Pracownik to tylko koszt

Pracownik to tylko koszt

Aż 28% zatrudnionych Polaków pracuje na umowach terminowych. Większość wbrew własnej woli

Ela ma 24 lata i pochodzi ze Świętokrzyskiego. Do Warszawy przyjechała na studia. Niemal od początku naukę łączy z pracą. Imała się już różnych zajęć. Zawsze na „śmieciówce” i za liche wynagrodzenie. Bezpłatne staże – o których pracodawcy mówią, że to wrota do wielkiej kariery – także nie są jej obce. Ela stara się nie narzekać i wiązać koniec z końcem, ale nie jest jej łatwo. – Jestem już zmęczona i nie potrafię rozstrzygnąć, na czym polega mój błąd. Ciągle gdzieś w głowie krąży pytanie, czy mogłam bardziej twardo negocjować warunki – mówi. – Ale w mojej sytuacji nie ma możliwości negocjacji – odpowiada sama sobie po chwili.

Nie wolno wybrzydzać

To samo co Ela odczuwają tysiące polskich pracowników. Nie obijają się, a mimo to są biedni. Z danych opublikowanych przez GUS wynika, że najczęściej wypłacane wynagrodzenie w Polsce w 2014 r. wynosiło 2469 zł brutto, czyli 1786 zł netto. Dla wielu i ten pułap jest nieosiągalny. Aż 1,36 mln osób otrzymywało pensję, która nie przekraczała 1680 zł brutto. To zaledwie 1237 zł na rękę.
GUS rozwiał także wątpliwości dotyczące „średniej pensji”. Dane, które co miesiąc są podawane przez urząd, powodują oburzenie większości społeczeństwa i pukanie się w czoło. Jak Polska długa i szeroka powtarzane jest pytanie: kto tyle zarabia? Na przykład według GUS średnia pensja w listopadzie 2015 r. wyniosła 4164 zł brutto. Sami urzędnicy przyznają, że obraz ten nie jest pełen, ponieważ GUS nie dysponuje danymi z najmniejszych firm, sfery budżetowej i sektora finansowego.

Całość jest dokładnie sprawdzana raz na dwa lata. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, że w 2014 r. mediana (wartość środkowa – połowa pracujących zarabia mniej, a powoła więcej) wynosiła 3291 zł brutto, czyli 2359 zł netto. Oznacza to, że w stosunku do poprzedniego badania z 2012 r. jej wartość wzrosła zaledwie o 122 zł netto.

Jak na tym tle wypada Ela? Od siedmiu miesięcy pracuje w agencji reklamowo-eventowej. Za 30 godzin pracy w tygodniu na umowie-zleceniu otrzymuje na rękę 910 zł. – Na stałe zatrudnienie nie mam szans – mówi. – Problem pojawia się też wtedy, kiedy nie ma projektów i szefowa robi sobie wakacje. Wtedy nie mam pracy ani wypłaty.

Mimo to nazywa siebie szczęściarą. Dlaczego? – Bo naprawdę lubię organizować eventy. Poza tym wielu ludzi nie może liczyć nawet na to, co mam ja – wyjaśnia. Doświadczenie nauczyło ją, że nie można wybrzydzać. Kiedyś odrzuciła ofertę stażu w pełnym wymiarze godzin za 600 zł na rękę. Teraz przyznaje, że pogodziła się z myślą, że na razie na porządną zapłatę nie ma co liczyć.

Pensja z agencji to jednak za mało, by móc się utrzymać, dlatego Ela w soboty za 120 zł dniówki sprzedaje jajka ekologiczne na targach ze zdrową żywnością. W środy z kolei prowadzi warsztaty z polskiej kuchni w jednym z hosteli w centrum. – Moje wynagrodzenie zależy od napiwków, a te różnią się w zależności od grupy. Nigdy nie wiadomo, ile osób przyjdzie i czy będą skłonne do dawania napiwków. Raz przy czterech osobach dostałam 40 zł, następnym razem przy dziewięciu uczestnikach zebrałam 20 zł i 1,5 euro – opowiada.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 4/2016

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy