Powiedz mi, jak klniesz…

Powiedz mi, jak klniesz…

Jak to?

– Przyjrzyjmy się uchodzącemu dziś za jeden z najbardziej niecenzuralnych wyrazów – „pierdolić”. Pochodzi on od staropolskiego słowa „pierdoła” (oznaczającego osobę niedołężną), a to z kolei od czasownika „pierdzieć”. Później oznaczało ono tyle, co mylić się, gadać głupoty. Dlaczego potem wyraz ten się zwulgaryzował, jest dla mnie niepojęte.

Ciekawe. Często przywołuje się list Józefa Wybickiego, autora słów polskiego hymnu, który, używając tego słowa w zasugerowanym przez pana znaczeniu, pisał „Co ona pierdoli?”.

– Innym wyrazem, który też kiedyś był neutralny i z czasem nabrał negatywnego wydźwięku, jest „dupa”. Pod zbliżoną postacią oznaczał po prostu pusty grób, a potem zagłębienie, dziuplę.

Czy w porównaniu z innymi językami polszczyzna jest bogata w niecenzuralne słowa?

– Powiem tak: ich liczbę na pewno zwielokrotnia prefiksalność naszego języka, co oznacza, że wulgarne czasowniki mogą zostać poprzedzone przedrostkami, np. „za”, „do”, czy „od”.

Jaką wartość dla pana, jako językoznawcy, mają przekleństwa?

– Negatywną. Nie zgadzam się, że odgrywają szczególną rolę. W zasobach „dopuszczalnego” słownika można znaleźć słowa pozwalające wyrazić w zupełności wszystko. Przekleństwa uważam za coś w rodzaju zła koniecznego – za coś, co było, jest i będzie. Czasem tylko wulgaryzm może się przydać do rozważań lingwistycznych. Porównując zdania „gówno widzę” i „widzę gówno”, możemy dostrzec rolę szyku wyrazów w języku polskim (tylko w drugim przykładzie wyraz na literę „g” jest rzeczownikiem, a w pierwszym zaimkiem nieokreślonym „nic”).

Dużo mówi się o tym, że SMS-y, czaty czy mejle sprawiają, że ludzie piszą bardziej niestarannie.

– A może z czasem podkreślające błędy edytory tekstów czy tryb T9 w komórkach sprawią, że ludzie będą pisali poprawniej? Choć zawsze trzeba pamiętać, że większość języków nie jest zapisywana.

Skoro jesteśmy przy nowych technologiach, nowej epoce – co sądzi pan o niszowym, aczkolwiek wypowiadanym od czasu do czasu pomyśle, aby „zeuropeizować” (czytaj: zanglizować) język polski? Miałoby to nastąpić poprzez rezygnację z takich znaków jak „sz” lub „cz” na rzecz angielskich „sh”, „ch”, które są zdecydowanie bardziej zrozumiałe dla ludzi na całym świecie.

– To straszna utopia, a każda utopia jest bliska myśleniu magicznemu. Kilkanaście lat temu byłem na konferencji w Białymstoku, którą zorganizował prof. Walery Pisarek, zasłużony językoznawca. Gdy dyskusja zeszła na temat ortografii, podałem profesorowi kartkę z napisem: „Yeshche Polsca…”. To go zdruzgotało. Skoro osoby anglojęzyczne nie kwapią się do narzucania nam swojej pisowni (a nawet same często piszą Krakow zamiast Cracow), nie ośmieszajmy się, wychodząc przed szereg. Czy wyobrażacie sobie, żeby Francuzi przemianowali nazwę paryskiej ulicy Champs Elysées na Shanz Alyzay, a Niemcy nazwę swego kraju zaczęli zapisywać jako Doychland?

Najgorzej by było, gdybyśmy dostosowali się do angielskiego, a ten przestałby odgrywać rolę najważniejszego języka świata. Tuż po II wojnie światowej mało kto przewidywał, jak ważna stanie się angielszczyzna.

– Nie jestem w stanie przewidzieć przyszłości, ale jedno jest pewne: w przeciwieństwie do chińskiego, francuskiego czy rosyjskiego język angielski ma ten wielki plus, że nie kojarzy się z konkretnym państwem, a w rezultacie przyjmowanie tego języka nie jest odczytywane jako podporządkowywanie się komuś. Prócz Wielkiej Brytanii i USA język angielski jest oficjalnym językiem kilku dużych krajów, jak Kanada, Australia, Indie czy Republika Południowej Afryki. Przy okazji zwrócę wam uwagę na ciekawą sprawę. Ktoś, kierując się liczbą użytkowników angielskiego i chińskiego, doszedł do wniosku, że odgrywają podobną rolę. Nie sugerujmy się jednak tym, że co piąty mieszkaniec naszej planety mówi po chińsku. Ważne jest to, ilu ludzi używa języka chińskiego jako drugiego po ojczystym – a angielskiego?

A co z głosami mówiącymi, że język polski jest zagrożony i za dwa-trzy pokolenia wszyscy będziemy mówić tylko po angielsku?

– Nonsens. Zapożyczenia o niczym nie świadczą. W języku japońskim jest wiele zapożyczeń angielskich, ale przecież Japończyk wcale nie woli mówić po angielsku. Zacznę się martwić, gdy pierwsza polska wieś przejdzie na angielski i gdy naszym chłopom będzie łatwiej porozumiewać się po angielsku niż po polsku. Tak zresztą stało się kiedyś w Irlandii, gdzie ojczysty język celtycki ostał się tylko na zachodnim wybrzeżu.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 31/2015

Kategorie: Książki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy