Od redaktora do ministra policji

Od redaktora do ministra policji

Krzysztofa Kozłowskiego przedstawiać nie trzeba, dlatego z dużym zaciekawieniem rzuciłem się na książkę – wywiad rzekę. I tu, muszę przyznać, spotkał mnie pewien zawód. Liczyłem na zderzenie racji rozmówców. Z jednej strony, mamy przecież potomka ziemian, wywłaszczonych przez Polskę Ludową, a z drugiej, syna gen. Wacława Komara, nietuzinkowego reprezentanta ruchu komunistycznego i władzy ludowej. Rozmowa Kozłowskiego z Michałem Komarem dawała znakomitą możliwość zderzenia poglądów znanego publicysty „Tygodnika Powszechnego” z racjami ojca rozmówcy, bez względu na to, czy syn je podziela, czy też nie. To zderzenie stanowiłoby świetną dysputę na temat PRL, a tak jest, niestety, niewykorzystaną szansą. A szkoda. Podobnie można ocenić fragmenty wywiadu odnoszące się również do Polski sanacyjnej i panujących w niej stosunków społecznych, której ocen Kozłowski stara się unikać, najczęściej zasłaniając się poglądami członków rodziny.
Czy zatem książka nie jest godna polecenia? Wręcz przeciwnie, jest ona bowiem niezwykle interesująca w sferze opisu środowiska „Tygodnika Powszechnego”, jego relacji z hierarchami kościelnymi, władzą państwową czy cenzurą. Czytelnik zaciekawiony będzie fragmentami opisującymi działalność Kozłowskiego w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Tu widać, że broni on sposobu transformacji i tego, co nazywa się III RP.
Rozmowa z Komarem jest dopełnieniem powstałej 18 lat temu książki „Gliniarz z ťTygodnikaŤ”. Warto sięgnąć po te dwie pozycje, by sprawdzić, na ile „Historia z konsekwencjami” jest swoistym suplementem tej wcześniejszej i na ile zmienił się (po doświadczeniach z IV RP i jej wyznawcami) pogląd Kozłowskiego na otaczający go świat, a dokładnie Polskę. To porównanie nie tylko historyków może prowadzić do ciekawych wniosków.

Historia z konsekwencjami. Rozmawiają Krzysztof Kozłowski i Michał Komar, Świat Książki, Warszawa 2009

Oblicza zbrodni

Vivien Spitz była reporterką w procesach nazistowskich lekarzy, którzy sprzeniewierzyli się nie tylko przysiędze Hipokratesa, ale wszelkim normom moralnym. Książka Spitz to wstrząsająca, bogato udokumentowana relacja z tychże procesów. Autorka słusznie wyszła z założenia, że najlepiej będzie, jak przemówią świadkowie i sami zbrodniarze. Ich nieludzkie działania są opisane z tak pełnym realizmem, że normalny człowiek czasami zadaje sobie pytanie, czy to możliwe, by nazistowska ideologia doprowadziła wykształconych ludzi aż do takiego zdziczenia.
Dla czytelnika pewnego rodzaju zaskoczeniem będzie wstęp Fredericka Abramsa, który podaje, że w stosowaniu eksperymentów (choć nie na taką skalę) hitlerowskich medyków wyprzedzili lekarze w Ameryce i stalinowskiej Rosji. Nie zmniejsza to jednak odpowiedzialności Niemców za zbrodnie w imię rzekomego postępu w medycynie. Zbrodnie na niespotykaną skalę.
Zbrodni w innym wydaniu, choć niekiedy też na masową skalę, dotyczy książka Castledena. „Seryjni zabójcy” to nie jest lektura do poduszki. Choć nieco powierzchowna, daje wiele do myślenia. Ta konstelacja postaci, które mają krew na rękach, choć nierzadko nie zabiły ani jednej osoby, wiele wnosi do poznania przeszłości i współczesności. Na książkę składają się odpowiednio pogrupowane i usystematyzowane krótkie szkice postaci, które wiele znaczą w dziejach świata, ale są i takie, które poza mordowaniem ludzi niczym innym się nie wykazały.

Vivien Spitz, Doktorzy z piekła rodem. Przerażające świadectwo nazistowskich eksperymentów na ludziach, tłum. Jan S. Zaus, Replika, Zakrzewo 2009
Rodney Castleden, Seryjni zabójcy. Od średniowiecza do czasów współczesnych, tłum. Ewa Westwalewicz-Mogilska, Bellona, Warszawa 2009

Wydanie: 22/2009

Kategorie: Książki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy