Postrach urzędników

Postrach urzędników

Twórcy telewizyjnego programu „Państwo w państwie” bronią pokrzywdzonych obywateli i piętnują urzędniczą samowolę. I za to dostają nagrody

Mieszkanie, w którym Tadeusz Urbaniak z żoną przeżyli 30 lat, było wynajmowane od zakładu pracy. Niestety, Urbaniak pracę stracił. Zapewniono go jednak, że jeśli dalej będzie regularnie uiszczał wszystkie opłaty, jego rodzina będzie mogła pozostać w lokalu. Tymczasem pracodawca się rozmyślił i wypowiedział umowę najmu, ponieważ zdecydował się zorganizować w nim biura. Do akcji wkroczył komornik. 9 listopada 2013 r. pan Tadeusz z żoną wynieśli się z mieszkania.

Urzędnicza patologia

Rodzina Urbaniaków od 20 lat mozolnie buduje dom pod Poznaniem. Budynek nadal jest w stanie surowym, bez tynków, podłóg, ogrzewania, gazu i kanalizacji. – Wszystko przez brak pieniędzy – tłumaczył pan Tadeusz. Dom ten widział również komornik. Wiedząc, że budynek nie nadaje się do zamieszkania, urzędnik eksmitujący państwa Urbaniaków wskazał w dokumentach eksmisyjnych, by rodzina przeniosła się do noclegowni. Noclegownia nie jest jednak ani lokalem, ani pomieszczeniem tymczasowym. Nie można też przebywać w niej w ciągu dnia. De facto nastąpiła więc eksmisja na bruk, której od listopada do końca marca zakazuje prawo. Dlaczego pomimo okresu ochronnego małżeństwo zostało wyrzucone? – Przecież państwo Urbaniakowie mają dom – odpowiadają komornicy. W efekcie rodzina spędziła zimę kątem u znajomych lub w kamperze.

Dramat państwa Urbaniaków to zaledwie jedna z wielu ludzkich tragedii, które od 2011 r. nagłośnili dziennikarze telewizyjnego programu „Państwo w państwie”, emitowanego w Polsacie i Polsacie News. Twórcy programu skupiają się na błędach konkretnych urzędników, którzy niewłaściwymi decyzjami łamią ludziom życie. Co niedzielę widzowie są wprawiani w osłupienie kolejnymi przykładami urzędniczej bezduszności, nepotyzmu lub naginania przepisów. O popularności programu świadczą liczby. Średnio ogląda go 2 mln widzów.

Autorem formatu programu jest Bogusław Chrabota, obecny redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”. W jego zamyśle „Państwo w państwie” miało się skupiać przede wszystkim na historiach przedsiębiorców, którzy wskutek urzędniczych zaniedbań doznali szkody, a niejednokrotnie stracili cały majątek. „Nasz program jest po to, by pomóc przedsiębiorcom w nierównej walce z urzędnikami. Po to, by piętnować i obnażać urzędnicze patologie. Wychwytywać złe i nieżyciowe przepisy prawa. Domagać się ich zmiany. Skoro państwo polskie nie potrafi rozliczyć urzędników za nadużycia, muszą to robić media. Będziemy przyglądać się klasie urzędniczej, wytykać błędy i domagać się odpowiedzialności”, czytamy w deklaracji na stronie internetowej programu.

Ofiarami urzędniczej patologii stali się m.in. bracia Sikorscy z Leśnej, którzy na początku lat 90. postanowili wybudować zakład ślusarski. Zatrudniali 67 pracowników, a docelowo w nowym warsztacie pracować miało ponad 150 osób. Pozwolenie na budowę inwestorzy otrzymali od ówczesnego Urzędu Rejonowego w Lubaniu. Późniejsza kontrola wykazała, że zakład, który w znacznej części był już wybudowany, nie powinien powstać, ponieważ plac budowy znajduje się na terenie zalewowym. – Burmistrz jako burmistrz sprzedał nam tę działkę, a jako przewodniczący komitetu przeciwpowodziowego podał w wątpliwość swoje decyzje – mówił na antenie Stanisław Sikorski. Działania zaradcze podjęte przez przedsiębiorców nie przyniosły żadnego efektu. Bracia stracili niemal cały majątek.

Z biegiem czasu autorzy programu przestali się skupiać na przedsiębiorcach i tropili wszelkie przykłady arbitralności urzędników, ich złej woli oraz błędnego pojmowania interesu publicznego. – To się stało w sposób naturalny. Pokrzywdzeni niebędący przedsiębiorcami zaczęli wysyłać do nas swoje historie, wobec których nie mogliśmy pozostać obojętni. Zareagowaliśmy na potrzebę widzów – wyjaśnia Małgorzata Mikulska-Rembek, szefowa redakcji programu.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 28/2015

Kategorie: Media

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy