PPS to już tylko historia?

Nikt tak jak Witold Skrabalak nie przedstawił po 1989 roku obszernego zarysu dziejów ruchu socjalistycznego

Polską Partię Socjalistyczną założono przed 118 laty. To szmat historii, więcej niż jedna epoka. Już pięć pokoleń uczestniczy w tej historii, po swojemu ją odbiera i opisuje.
Książka Witolda Skrabalaka o polskich socjalistach w XX w. jest spojrzeniem z pozycji ostatniej generacji ruchu i przez pryzmat warunków współczesnej Polski. Autor w młodości związany z tradycją PPS (OM TUR), później działacz ZMP i PZPR, po 1989 r. z wielkim entuzjazmem poświęcił się pracom nad wznowieniem działalności PPS i TUR. Prowadził też studia nad historią PPS, których rezultatem jest ostatnio wydana książka. Ma prawo swoistego pierwszeństwa, po 1989 r. nikt nie przedstawił tak obszernego zarysu dziejów ruchu socjalistycznego.
Uwaga autora skupia się na czasach najnowszych. Sytuacji i problemom polskiego ruchu socjalistycznego w czasie II wojny światowej i następnie zimnej wojny poświęca sześć rozdziałów, niemal połowę książki. Dziejom PPS po 1989 r., a właściwie jednemu tylko dziesięcioleciu, 1990-2000 – trzy rozdziały. Przedmiot rozważań rysuje się klarownie aż do 1989 r.: są to wszystkie nurty polskiego socjalizmu, związane w ten czy inny sposób z Międzynarodówką Socjalistyczną, nie wyłączając dziejów i ludzi tzw. Odrodzonej PPS w Polsce Ludowej. Także, co należy podkreślić, losów byłych pepeesowców w PZPR. Po 1989 r. przedmiot rozważań zawęża się do działań w obszarze wznawiania działalności PPS w kraju. Poza polem zainteresowania pozostają lewicowe i w istocie socjaldemokratyczne partie

wyłaniające się z „Solidarności”,

takie jak Unia Pracy oraz partie popezetpeerowskie – SdRP oraz SLD, choć ich socjaldemokratyczny status polityczno-ideowy uzyskał akceptacje międzynarodowego ruchu socjaldemokratycznego. Można zrozumieć powody takiego zawężenia pola rozważań, autora interesowały wyłącznie dzieje PPS we wszystkich jej nurtach i odmianach, rzeczywistość jednak postawiła tu pewien znak zapytania.
Skrabalak opiera rozważania na bardzo obszernej literaturze tradycyjnej i najnowszej. Udanie popularyzuje i ciekawie interpretuje wiele skądinąd znanych ustaleń z zakresu ideowego i politycznego dziedzictwa polskiego ruchu socjalistycznego. Chciałbym jednak zwrócić uwagę przede wszystkim na te ujęcia i akcenty, jak sądzę, charakterystyczne dla generacji autora, ukształtowanej w istocie już w PRL. Polski ruch socjalistyczny był wielonurtowy, PPS dzieliła się na frakcje, okresami dochodziło do rozłamów, czasami równolegle działało kilka partii. Bywało, że namiętnie się zwalczały. Skrabalak o tym wie, ale w żadnym z tych nurtów nie uczestniczył na tyle, aby czuć się jego patriotą, ale też żadnego nie wyklina ani nie stawia poza nawiasem ruchu. Wszystkie wniosły coś istotnego do socjalistycznej tradycji i autor stara się ten wkład odsłonić oraz ocalić. Jest zapewne w tym odbicie wysiłków, w których sam uczestniczył, starając się zjednoczyć je wszystkie w dziele odbudowy PPS.
Książka Skrabalaka skłania do namysłu nad następującym pytaniem: dlaczego mimo wspaniałej tradycji i mimo uporczywych wysiłków wielu zacnych ludzi nie udało się po 1989 r. odbudować PPS w skali zapewniającej trwałe i znaczące miejsce na scenie politycznej? Sam boleję z tego powodu, gdyż żywię głęboki sentyment do partii mojej młodości. Obawiam się, że jestem już

ostatnim z żyjących

członków Rady Naczelnej Odrodzonej PPS.
Widzę kilka przyczyn tego stanu rzeczy. Być może najsilniejsze okazały zmiany struktur społecznych, które spowodowały zanik tych segmentów będących oparciem dla tradycyjnych polskich partii politycznych, poza ruchem ludowym, który swoją chłopską bazę w pewnym, dość już skromnym zakresie zachował. Podstawą społeczną PPS była „arystokracja robotnicza” w dobrym tego słowa znaczeniu, robotnicy wysoko kwalifikowani, nie najgorzej sytuowani, kulturowo i moralnie solidni, często o imponującym pozaszkolnym wykształceniu, szerokich horyzontach i wielkim autorytecie środowiskowym. Ta formacja już zanikła. Nie jest to jednak wyłączna przyczyna, niejeden ruch polityczny zdołał się przestawić na nową bazę społeczną o podobnych politycznych i ideowych inklinacjach. PPS takiego oparcia nie znalazła.
Doświadczenie dowiodło, że w Polsce po 1989 r. nie było dostatecznie szerokiej bazy dla innej lewicy niż wyrastająca z przekształcających się struktur Polski Ludowej, czyli dla lewicy zwanej niesłusznie „postkomunistyczną”. Jest to zrozumiałe, jeśli się bierze pod uwagę, że Polska Ludowa mimo wszystkich jej wad angażowała w różnorodne sprawy i działania, w tym czy innym okresie, ogromną większość lewicowego potencjału społecznego, również pepeesowskiego. Czy ta lewica – nazwijmy ją popeerelowską – nie mogła się rozwinąć w nawiązaniu do tradycji PPS? Teoretycznie było to możliwe. PZPR wszak powstała z przymusowego wprawdzie i nierównoprawnego, ale jednak połączenia PRR i PPS. Wiele tysięcy pepeesiaków w niej działało i w pewnym okresie – m.in. zwrotu październikowego – wycisnęło swoje piętno na jej polityce. Skrabalak to trafnie dostrzega. Jednak zmiana ustrojowa 1989 r. przyszła dość nieoczekiwanie, mało było czasu na przemyślenia i mało tych przemyśleń. Młodzi twórcy „nowej” popezetpeerowskiej lewicy nie brali na serio możliwości

podniesienia sztandaru

PPS lub jednego z jej nurtów. Bliższa im była dość mglista tradycja „nurtu demokratycznego w PZPR”, a poza tym w ogóle przeszłością się nie przejmowali, choć miała ich rychło i boleśnie dopaść. Poza tym tradycja PPS miała swoich strażników na emigracji i w kraju, wtedy wobec koneksji z „postkomuną” nieufnych. Wyszło, jak wyszło.
Czy PPS zatem to już tylko historia? Czy też nie wygasły szanse, że jej sztandar zostanie podjęty przez znaczne siły społeczne? Nie wykluczałbym tego. Lewica – nie tylko polska, lecz także światowa – znajduje się w głębokim kryzysie ideowo-politycznym. Nie ma bowiem jasnych, apelujących do wyobraźni, ale specyficznie lewicowych propozycji wobec zupełnie nowych wyzwań współczesności. Takie propozycje nieuchronnie się pojawią i wokół nich będzie się formować od początku lewica, i ta stara, i nowa. Wtedy też przewartościuje jeszcze raz tradycję. Warto zatem dbać, aby jej szlachetny pepeesowski nurt nie poszedł w zapomnienie.

Witold Skrabalak, Polscy socjaliści w XX wieku, Ich rodowody oraz uwarunkowania ich działalności, Philips Wilson, Warszawa 2010

Wydanie: 4/2011

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy