Śmieciówki wymiatają Polaków – rozmowa z Zygmuntem Mierzejewskim

Śmieciówki wymiatają Polaków – rozmowa z Zygmuntem Mierzejewskim

Elastyczne formy zatrudnienia czyszczą nasz rynek pracy z ludzi energicznych i przedsiębiorczych ZYGMUNT MIERZEJEWSKI – wiceprzewodniczący Forum Związków Zawodowych, drugiej co do wielkości centrali związkowej w Polsce, zrzeszającej ponad 400 tys. osób; członek Komisji Trójstronnej od jej powołania w 1994 r. Rozmawia Krzysztof Pilawski Jak pan się czuje jako reprezentant arystokracji pracowniczej? – Nie rozumiem pytania. Związki zawodowe zrzeszają pracowników objętych Kodeksem pracy. Etat jest dla nich oczywistością, z kolei dla coraz większej liczby Polaków to nieosiągalny luksus. Świat pracy w Polsce ma kilka prędkości. – Myślę, że gdyby pan powiedział setkom tysięcy pracowników etatowych, otrzymujących wynagrodzenie minimalne – 1111 zł na rękę, że są arystokratami, to bardzo by się zdziwili. WYŁĄCZENI Z KODEKSU Ale oni nie mogą zarabiać mniej. A zatrudnieni na umowę o dzieło lub umowę-zlecenie mogą, bo wobec nich Kodeks pracy nie ma zastosowania. – W Komisji Trójstronnej mamy obowiązek walczyć o wszystkie grupy zawodowe, także o zatrudnionych na podstawie elastycznych form pracy oraz o bezrobotnych i wykluczonych. Robimy to. Jak w takim razie zareagujecie na to, że rząd nie zamierza uzusowić umów śmieciowych? – Wiedzieliśmy – mieliśmy własne rozeznanie – że premier w tym momencie nie zdecyduje się na uzusowienie. Jednak nie odpuścimy. Ta sprawa będzie omawiana w zespole prawa pracy Komisji Trójstronnej. Sądzę, że zdołamy przedłożyć rządowi projekt odpowiedniej ustawy. Przypomnę, że telepracę udało nam się wpisać do Kodeksu pracy. Rząd do tej pory zachęcał do rezygnowania z etatów. Załóż firmę – będziesz wolnym przedsiębiorcą. À propos, jak się czują pielęgniarki na kontraktach? – Zarabiają więcej niż koleżanki na etacie, ale same muszą opłacić ZUS, ubezpieczenie zdrowotne. Nie obowiązuje ich Kodeks pracy, więc nie mają prawa do płatnego urlopu, dni wolnych, żadnego zagwarantowanego wypoczynku. Ich wynagrodzenie jest uzależnione od liczby przepracowanych godzin. W przeciwieństwie do pielęgniarek etatowych, kontraktowych nie obowiązują żadne ograniczenia czasu pracy. Niektóre pracują po 17 godzin na dobę. Zamiast nieść pomoc, przemęczone mogą stanowić zagrożenie dla pacjenta. Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego przepisy umożliwiające zatrudnianie pielęgniarek w szpitalach na kontraktach – m.in. dlatego, że pozbawiają je świadczeń pracowniczych i ochrony socjalnej. Podobna sytuacja jest z kierowcami ciężarówek i autobusów, których zmusza się do samozatrudnienia. DZIŚ W SZCZECINIE, JUTRO W LONDYNIE Ostatnio próbuje się dorobić romantyczną otoczkę do śmieciówek. „Dziś tu, jutro tam”, zachwala „Gazeta Wyborcza”, przytaczając wypowiedzi patchworkowców, których etat męczył, więc wybrali wolność. Osiągają dochody z łączenia różnych przypadkowych prac: rano mogą być artystami fotografikami, w południe redaktorami strony internetowej, wieczorem kelnerami… – A co z wolnością od pracy, prawem do wypoczynku? Osoby, które łączą kilka niskopłatnych prac, żyją w ciągłym stresie, strachu przed najbliższą i dalszą przyszłością. Rzadziej chodzą do lekarza – nie mogą chorować, bo żadne płatne zwolnienie im nie przysługuje. Nie należy przesadzać z elastycznymi formami ani ich promować. W dobrych międzynarodowych korporacjach działających w Polsce pracownik dostaje pakiet medyczny, ma nie tylko prawo do urlopu, ale i nakaz wzięcia go. Dostaje pensję za to, że ma wypoczywać. Jeśli pracodawca wykryje, że urlopowany pracuje, może go natychmiast zwolnić – bo powinien być w pełni wydajny po powrocie do pracy. Wiele poważnych firm radzi sobie z problemem znużenia, monotonności. Pracownicy nie muszą siedzieć osiem godzin przy biurku, są rozliczani z wykonanych zadań, mogą część pracy wykonywać poza biurem, w domu. Dotyczy to m.in. marketingowców, inżynierów, księgowych. Robotnik nie odejdzie od taśmy montażowej. – Rozmawiałem parę dni temu z grupą młodych ludzi. Wśród nich byli pracownicy wielkiego koncernu. Mają etat, stałą pracę, nie najwyższe zarobki są rekompensowane perspektywą szkoleń i ścieżką awansu. Mogą wziąć kredyt mieszkaniowy, planować życie. Ci, którzy pracują na umowach pozakodeksowych, nie są ani szkoleni, ani awansowani. Bank nie traktuje ich jak wiarygodnych klientów. Ciągle czują pod stopami ruchome piaski. Często dochodzą do wniosku, że taką samą pracę mogą wykonywać na Zachodzie za wielokrotnie większe pieniądze. Zamiast wiązać młodych ludzi pracą z krajem, budować im jakieś perspektywy, rząd zachęca ich: „Róbta, co chceta”. Dziś są więc tu,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2012, 44/2012

Kategorie: Wywiady