Młodzi jeszcze podskoczą – rozmowa z prof. Krzysztofem Wieleckim

Młodzi jeszcze podskoczą – rozmowa z prof. Krzysztofem Wieleckim

Mniej nam są potrzebne kolejne muzea, bardziej – strategia dla młodego pokolenia Prof. Krzysztof Wielecki – kierownik Katedry Myśli Społecznej Instytutu Socjologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego W sierpniu media biły na alarm, bo przeraził je wynik badania CBOS i Krajowego Biura Przeciwdziałania Narkomanii – jedna czwarta uczniów ostatnich klas szkół średnich uznaje się za stracone pokolenie. Ja odebrałem ten wynik inaczej: większość uczniów tego nie zrobiła, szklanka jest w trzech czwartych pełna. – Jeśli chce się być optymistą za wszelką cenę, oczywiście można to tak interpretować. Mnie niepokoi nie tylko przytoczony wynik, ale i to, że ta szklanka jest coraz mniej pełna. Kolejne badania na ten temat – nie tylko CBOS – pokazują, że zwiększa się odsetek młodzieży uważającej siebie za stracone pokolenie, popadającej w fatalizm wyrażający się w przekonaniu: jest beznadziejnie i nic nie da się z tym zrobić. To świadectwo rozpaczy, która z punktu widzenia socjologa jest bardzo niebezpiecznym zjawiskiem. Stracone pokolenie nie jest fenomenem III RP. Było o nim głośno w latach 80., w okresie schyłku PRL. – Dostrzegam wiele podobieństw między sytuacją młodzieży w latach 80. i obecnie. Pogrążeni w stagnacji To brzmi jak herezja. Świętujemy ćwierćwiecze wolności i dekadę członkostwa w Unii Europejskiej, prezydent sadzi dęby z osobami urodzonymi 4 czerwca 1989 r., a pan sugeruje, że weszliśmy w okres schyłkowy rzeczywistości? – Zacząłem się zajmować młodzieżą właśnie w latach 80. Szybko doszedłem do wniosku, że aby zrozumieć, co się z nią dzieje, trzeba sięgnąć znacznie głębiej – do sfery ekonomii, systemu politycznego, przemian cywilizacyjnych. Młode pokolenie nie jest jakimś oddzielnym, wyizolowanym bytem w społeczeństwie, odgrywa rolę swego rodzaju barometru – szybciej niż starsi wychwytuje, co się dzieje. W latach 80. stworzyłem teorię, która pasuje także do dzisiejszej sytuacji. W społeczeństwach, które wybrały strategię rozwojową, sytuacja młodzieży jest znacznie lepsza niż w tych, które grzęzną w strategii stagnacji. W moim przekonaniu, zarówno w latach 80., jak i teraz mamy do czynienia ze stagnacją, i to determinuje sytuację młodej generacji. Polska po 1989 r. wybrała strategię stagnacji? – Jak najbardziej, taki charakter miały neoliberalne reformy firmowane przez Leszka Balcerowicza. Pamiętam ministra Tadeusza Syryjczyka, który przekonywał, że najlepszą polityką przemysłową jest brak jakiejkolwiek polityki. Ale przecież w latach 90. duża grupa młodzieży zyskała. – Ten awans był związany ze zmianą systemu, która opróżniła sporo miejsc, choć wcale nie na masową skalę. Poza tym przestano limitować swobodę zakładania firm, przedsiębiorczości, tworzenia organizacji i inicjatyw pozarządowych. Zachodnie firmy zaczęły inwestować w Polsce. To wszystko stworzyło perspektywę dla młodych ludzi, ale szybko się okazało, że nie dla każdego. Aby skanalizować problemy, trzeba było upchnąć młodych za granicą. To się zaczęło długo przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Do dziś nie znaleziono w Polsce sposobu wykorzystania kwalifikacji, energii, zapału, pomysłów młodych do reform, modernizacji, ucieczki do przodu. Dlaczego? – Bo brakuje strategii rozwojowej. Inne kraje, które były w trudnej sytuacji, potrafiły ją opracować i wdrożyć. Finlandia przeżyła bardzo trudny okres związany z rozpadem Związku Radzieckiego. On kupował od niej wszystko, co wyprodukowała. Gdy ZSRR upadł, Finowie zostali z przestarzałymi technologiami i towarami. Wówczas z udziałem obywateli wypracowano strategię rozwojową, nie rezygnując przy tym ze zdobyczy państwa opiekuńczego. W ciągu 10-15 lat Finlandia stała się tygrysem Europy. Do dziś, mimo problemów Nokii, osiąga znakomite rezultaty. Do Finlandii emigrują młodzi Estończycy – nie mogą dla siebie znaleźć miejsca w kraju, który postanowił być najbardziej neoliberalny w Europie. – To pokazuje, że podejście monetarystyczne jest strategią stagnacyjną. Ta zaś w dłuższej perspektywie prowadzi do katastrofy. Owszem, na początku zmian odczuliśmy podmuch świeżości, dynamizmu, wolności, ale przecież przez te 25 lat w Polsce nie powstał żaden nowy przemysł. Wagon z napisem „koniec” Mieliśmy szansę na polską Nokię? – Jestem o tym przekonany. Wymagało to jednak samodzielnego myślenia: gdzie są nisze, w jakiej dziedzinie możemy być dobrzy, jaka będzie polska specjalność. Gdybyśmy mieli strategiczny pomysł, można było przeznaczyć na jego realizację

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2014, 37/2014

Kategorie: Wywiady