Praca na kartki

Praca na kartki

Bezrobocie będzie wysokie, bo…
nawet państwu to się opłaca

W Polsce bezrobocie jest duże i rośnie. Mamy problem pracy, a dokładnie pracy na podstawie legalnej umowy. Bo już praca na czarno i na podstawie różnych umów śmieciowych, czasem tak fikcyjnych, że przechowywanych w biurkach na wypadek kontroli, jest bardziej dostępna. Stąd często ogłaszane są konkursy na pojedyncze stanowiska, do których zgłasza się po kilkudziesięciu kandydatów.
Jaki z tego morał? Wydawałoby się, że stwierdzenie, iż system gospodarczy jest niewydolny. Nie daje on pracy dla rzeszy ludzi. Za zbędne można uznać ok. 2 mln osób, które wyjechały do pracy za granicę. Kolejne 2 mln pozostają bezrobotnymi w kraju. Nie oznacza to, że oni nie pracują, bo częściowo są zatrudnieni w szarej strefie gospodarczej. Ocenia się, że w rolnictwie ukryte bezrobocie obejmuje przynajmniej 1 mln osób, co łatwo obliczyć, jeśli uwzględni się fakt, że większość gospodarstw rolnych nie produkuje na rynek. Warto te liczby ciągle przypominać, bo nie tylko PKB informuje o stanie gospodarki.

Miliardy od emigrantów

Można zauważyć, że te 5 mln osób też przyczynia się do rozwoju gospodarczego. Pracujący za granicą przysyłają rocznie ok. 15 mld zł, które zwiększają konsumpcję krajową. Pracujący na czarno obniżają koszt pracy, co pozwala ich pracodawcom konkurować niską ceną na rynku towarów i usług. Ukryte bezrobocie na wsi powoduje, że pewna grupa osób żyje biednie, ale nie domaga się świadczeń socjalnych. Istotną cechą tego zjawiska jest tymczasowość. Znaczna część społeczeństwa żyje z dnia na dzień, nie płaci składek na świadczenia emerytalne i nie gromadzi oszczędności. Nie ma płatnych urlopów i świadczeń przy wychowywaniu dzieci. Nie płaci też podatków. Z tego powodu budżet ma kłopoty. Radzi sobie przez zaciąganie długów, korzysta z dotacji unijnych i sprzedaży majątku wypracowanego w PRL, kiedy kosztem konsumpcji budowano nowe zakłady. Są to rozwiązania krótkoterminowe i wkrótce się wyczerpią.
Jaki wniosek stąd wynika? Potrzebne jest wsparcie dla przedsiębiorczości tworzącej nowe, legalne miejsca pracy. Tego należy oczekiwać od biznesu i w tym zakresie go wspierać. A co słyszymy od różnych „gadających głów”, komentujących w gazetach i mediach elektronicznych sytuację gospodarczą? Że trzeba rozwijać pośrednictwo pracy i najlepiej zatrudniać do tego prywatny biznes. To znaczy, że z budżetu państwa powinno się płacić firmom, najlepiej prywatnym, które będą organizowały castingi dla tych kilkudziesięciu osób startujących do pojedynczych stanowisk pracy. Przykłady takiego absurdu trudno znaleźć w obśmiewanych czasach PRL. Tam przy braku towaru stosowano przynajmniej tańsze kartki i nie urządzano kwizu przy kupnie deficytowego mięsa. Może więc drukować kartki na pracę? Drugą receptą na walkę z bezrobociem jest namawianie ludzi niemających pracy do prowadzenia własnej działalności gospodarczej. To też nie jest skuteczny sposób rozwiązania problemu. Nie tędy droga.
Zastanówmy się, co to jest przedsiębiorczość. To zdolność do stawiania zadań sobie i innym, działanie z własnej inicjatywy i branie odpowiedzialności za siebie i innych. To nie to samo co twórczość, która jest działaniem przy braku informacji, jak to zrobić. Twórczość wymaga maksymalizacji wysiłku, często przy nieliczeniu się z kosztami, bo przecież poruszamy się po nieznanej drodze. Oczywiście, są różne stopnie twórczości. Z jednej strony, są nowe osiągnięcia naukowe czy dzieła artystyczne, a z drugiej, może to być samodzielne radzenie sobie z prostszymi problemami. Wtedy zbliżamy się już do definicji pracy, rozumianej jako działanie wykonywane w sytuacji, gdy ktoś określa nam cele i zadania. Wykonawca nie jest bierny, ale skupia się na tym, co produkuje, a nie na sprzedaży. A teraz zastanówmy się, ile z nas jest twórcami, ilu potrafi zachowywać się przedsiębiorczo, a ilu po prostu chce dobrze wykonywać pracę.

Każdemu wędkę?

Otóż w normalnych społeczeństwach europejskich tylko część ludzi, podobno ok. 15%, pasjonuje się przedsiębiorczością rozumianą jako zarządzanie i handlowanie. Inni chcą pracować w różnych zawodach i niekoniecznie handlować swoimi usługami i wytworzonymi towarami. Jeszcze mniej ma predyspozycje do działań twórczych. A to oni tworzą postęp naukowy, rozwijają kulturę, wymyślają nowe produkty, tworzą nowe technologie i usługi. I chcą robić to w sprawnych instytucjach, które stworzą im warunki do efektywnej pracy. Nie chcą tracić czasu ani siły na organizację. To praca bardziej twórcza i mało twórcza tworzy dobrobyt. Przedsiębiorcy mają zapewnić warunki do dobrej pracy i inspirować do innowacji. Nie każdy może i musi być przedsiębiorcą. Dlatego problemu naszego bezrobocia nie rozwiąże się przez namawianie bezrobotnych do zakładania przedsiębiorstw. A słyszymy teraz o ofertach urzędów pracy, które chcą dawać bezrobotnym po 20 tys. zł na uruchomienie własnych jednoosobowych firm. Okazuje się, że mało jest chętnych do przyjęcia takiej propozycji. Dobrze to świadczy o realizmie bezrobotnych. Osoba, która nie radzi sobie na rynku pracy, na pewno nie odniesie sukcesu w znacznie trudniejszej konkurencji biznesowej. Jeśli dla kogoś problemem jest rejestracja firmy, to w ogóle nie powinien zabierać się do prowadzenia biznesu. Dlatego śmieszne są wieloletnie dyskusje polityków o ustaleniu szybkiej ścieżki rejestracji działalności gospodarczej. Najlepszym dowodem na to jest fakt bierności prawie połowy już zarejestrowanych firm.
Pojawiają się też opinie, że ludziom brakuje umiejętności, jakich oczekuje rynek, i stąd problemy z pracą. Ale to jest prawdą tylko wtedy, gdy przyjmiemy, że firmy oczekują pracowników fizycznych za minimalne wynagrodzenie. Tych brakuje, bo proste prace można wykonywać w innych krajach za wyższe wynagrodzenie. Nasza gospodarka niedoboru miejsc pracy nie jest efektywna i wymaga naprawy. Złudą jest, że nowe miejsca pracy przybędą w drodze określonej sloganem, że należy „dawać wędki”, a nie „rozdawać ryby”. Trzeba przyjąć do wiadomości, że nie wszyscy mają naturę łowcy. Większość chce „oprawiać ryby” w sposób zorganizowany przez innych.

Ulgi podatkowe

Podstawowym problemem jest brak innowacyjności w działaniu naszych przedsiębiorców, niezdolność do konkurowania na rynku nie tylko ceną, ale także jakością i nowością. Dlatego potrzebna jest polityka państwa wspierająca biznes w tworzeniu miejsc pracy. Przede wszystkim już funkcjonujące przedsiębiorstwa powinny się rozwijać i zatrudniać nowych pracowników. Chodzi nie o działania wspierające tworzenie jakichkolwiek miejsc pracy, ale o świadome preferowanie dziedzin mających szanse w konkurencji międzynarodowej. Tylko w ten sposób możemy przestać być krajem taniej siły roboczej i miejscem do lokowania prostej wytwórczości, co nie zapewni nam rozwoju, a w ślad za tym miejsc pracy. Z praktyki innych krajów znane są liczne narzędzia takiej polityki, jak choćby precyzyjnie sterowane ulgi w systemie podatkowym. Wiarę w to, że w gospodarce rynek wszystko sam załatwi, ćwiczymy od wielu lat i warto już wyciągnąć z tego krytyczne wnioski.

Autor jest niezależnym ekspertem finansowym

Wydanie: 32/2012

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy