W pracy nie poklikasz?

W pracy nie poklikasz?

Jak grzyby po deszczu pojawiają się programy pozwalające omijać firmowe blokady stron internetowych Ile czasu spędzasz w pracy na przeglądaniu stron internetowych niezwiązanych z twoimi obowiązkami? Z badań wynika, że średnio godzinę dziennie. W skali miesiąca to dwa i pół dnia. W skali roku – miesiąc. Dlatego szefowie robią, co mogą, by położyć kres tym praktykom. Z oficjalnych statystyk firmy Gemius wynika, że roczne straty z powodu odwiedzania stron, które nie mają nic wspólnego z wykonywaną pracą, mogą wynosić 6 tys. zł rocznie. I to na jednego podwładnego. W związku z tym szefowie firm coraz częściej blokują pracownikom dostęp do stron internetowych, które mogą uchodzić za rozrywkowe. Równocześnie w sieci jest coraz więcej oprogramowań pozwalających omijać firmowe zabezpieczenia. Kto w tej walce jest skazany na porażkę? Praktyka kontrolowanego dostępu Do stron internetowych najczęściej blokowanych przez pracodawców należą Pudelek, Nasza Klasa (obecnie NK), Facebook, Allegro i Kurnik. Nie oznacza to, że nie ma ich więcej. W zeszłym roku wyszło na jaw, że najchętniej odwiedzaną stroną, którą musiał zablokować Podkarpacki Urząd Wojewódzki, był portal Superdywany.pl. Przedświąteczny okres sprawił, że urzędnicy w godzinach pracy masowo zapragnęli zmienić wystrój domów. Dziś praktykę kontrolowanego dostępu do internetu stosuje większość instytucji publicznych i dużych korporacji. Za największego zjadacza czasu uważane są portale społecznościowe. Z raportu przygotowanego przez firmę Kaspersky Lab wynika, że 53% dużych korporacji na świecie blokuje dostęp do nich na służbowych komputerach. W Polsce sytuacja wygląda podobnie. Co drugi polski pracownik przyznaje, że pracodawca nie pozwala mu na korzystanie z portali społecznościowych w godzinach pracy. Wielu pracowników nie widzi niczego niewłaściwego w przeglądaniu w biurze stron pornograficznych. Firma Bitdefender specjalizująca się w programach antywirusowych przestrzega, że w godzinach pracy wchodzi na nie nawet co czwarty mężczyzna. Do dzisiaj pobrzmiewają echa historii japońskiego urzędnika, na którego komputerze w ciągu dziewięciu miesięcy pracy odnotowano 780 tys. odwiedzonych stron erotycznych, co daje wynik ok. 10 tys. stron dziennie, czyli 20 stron na minutę. W Polsce nie słyszeliśmy jeszcze o takim wyczynie, co nie znaczy, że problem nie istnieje. Z drugiej strony, trudno się dziwić szarym pracownikom, kiedy zły przykład idzie z góry. Przed dwoma laty przyłapano Mike’a Bennetta, republikanina z Florydy, na oglądaniu na laptopie zdjęć z nagimi paniami. Nikt pewnie nie zwróciłby na to uwagi, gdyby nie fakt, że robił to podczas posiedzenia Senatu. W tle słychać było debatę o ustawie aborcyjnej. O tym, że internet w pracy jest ważny, zwłaszcza dla młodych ludzi, świadczy ankieta firmy Cisco Systems rozesłana do 3 tys. studentów i młodych przedsiębiorców. Wynik? Ponad 40% z nich zgodziłoby się na niższą pensję, byleby mieć w pracy dostęp do internetu i możliwość korzystania z portali społecznościowych. Czym zatem kierują się pracodawcy? Ograniczanie dostępu ma na celu nie tylko troskę o wydajność pracownika, lecz również bezpieczeństwo użytkowanej sieci. Jako najczęstsze powody prewencyjnych działań informatycznych firma GFI Software podała straty finansowe spowodowane marnotrawieniem czasu pracodawcy, zmniejszenie efektywności podwładnego oraz ryzyko zainfekowania służbowego komputera wirusami. Jak temu zaradzić? Sposobów na uprzykrzenie życia pracownikom nie brakuje. Wielki Brat patrzy Pracodawcy najczęściej całkowicie blokują dostęp do określonych stron. Sama blokada jednak nie rozwiązuje problemu marnotrawienia czasu w internecie, bardziej pomocne w tej sytuacji są programy szpiegujące. W skrajnych przypadkach instaluje się programy, które obserwują profile pracowników na portalach społecznościowych. Każdy ich wpis i aktywność, nawet po godzinach pracy (co jest bardziej kontrowersyjne), są relacjonowane szefowi. O ich popularności świadczy fakt, że sprzedają się w internecie jak świeże bułeczki. W wielu firmach stawia się na oprogramowanie, które monitoruje każdy ruch pracownika na komputerze służbowym. Raz w miesiącu tworzy się statystyki odwiedzanych stron oraz wszystkich działań, które wykonał w danym czasie podwładny. Przykładem jest choćby program Statlook, który nie tylko gromadzi dane o wyświetlanych stronach, ale również pokazuje spędzony na nich czas, a także co tak naprawdę robiło się w Wordzie czy Excelu. Mało tego. Program wskaże wystukiwane na klawiaturze zdania oraz zaznaczy, jakie pliki drukowało się w danym dniu. Regularna analiza ruchu sieciowego, jak fachowo

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc 30,00 zł lub Dostęp na 12 miesięcy 250,00 zł
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 14/2012, 2012

Kategorie: Nauka