Potyczki Martenki z łachudrami

Potyczki Martenki z łachudrami

Tego autora czyta co tydzień, ostrożnie licząc, kilkaset tysięcy ludzi. Piąta strona u góry w tygodniku „Angora” to właśnie on. Stały felietonista, Henryk Martenka. 10 lat pisania felietonów to prawie jak wyrok dożywocia. Wejść w rolę takiego sztandarowego autora jest bardzo trudno. Bo jak wiadomo każdemu redaktorowi naczelnemu, felietony chce pisać prawie każdy. Ale niestety bardzo niewielu potrafi. I jeśli ktoś się utrzymuje ze swoim felietonem przez tyle lat na topie, to naprawdę musi być KTOŚ. Nie tylko pisarz, ale i saper. Bo sentymentów tu być nie może. I nie ma. Albo teksty są czytane i komentowane, albo panu już dziękujemy. W ciągu 10 lat zmieniło się w Polsce trzech prezydentów i prawie dwa razy tyle premierów. Znaleźliśmy się w Unii Europejskiej. A Martenka trwa na swoim kawałku „Angory”. Choć na szczęście też się zmienia. Jest jak dobre wino. Z wiekiem i stażem nabiera nowych zalet. Łatwiej docenić drogę, jaką przebył Martenka, po lekturze tomu „Herosi i łachudry”, zbioru felietonów z lat 2002-2011. Podoba mi się ten tytuł, a zwłaszcza zapomniane już nieco słowo łachudra. Gdybyż jeszcze wydawca potrafił zrobić okładkę przyciągającą oko, a nie srebro w granacie dla sokolookich…
Pisałem już o felietonach Martenki dwa lata temu, ale były to wówczas felietony wydawane w Dortmundzie w cyklu „Polak Niemiec dwa bratanki”. Dobre teksty, trochę historyczne, trochę satyryczne i ironiczne. Próbka talentu autora. Talentu, który okazalej prezentuje się w najnowszym zbiorze felietonów, będącym wyborem z 500 tekstów opublikowanych w „Angorze”. Ponad 460 stron, a czyta się, jakby były z najnowszego numeru tygodnika. O czym pisze Martenka? O Polakach, mądrych i głupich, wyjątkowych i byle jakich, herosach i łachudrach, których spotykamy codziennie. To nie moje słowa, tylko cytat z autora. A czytelnikom pozostaje sprawdzenie, czy jego deklaracja przekłada się na język i treść felietonów. Wśród zalet Martenki na pierwszym miejscu wymieniłbym słuch. Coś, co – wydawać by się mogło – nie jest najważniejsze dla człowieka piszącego. A jednak felietonista bez świetnego słuchu, nastawionego na to, co i jak ludzie mówią, może być tylko wyrobnikiem. Nigdy nie będzie artystą. Martenka na szczęście słyszy coraz więcej. A na drugim miejscu wśród zalet tego autora jest język. Autorski, z odpowiednią dawką żartu i kpiny, ale nieprzerysowany. Martenka kpi, ale nie zabija ani nie upokarza. Nie znajdziemy go w licznej grupie paszkwilantów, chociaż bywa stronniczy. I szczery, co nie zawsze jest zaletą. Po lekturze całego tomu nie mam wątpliwości, że u Martenki jest także coś więcej – ambicja wpływania na rzeczywistość. Było już w Polsce kilku takich felietonistów i dobrze, że ktoś chce do nich równać.

Henryk Martenka, Herosi i łachudry, Bydgoski Dom Wydawniczy „Margrafsen”, Bydgoszcz 2011

Wydanie: 4/2012

Kategorie: Książki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy