samorządzie nie ma podziału na lewicę i prawicę. Ale jednak lewicowy samorządowiec czymś powinien się różnić od prawicowego. Na czym, pana zdaniem, powinna polegać ta różnica?
– Moja wizja lewicowego samorządowca to prezydent miasta, radny czy urzędnik wrażliwy na ludzkie potrzeby i tak kierujący miejskim organizmem, aby nigdy nie stracić tego z pola widzenia. Staram się to realizować od 12 lat. Dlatego tak ważne dla mnie jest uczestnictwo we wszelkich przedsięwzięciach inicjowanych przez organizacje pozarządowe w Pile. Bezpośrednie kontakty z mieszkańcami, rozmowy z nimi pozwalają rozpoznać oczekiwania i co najważniejsze, umożliwiają wyjaśnianie, co jest możliwe do realizacji dzisiaj, co za tydzień, co za miesiąc czy rok, a co za dziesięć lat. Takie działania pozwalają skutecznie walczyć z demagogią i pustosłowiem.

– Kandyduje pan ponownie. Dlaczego w Pile mają głosować na pana?
– Staram się myśleć i działać przede wszystkim w kategoriach dobrego gospodarza i mam nadzieję, że pilanie za takiego mnie uważają. Myślę, że traktują mnie jak dobrego gospodarza, który potrafi tworzyć nową jakość i umiejętnie wydaje publiczne pieniądze. Jestem prezydentem miasta, który stara się porozmawiać z każdym obywatelem Piły, który tego potrzebuje. Wielu z 75 tys. pilan znam z imienia i nazwiska. Czy na takiego kandydata nie warto głosować?


Zbigniew Kosmatka, lat 51, urodzony w Chodzieży, od 1960 r. mieszka w Pile. Absolwent Wydziału Turystyki i Rekreacji Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu. W latach 1994-2002 radny Rady Miejskiej w Pile, a w okresie 1994-1998 wiceprezydent Piły. Od 1998 r. prezydent Piły.

 

Wydanie: 39/2006

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy