Pracowici na zmywaku

Pracowici na zmywaku

Dziennik „The Guardian” przedstawia raport o sytuacji Polaków w Wielkiej Brytanii

W wielu miastach Zjednoczonego Królestwa można zobaczyć sklepy, o których przed pięciu laty przeciętny Brytyjczyk nie słyszał. To polskie delikatesy, oferujące takie przysmaki jak kabanosy, makowiec czy sok marchwiowy Kubuś. Są one świadectwem nowej fali imigrantów, która napłynęła na Wyspy Brytyjskie – pisze brytyjski „The Guardian”.
Dziennik ten przedstawił obszerny oficjalny raport na temat imigracji z nowych krajów Unii Europejskiej. Dokument został opracowany przez Instytut Polityki Migracyjnej (Migration Policy Institute) na zlecenie Komisji ds. Równości i Praw Człowieka. Przy sporządzaniu raportu wykorzystane zostały statystyki ubezpieczeniowe i dane z urzędów Labour Force Survey (Badanie Rynku Pracy) oraz Worker Registration Scheme.
Raport stwierdza, że imigracja z ośmiu krajów Europy Wschodniej odbyła się w ogromnej skali i w tempie niemal bezprecedensowym. Kiedy w 2004 r. Wielka Brytania otworzyła rynek pracy dla obywateli nowych państw UE, spodziewano się napływu najwyżej kilkudziesięciu tysięcy ludzi. Kwitnąca gospodarka Zjednoczonego Królestwa oraz brak perspektyw w ojczyźnie sprawiły jednak, że w poszukiwaniu lepszego życia ku Wyspom Brytyjskim ruszyły setki tysięcy. Od 2004 r. do Zjednoczonego Królestwa przybyło 1,5 mln imigrantów z nowych krajów UE. Skala tego zjawiska sugeruje, że imigranci tworzą grupę mocno zróżnicowaną, tak jednak nie jest.
Raport zwraca uwagę, że przybysze są do siebie w zadziwiający sposób podobni. Mniej więcej dwie trzecie (czyli milion) pochodzi z Polski, 70% jest w przedziale wiekowym od 18 do 35 lat. Wielu ma wyższe wykształcenie

i wysokie kwalifikacje.

Większość – w przypadku Polaków 63% – przebywała w Wielkiej Brytanii krócej niż rok. Wielu znajdowało pracę, mieszkanie i towarzystwo dzięki pomocy znajomych. W nieunikniony sposób przyczyniło się to do powstania skupisk imigrantów.
Ponad jedna czwarta trafiła do Londynu, aczkolwiek imigranci napłynęli także na tereny wiejskie, takie jak East Anglian Fens czy enklawy podmiejskie, np. Slough w dolinie Tamizy. Znaczący jest fakt, że tylko mniej więcej połowa (700 tys.) tych, którzy przybyli od 2004 r., została w Wielkiej Brytanii. „The Guardian” wyciąga wniosek, że najwidoczniej polskiemu pracownikowi, znajdującemu się na określonym etapie kariery zawodowej, opłacało się przyjechać, zatrudnić się na krótki czas jako sezonowy hydraulik, pracownik sektora rolniczego czy usług, oszczędzić pieniądze i wrócić do domu. Zdaniem gazety, takie krótkoterminowe pobyty w połączeniu z silnymi powiązaniami imigrantów z rodziną w ojczyźnie oznaczają wyzwania zarówno dla samych imigrantów, jak i społeczeństwa brytyjskiego.
Według autorów raportu, nowi imigranci otrzymują niskie płace i pracują przeważnie na stanowiskach niewymagających wysokich kwalifikacji, aczkolwiek często mają wyższe wykształcenie. W wielu przypadkach z powodu niepewności miejsca pracy i zakwaterowania narażeni są na oszustwa i wyzysk. Wbrew powszechnemu poglądowi w przypadku tych ludzi

bariera językowa

wydaje się wyższa niż dla innych grup imigrantów. Ok. 80% imigrantów z Europy Wschodniej, którzy przybyli od 2004 r., mówi w swych domach językiem innym niż angielski. Dla innych grup imigrantów współczynnik ten wynosi 40%. Te niedostatki językowe mają oczywiście wpływ na perspektywy zatrudnienia. Około jednej czwartej nowych imigrantów z Europy Wschodniej ma trudności językowe związane z ich pracą. W innych grupach – tylko 6%.
Ten trend odczuwalny jest także w systemie edukacyjnym.
Z danych zebranych przez szkoły wynika, że 4,4% uczniów, których pierwszym językiem nie jest angielski, mówi po polsku, litewsku, słowacku lub czesku. Organizacje nauczycieli zaapelowały o przyznanie nowych środków, tak aby mogły poradzić sobie z sytuacją i umożliwić tym dzieciom uczenie się angielskiego.
Powyższy problem prawdopodobnie stanie się jednym z tematów podczas najbliższych wyborów, kiedy partie polityczne będą łagodzić lęki wyborców związane z imigracją. Minister ds. społecznych John Denham przyznał, że w niektórych miejscach niechęć do imigrantów z Europy Wschodniej i muzułmanów stała się zachowaniem akceptowanym. Niechęć ta uzasadniana jest różnicami religijnymi, lecz przejawia się w uprzedzeniach rasowych – wywodził minister.
Ale takie uprzedzenia są pozbawione podstaw. Według raportu, imigranci z ośmiu nowych krajów UE wywarli „prawdopodobnie niewielki, ale pozytywny” wpływ na finanse Wielkiej Brytanii. Tylko niewielu można uznać za „stroniących od pracy”. 95% imigrantów mężczyzn i 80% kobiet znalazło zatrudnienie. Imigranci z Europy Wschodniej w znacznie mniejszym stopniu korzystają z zasiłków socjalnych niż miejscowi pracownicy. Wielu pracodawców zatrudnia ich chętnie, ponieważ wykazują wysoką etykę pracy. To zapewne tłumaczy, dlaczego, mimo recesji, bezrobocie pozostaje wśród nich na niskim poziomie. Raport stwierdza, że w trzecim kwartale 2009 r. bezrobocie wśród nowych imigrantów z Europy Wschodniej wynosiło 5%, podczas gdy wśród pracowników urodzonych w Zjednoczonym Królestwie – 7,8%, natomiast w przypadku imigrantów z Indii, Pakistanu i Bangladeszu – 12%.
Jak wynika z raportu, europejscy imigranci zarabiali w 2007 r. 60-70% mediany wynagrodzenia osób urodzonych na Wyspach. W latach 2005-2008 podobne wynagrodzenia otrzymywali nowi imigranci z Pakistanu. Powyższy stan rzeczy rozbudził wśród Brytyjczyków troskę co do wpływu, jaki imigracja z Europy Wschodniej ma na płace mało zarabiających pracowników miejscowych.
Andrea Murray, dyrektor ds. strategii w Komisji ds. Równości i Praw Człowieka, oświadczyła: „Pracownicy z Europy Wschodniej mieli bardzo pozytywny wpływ na brytyjską gospodarkę, dali jej impuls, mimo że część spośród nich powróciła do swoich krajów. Pomimo swego wykształcenia często podejmowali prace znacznie poniżej kwalifikacji. Pracowali na stanowiskach, na których nie chcieli zatrudnić się Brytyjczycy. Taka tendencja może mieć długofalowy wpływ na nasz rynek pracy”. Zdaniem dr Murray, w najbliższej dekadzie w Wielkiej Brytanii wzrośnie zapotrzebowanie na pracowników niewykwalifikowanych, a tym samym na imigrantów z Europy Wschodniej. Władze brytyjskie powinny więc zastanowić się, jak pomóc tym imigrantom, w jaki sposób ułatwić im naukę angielskiego, jak uchronić przed wyzyskiem w miejscu pracy, jakiego wsparcia udzielić regionom, w których znajdują się duże skupiska imigrantów – wyciąga wnioski z raportu dr Murray.
Z przedstawionych na łamach „Guardiana” faktów wynika, że polscy imigranci odnieśli w Wielkiej Brytanii ograniczony sukces. Tylko połowa z nich (jakieś pół miliona) została w tym kraju. Polacy, aczkolwiek dobrze wykształceni, podejmują przeważnie najniżej płatne, z pewnością nużące prace, zarabiają tyle, ile nowi przybysze z Pakistanu, nie osiągnęli awansu społecznego na zauważalną skalę, nie weszli do zawodowej elity. Złośliwy mit o „polskim zmywaku w Londynie” w znacznej części został potwierdzony.
Z pewnością krótkoterminowi emigranci odłożyli trochę funtów, niemniej jednak sezonowa praca na Wyspach przynosi coraz mniejsze zyski. Przeciętnie Polak w Wielkiej Brytanii wysyła rodzinie 500 funtów miesięcznie. Trzy lata temu było to ok. 3,5 tys. zł, dziś, na skutek spadku wartości funta wobec złotego – niecałe 2,5 tys. zł. Być może imigracja do Zjednoczonego Królestwa stanie się opłacalna przede wszystkim dla tych, którzy zdecydują się na pobyt stały.

Wydanie: 4/2010

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy