Szpieg, który podsłuchuje każdego z nas

Szpieg, który podsłuchuje każdego z nas

„Echelon” jest najpotężniejszym systemem podsłuchowym, obejmującym cały świat. Analizuje rozmowy telefoniczne, SMS-y, mejle, wypłaty z bankomatów, wszystko, co przeglądamy w sieci

Bruno Kowalsky – polski szpieg, który nigdy nie zdecydował się ujawnić imienia i nazwiska, a nawet wystąpić publicznie. Ma na koncie pracę w służbach specjalnych w różnych krajach

Wieść niesie, że „Echelon” to superszpieg, który podsłuchuje każdego z nas, choć większość Polaków nic o tym nie wie. Co ty wiesz na temat „Echelonu”?
– Pierwszy raz usłyszałem o nim w trakcie jednego z moich pobytów za granicą. Darujmy sobie miejsce, to akurat musi pozostać tajne. To był czas, kiedy w Polsce jeszcze mało kto słyszał o „Echelonie”. Zresztą do dziś na jego temat wiadomo bardzo niewiele.

Zacznijmy od wyjaśnienia, co to jest „Echelon”.
– Najprościej tłumacząc, „Echelon” jest najpotężniejszym systemem podsłuchowym, obejmującym cały świat. To amerykański superszpieg, który analizuje rozmowy telefoniczne, SMS-y, mejle, billingi, wypłaty z bankomatów, cały ruch internetowy, wszystko to, co przeglądamy w sieci. Według moich informacji „Echelon” analizuje ok. 3 mld tego typu komunikatów na dobę! Superwydajne komputery mają zainstalowane słowniki, by na bieżąco tłumaczyć podsłuchiwane wiadomości, dokonywać selekcji i wyłapywać to, co wydaje się najciekawsze. Wyłapują komunikaty, które mogą być powiązane z organizacją zamachów terrorystycznych, morderstw politycznych, wielkoskalowej korupcji, działań karteli narkotykowych itp. Później te dane biorą pod obróbkę analitycy i dopiero oni wybierają to, co ich zdaniem jest najcenniejsze. Wstępu do siedziby „Echelonu”, położonej w USA – nieprzypadkowo nazywanej Kryptocity – strzegą groźne psy, zasieki z drutu kolczastego i najwymyślniejsze zabezpieczenia, m.in. system rozpoznawania twarzy i odcisku palca.

Za tym superszpiegiem stoją tylko Amerykanie?
– Niekoniecznie tylko oni. W 1946 r. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania podpisały tajny układ dotyczący współpracy, nazwany UKUSA. W kolejnych latach dołączyły Kanada, Australia i Nowa Zelandia. Tym sposobem powstała grupa zwana „Five Eyes”, czyli w wolnym przekładzie „Pięcioro Oczu”. Pakt miał jeden cel. Stworzenie jednolitej, globalnej jednostki śledzącej i szpiegującej wszystko, co się da. Takie były początki superszpiega „Echelon”. Dalej, w 1952 r., ówczesny prezydent USA powołał NSA, czyli Agencję Bezpieczeństwa Narodowego. (…) Budżet NSA jest podobno wyższy niż budżet CIA i FBI razem wziętych. Nic dziwnego. Ponoć w samym amerykańskim oddziale NSA pracuje blisko 40 tys. osób, a i trzeba mieć budżet na nowe technologie. Wszak technika, którą oni dzisiaj testują, do naszych domów trafi dopiero za kilka, a może nawet kilkadziesiąt lat! (…)

„Echelonem” ponoć zarządzają dzisiaj właśnie ludzie z amerykańskiego wywiadu NSA! Choć oczywiście każde z pozostałych czterech państw może wrzucić tam swoje trzy grosze, podając słowa kluczowe, na które ma być wyczulony ten elektroniczny superszpieg. Czyli np. Wielka Brytania może zażyczyć sobie monitowania słów „Jarosław Kaczyński” i „premier Wielkiej Brytanii”, by sprawdzać, co szef PiS będzie mówił w kontekście szefa albo szefowej rządu Wielkiej Brytanii. Oczywiście mogą też być inne wątki. Ot choćby przywołana tu Wielka Brytania może podsłuchiwać Argentynę, by się dowiedzieć, czy aby znów nie roszczą tam sobie praw do brytyjskich Falklandów, i wysłać zawczasu flotę.

Gdybyśmy mieli rozłożyć na czynniki pierwsze tego superszpiega, to co jest jego okiem i uchem?
– W skład „Echelonu” ma wchodzić ok. 10 stacji nasłuchowych rozsianych po całym świecie. Do tego dochodzi sześć satelitów telekomunikacyjnych i kilka satelitów szpiegowskich. To wszystko tworzy największego szpiega na świecie, który działa, by wiedzieć wszystko o wszystkich (…). Największa stacja nasłuchowa znajduje się w północnej Anglii, niedaleko miejscowości Harrogate. Oficjalnie leży na terenie bazy wojskowej Wielkiej Brytanii, ale część terenu jest dzierżawiona stronie amerykańskiej. Dzięki niej można podobno szpiegować wszystkich w UE.

Czyli Polaków również.
– Nie mam co do tego większych wątpliwości. Ten system szpieguje wszystkich, prawdopodobnie również Polaków. Zresztą potwierdziły to tajne dokumenty ujawnione przez Edwarda Snowdena, z których wynikało, że tylko w 2012 r. kontrolowano przez ten system od 2 do 4 mln komunikatów dziennie z samej tylko Polski! Zresztą mówiło się o tym, że planowana operacja umieszczenia tarcz rzekomo antyrakietowych w Polsce i Czechach miała mieć drugie dno w postaci zwiększenia zasięgu właśnie „Echelonu” i lepszego nasłuchu terytorium rosyjskiego! Poza tym co jakiś czas pojawiają się plotki, że jeden z ośrodków nasłuchowych ma być ukryty gdzieś na Warmii czy Mazurach albo i w przykabackich Pyrach, które awansowały na osiedle stołecznego Ursynowa.

W każdej plotce zwykle jest ziarno prawdy.
– Przypominam, że Warmia i Mazury to cenne tereny dla naszych służb. Coś w tym może być. Ale twardych dowodów nie mam, dlatego nie będę się nad tym rozwodził. Wiem natomiast, że nasze „prywatne” mejle na pewno zostały przez stosowne służby przeczytane. Zresztą pewnie „oni” już są po lekturze naszej książki, jeszcze nim została wydana.

Przecież zabezpieczałem ją hasłem.
– Takie zabezpieczenie może być skuteczne jedynie wobec małych dzieci. Pamiętaj, że jedna z teorii zakłada, że wiodące firmy soft­ware celowo zostawiają w swoich produktach luki, pozwalające na inwigilację oprogramowania. To powszechna praktyka. Pamiętam, niedawno instalowałem jakąś popularną aplikację na swoim komputerze. Nim kliknąłem „instaluj”, zrobiłem coś, czego zwykle się nie robi, czyli przeczytałem umowę licencyjną. I co wyczytałem? Jeden z paragrafów zakładał, że wyrażam zgodę na to, by bez mojej wiedzy producent mógł robić upgrade. Nie trzeba tutaj chyba nic dodawać. A co do naszych kontaktów, powiem ci, że gdybyśmy, zamiast rozmawiać, pisali SMS-y, to już dawno by je czytali. Wszystko przez to, że w naszych wiadomościach używaliśmy wrażliwych słów, takich jak „bomba”, „podsłuch”, „terroryści”, „szpieg”. Jak to się mówiło w PRL, nie wierzycie – sami sprawdźcie, poesemesujcie sobie z kimś o „bombach”, a „Echelon” z pewnością was namierzy i przeczyta, jakie to sekrety kryje wasza komórka.

À propos telefonów komórkowych. Kilka lat temu było głośno o dziennikarzach niemieckiego „Der Spiegel”, którzy twierdzili, że Amerykanie podsłuchiwali m.in. prywatny telefon Angeli Merkel. Sprawę skomentował rzecznik niemieckiego rządu, podtrzymując te oskarżenia.
– Pamiętam. I co zrobili Amerykanie? Biały Dom wydał oświadczenie, w którym zaprzeczył wszystkiemu, a prezydent USA Barack Obama zapewnił kanclerz Angelę Merkel, że USA jej połączeń nie kontrolowały, nie kontrolują i nie będą robiły tego w przyszłości. Ot, typowe działanie służb specjalnych, w myśl którego nawet jeśli złapią cię na kradzieży za rękę, mów, że to nie twoja ręka. Poza tym Amerykanie mieli też podsłuchiwać byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera, nawet gdy przestał być kanclerzem i pracował już dla Gazpromu. Pisał o tym niemiecki dziennik „Bild am Sonntag”, powołując się na źródła powiązane z amerykańskimi służbami specjalnymi.

Wcale mnie to nie dziwi, w końcu ręka rękę myje. Gerhard Schröder chwilę przed opuszczeniem fotela kanclerza Niemiec podpisał przecież z Rosją umowę dotyczącą budowy Gazociągu Północnego. Co więcej, zaraz po zakończeniu pełnienia funkcji rządowej zajął istotne stanowisko w radzie nadzorczej konsorcjum Nord Stream, budującego ten gazociąg. A jeśli chodzi o Amerykanów i światowych przywódców, to nie koniec. Prezydent Obama musiał się tłumaczyć prezydentowi Francji François Hollande’owi, po tym jak dziennikarze „Le Monde” ujawnili, że między 10 grudnia 2012 r. a 8 stycznia 2013 r. amerykańska Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) nielegalnie nagrała 70 mln rozmów telefonicznych prowadzonych we Francji, nie wspominając już o SMS-ach. Wierzysz w to?
– To nie jest kwestia wiary, ale logiki i wiedzy. Jeszcze nie tak dawno jednym z konsultantów amerykańskiego wywiadu był Edward Snowden i wiele doniesień było przez niego potwierdzanych, m.in. te o podsłuchiwaniu Francuzów. Snowden ujawnił konkretne dokumenty. Co więcej, „Le Monde” opisał jedną z metod podsłuchiwania stosowanych przez amerykańską Agencję Bezpieczeństwa Narodowego, mającą na celu zdobywanie sekretów, ale i opracowanie profilu psychologicznego podsłuchiwanych Francuzów. Zasada była prosta. Polegała ona na wybieraniu numerów telefonicznych, które aktywowały sygnał odebrania połączenia i automatycznie rozpoczynały nagrywanie rozmów. Do tego inwigilowano SMS-y na podstawie słów kluczowych. Oczywiście NSA zapisywała historię połączeń podsłuchiwanych osób. Cała afera zresztą nie tyczyła się tylko Francji. Przecież z powodu inwigilacji obcokrajowców przez USA wizytę w Białym Domu odwołał prezydent Brazylii, a kolejne rewelacje Snowdena dobitnie pokazały, że Amerykanie prawdopodobnie podsłuchiwali nie tylko europejskich polityków, ale i prezydenta Meksyku czy pracowników centrali ONZ.

To nie wszystko, NSA inwigilowała, znów nad Sekwaną, sektor gospodarki, i dziwnie ich interesowała branża motoryzacyjna, zwłaszcza największe koncerny. Co więcej, WikiLeaks przekonywało, że od 2002 r. przez następne 10 lat NSA miała śledzić rozmowy wszystkich firm francuskich, których umowy i transakcje przewyższały 200 mln dol. Częścią tych informacji Amerykanie mieli się dzielić z Kanadą, Nową Zelandią, Australią i Wielką Brytanią, czyli z najbliższymi sojusznikami.

Co na to Amerykanie?
– Dyrektor amerykańskich służb wywiadowczych James Clapper twierdził, że USA zbierają tylko informacje, by chronić własne interesy. Oficjalnie chodzi oczywiście o walkę z terroryzmem. A nieoficjalnie? Po co podsłuchuje się ludzi biznesu i polityki? Tu wchodzimy na grunt wywiadu gospodarczego.

Ale na to nie ma żadnych dowodów.
– I tak, i nie. Przede wszystkim Parlament Europejski potwierdził, że istnieje „Echelon”, chociaż dotychczas nigdy do tego władze amerykańskie oficjalnie się nie przyznały. W parlamencie powstała 36-osobowa specjalna komisja do zbadania działalności „Echelonu”. Członkowie polecieli do Ameryki, gdzie mieli zaplanowane spotkania w NSA, czyli w Agencji Bezpieczeństwa Narodowego. Dziwnym trafem do wizytacji NSA nie doszło, bo zaplanowane spotkania zostały odwołane przez rząd USA. Ale wizytatorów nie pozostawiono samym sobie. Ktoś się z nimi spotkał i zapewnił, że NSA działa zgodnie z prawem, według demokratycznych zasad i pod pełnym nadzorem Kongresu. (…) 5 września 2001 r. ukazał się na ten temat specjalny raport, zawierał m.in. sugestie, że część działań „Echelonu” powinno się zakwalifikować jako szpiegostwo przemysłowe. To by też potwierdzało inną aferę wokół „Echelonu”, którą można by właśnie tak zakwalifikować… Chodziło o to, że jeden z największych koncernów zbrojeniowych na świecie dzięki informacjom pozyskanym z „Echelonu” mógł wygrać przetarg na dostarczanie systemów radarowych dla Brazylii. W grę wchodził sprzęt wart ok. 1,5 mld dol. – niebagatelna sumka. Tym sposobem miała wygrać amerykańska firma zamiast konkurencyjnej z Francji, która – bo oczywiście pojawił się kontrolowany przeciek – miała Brazylijczykom przy okazji wręczać łapówki. Ale czy naprawdę wręczali, wie tylko „Echelon”.

Spójrzmy na „Echelon” z drugiej strony. Czyli na jego pozytywy. O ile jesteś w stanie je wymienić.
– Oczywiście, że tak. Jest pewne doniesienie na temat francuskiego Airbusa. Chodzi o to, że „Echelon” miał się przyczynić do bezpośredniego rozwiązania kontraktu z Arabią Saudyjską na samoloty Airbus, wartego 6 mld dol. Dzięki „Echelonowi” na światło dzienne miały wyjść informacje o tym, że podobno pracownicy Airbusa proponowali łapówki urzędnikom z Arabii Saudyjskiej w zamian za wygranie przetargu. (…)

To, co mówisz, brzmi, jakby było żywcem wyciągnięte z filmu szpiegowskiego. Jak w takim razie można chronić się przed „Echelonem”?
– Oczywiście zaleca się szyfrowanie poczty elektronicznej. Jeśli używać telefonów, to tylko tych zaszyfrowanych. Ale… Czy ktoś dzisiaj korzysta z takich technicznych cudeniek? Na pewno polski premier ma taki telefon. Pytanie, czy w ogóle zrezygnował z używania prywatnej komórki. Raczej nie, a to już daje duże pole do popisu „Echelonowi”. Zresztą skoro budżet i liczba pracowników jest tajna, to nie wierzę, że możemy się przed nimi uchronić. Podobno komputer jest bezpieczny w 99% dopiero wtedy, gdy nie jest podłączony do internetu i, co więcej, gdy nigdy do internetu podłączony nie był. Który normalny komputer chociaż raz w życiu nie był podłączony do sieci? Ile takich maszyn znajdziemy, jakieś oldskulowe commodore czy atari z lat 80., które dożywa na strychu swych dni? Co więcej, według raportu BBC „Echelon” może dzisiaj kontrolować nawet 90% całego ruchu internetowego. Nie da się przy tak wysokiej kontroli uciec od inwigilacji. Zresztą przy okazji mam jeszcze kilka ciekawych informacji dotyczących właśnie „Echelonu”. Wyobraź sobie, że w 1993 r. podobno prezydent Bill Clinton nakazał swoim służbom, czyli CIA i NSA, by przed jakąś konferencją w Seattle zainstalować w ponad 300 pokojach hotelowych aparaturę podsłuchową. Dzięki temu udało mu się zyskać cenne informacje. Jakie? Już tłumaczę.

Chodziło o negocjacje dotyczące kontraktów na wydobycie ropy naftowej i budowę elektrowni wodnych w Wietnamie. Co do tego miał demokratyczny prezydent spod gwiaździstego sztandaru? Tak się przypadkiem złożyło, że o te kontrakty starały się firmy, które w poprzednich wyborach wspierały finansowo Partię Demokratyczną, tę samą, której przedstawicielem był wspomniany Clinton… Oczywiście mógł być to tylko dziwnym trafem przypadek.

Wybacz, ale brzmisz jak wyznawca jakiejś zaraźliwej teorii spiskowej, a co więcej – zaczynam ci wierzyć.
– Chcesz więcej, proszę bardzo. Opowiem ci o czymś, co jest nazywane Świętym Graalem Inwigilacji, a we wszystko było zamieszane polskie SB.

Zamieniam się w słuch.
– To miano, Święty Graal Inwigilacji, wzięło się nieprzypadkowo. Otóż są tacy, którzy twierdzą, że system globalnego monitoringu w ogóle nie istnieje, jak nigdy miał nie istnieć kielich, w który zebrano krew Chrystusa. Choć w obliczu dokumentów Kongresu USA na temat systemów inwigilacji ja co do tego nie mam wątpliwości, że wszystko jest prawdą. Mianowicie chodzi o tajny system, który był nazwany „PROMIS”. Został on wykreowany w latach 70. na wyraźne życzenie Departamentu Sprawiedliwości. Twórcą „PROMISA” miał być ekspracownik NSA, czyli agencji, która dzisiaj zarządza „Echelonem”.

Czym zajmował się ów „PROMIS”?
– Potrafił śledzić ludzi na całym świecie. To nawet dzisiaj wydaje mi się trudne do wyobrażenia, ale już wtedy było możliwe. Jak by ci to najprościej wytłumaczyć? Hm… Wiem! Wyobraź sobie, że przeprowadziłeś się z Warszawy do Krakowa do znajomych. W tym momencie w twoim byłym warszawskim mieszkaniu – jeżeli zakładamy, że wyprowadziłeś się tylko ty – zmniejsza się ilość wody, za to w krakowskim u przyjaciół zwiększają się wydatki o podobną kwotę. Tak samo jest z prądem i gazem. To trochę uproszczony schemat, ale właśnie na takich obliczeniach opierał się „PROMIS”. Później rozpętała się afera. Twórca programu wydzierżawił go tylko Departamentowi Sprawiedliwości, ten złamał warunki umowy i zaczął go nielegalnie kopiować. W końcu zaczęły z niego korzystać inne państwa świata, nawet te dość egzotyczne jak RPA czy Gwatemala.

Wspominałeś o polskim wątku. Co z nim?
– Otóż ten program był wykorzystywany przez polską bezpiekę. Korzystać z niego miały też chociażby Irak, Jordania, Syria, Turcja, Brazylia, Kolumbia, Chile, a nawet Kanada, Australia i Wielka Brytania. Podobno Sowieci korzystali z tego tajnego programu jeszcze w 1991 r.! I najlepsze na koniec. Powszechnie znana w środowiskach wywiadowczych wieść niesie, że „PROMIS” zostawił pewną furtkę. Otóż dzięki niemu i wsparciu izraelskich służb specjalnych istniała możliwość niewykrywalnego włamania się do każdego komputera, na którym był zainstalowany ten program. Warunki były dwa. Komputer musiał być połączony z internetem, a poza tym trzeba było wpisać sekretne hasło. Tym sposobem Amerykanie mogli wpuścić razem z Izraelem inne służby w maliny. Podrzuciły im program, który był współczesnym koniem trojańskim. Z zewnątrz wydawał się świetnym wsparciem, a w środku czekała niemiła niespodzianka.

Dzisiaj pewnie są stosowane podobne numery. Potrzebujemy tylko czasu, żeby ujrzały światło dzienne.
– Z dokumentów, które ujawnił Edward Snowden, jasno wynika, że giganci internetowi zgodzili się przekazywać informacje władzom. Chodzi o takie firmy, jak Google, Yahoo, Facebook, Skype, YouTube, Microsoft czy Apple, które jako ostatnie podpisało porozumienie. Chodzi o system „PRISM”.

O jakich danych mówimy?
– Chodzi np. o treść naszych wiadomości na Facebooku czy mejli wysyłanych z kont gmail.

Poza Snowdenem ktoś to potwierdził?
– Nie zaskoczę nikogo, mówiąc, że nikt wprost tego nie potwierdził. Jedynie jakiś dyrektor wywiadu odniósł się do tej rewelacji, wskazując nieścisłości, co przecież oznacza w praktyce, że potwierdził istnienie tego systemu! Ale co tu potwierdzać? Wystarczy szerzej otworzyć oczy. Taka statystyka, jakże przydatne narzędzie. Otóż 87% telefonów na świecie korzysta dziś z darmowego systemu operacyjnego Android. To, że on jest bezpłatny, to nie przypadek. Ostatnio pojechałem do sklepu, w którym zazwyczaj robię zakupy. Wziąłem telefon. Funkcja lokalizacji nie była włączona po ostatnim użytkowaniu nawigacji. Pojechałem do sklepu bez jej włączania. Zrobiłem zakupy, wróciłem i co widzę? Telefon rozpoznał, gdzie pojechałem, mimo że nie szukałem w internecie żadnej informacji o tym sklepie ani nie wklepywałem jego adresu! Co więcej – telefon pokazał komunikat: „Oceń sklep”, wyobrażasz sobie? Za darmo wystawiamy się im jak na strzelnicy, podajemy najcenniejsze informacje dosłownie na tacy. Wiedzą o nas wszystko – gdzie robimy zakupy, gdzie mieszkamy, ile czasu spędzamy w pracy.

Podobnie jest z popularnymi cookies, czyli ciasteczkami, które zapisują ślady naszej aktywności w internecie.
– Jeżeli będziemy szukać w sieci z dwumiesięcznym wyprzedzeniem biletów lotniczych dajmy na to do Portugalii, to niech nas nie zdziwi, gdy powiedzmy za tydzień wznowimy poszukiwania… że wycieczka nam zdrożała. Trik polega na tym, że strona, przez którą szukamy biletów na naszym komputerze, odczytuje te ciasteczka i wie, że już szukaliśmy biletów, czyli jesteśmy nimi zainteresowani. Właśnie dlatego daje nam wyższą cenę niż na innej maszynie, na której dotychczas nikt nie szukał biletów do Portugalii w okazyjnej cenie.

Na szczęście przed ciasteczkami można się uchronić.
– I wcale nie jest to skomplikowane. Wystarczy je wyłączyć. Możemy też przestawić przeglądarkę na tryb incognito lub tryb prywatny, będzie spokój z ciasteczkami i śledzeniem historii odwiedzonych stron. Ale coś za coś, w trybie incognito każde odwiedzenie np. Facebooka przypłacimy wymuszonym logowaniem, każdorazowym mozolnym wklepywaniem nazw użytkownika i haseł, to bowiem właśnie za sprawą tych ciasteczek komputer pamięta nasze preferencje, dane, witryny itp. Mimo wszystko nikt w internecie nie jest anonimowy, a co za tym idzie, bezkarny. O tym musimy pamiętać.

Fragmenty książki Ile oni wiedzą o tobie. Szpiedzy i podsłuchy w Polsce, Bruno Kowalsky w rozmowie z Krzysztofem Pyzią, Prószyński i S-ka, Warszawa 2019

Fot. materiały prasowe

Wydanie: 9/2019

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy