Pranie duszy

Pranie duszy

Fanatyzm prezesa jest w jego obliczu, w tym, co i jak mówi. I ciągle to głębinowe poczucie krzywdy, za które się mści. Co chwila powołuje się na brata, którego też krzywdzono, by w końcu go zabić. Kto krzywdził? Szeroko pojęte elity. One są winne, że poległ. Kiedy PiS atakuje sądy i sędziów, to też jest wojna przeciwko elitom. I do wielu ludzi to przemawia. Do tych, którym się nie powiodło, którzy zostali naprawdę skrzywdzeni lub są o tym tylko przekonani. W Polsce tak doświadczonej przez historię trauma przekazywana jest rodzinnie. Spotykałem jednak zwolenników PiS, którym się powiodło, to widać jak na dłoni, ale też są pewni, że są ofiarami. I szukają winnych. To pewna konstrukcja psychiczna, prawdopodobnie trzeba by sięgać do dzieciństwa tych ludzi i ich rodziców, by zrozumieć przyczyny takiego myślenia.

Prezes jest fanatykiem, który zręcznie używa cynicznych narzędzi. Pomysł stworzenia nowego Polaka jest stalinowski, nie da się tego zrobić w demokracji. Stąd próby jej spętania, przy zachowaniu pozorów, że ona funkcjonuje. Ale gruntowne przerobienie duszy to niemożliwa figura, kiedy istnieją internet, setki telewizyjnych kanałów i otwarte granice. I nie ma wielkiego strachu. Udało się to w pełni tylko w Korei Północnej. Fanatyzm, mistyczne myślenie spowodują prędzej czy później katastrofę, oby dotyczyła ona tylko PiS, a nie Polski.

Znamienna jest w PiS nieumiejętność przyznania się do błędu. Wszyscy już widzą, że reforma szkolnictwa, likwidacja gimnazjów to idiotyzm. Źle, że przed laty była taka reforma, ale już lepiej byłoby teraz tego nie ruszać. Widzimy i słyszymy, jaki poziom intelektualny reprezentuje pani minister edukacji. Powinni się z tego wycofać. Ale do tego potrzeba trochę rozumu i wolnej woli, niespętanej obsesją ani konformizmem. Jeszcze bardziej drastyczne jest skrócenie wieku emerytalnego. Nie stać nas na to. I już nawet PiS widzi, że przyszłe emerytury mogą być o 30% niższe.

Pisząc książkę o domu pisarzy w latach 50., po uszy jestem zanurzony w czasach stalinowskich. I mam problem moralny. W archiwach dawnego naszego sąsiada znalazłem samokrytykę ojca. Napisał, ale nigdy jej nie wygłosił. Czy to miała być ściągawka zrobiona na wszelki wypadek? Czy mogę ten tekst ujawnić w książce? To będzie pokarm dla naszych hien narodowych, które żerują na wszelkich słabościach ludzkich, na chwilach upadku, choć w tamtych czasach ci ludzie sami byliby zapewne oprawcami.

Samokrytyka była wtedy powszechnym rytuałem, miała w sobie religijny element przyznania się do grzechu i pokajania. Podobnie jak w chrześcijaństwie istniało przekonanie o grzechu pierworodnym. Każdy był winny, gdyż skażony dawnym myśleniem. Dlatego w ramach partii co jakiś czas odbywało się pranie duszy. Celnie pisze o tym Marci Shore w książce „Kawior i popiół”: „Ów język samokrytyki zakłada potępienie subiektywnych przekonań przez odwołanie do tego, co obiektywne, składający samokrytykę przyznawał, że nie dostrzegał obiektywnej prawdy i nie podporządkował się nieuchronnym prawom rozwoju historycznego”. Samokrytyki były wtedy na porządku dziennym. Skazani w procesach na śmierć też składali samokrytyki. To już nie było dla nich istotne, było za to pouczające dla żywych.

Są w tekście ojca wszystkie gotowe matryce, które muszą się pojawić podczas prania własnej duszy. A nad wszystkim dominuje walka demona starego myślenia z aniołem przyszłości. Ojciec zdradza nawet swoich poetyckich wielkich przyjaciół, Cypriana Norwida i Borysa Pasternaka. Czy robi to szczerze? W tym roku nie ma jeszcze wątpliwości, rządzi nim czarna wiara. I jest też strach. Jak na dłoni widać w tej samokrytyce, że każdy jest niewystarczający wobec konieczności zrewolucjonizowania swojego myślenia, gdyż stare nawyki i normy bronią się uparcie. Dlatego trzeba się ukorzyć i dać się upokorzyć, wtedy łatwiej przyjąć nowe myślenie. To, co jest w tej samokrytyce, było w powietrzu tamtego czasu, wisiało nad głowami jak siekiera, snuło się jak trujący gaz. Tekst pisany jest na kartkach A4, które zdążyły już pożółknąć i kruszą się, czarnym atramentem, dramatycznym pochyłym pismem. Podkreślam, że ojciec nigdy tej samokrytyki publicznie nie złożył, ów brulion jest więc tylko jak senny koszmar, ale w takich snach więcej czasami prawdy niż na jawie. Ten dokument „udręki duszy”, pisany w czasie gdy zaczęto nie tylko artystom przykręcać śrubę, jest jednym z kluczy do poznania, jak zniewalano wtedy ludzi.

Współcześnie samokrytykę złożył publicznie Jacek Kurski. I prezes obdarował go telewizją. Podobnie Ziobro. Prezes wie, że ludzie złamani i upokorzeni będą mu teraz wiernie służyć. A generalnie to nikomu nie ufa, gdyż wedle jego wizji świata człowiek jest z natury zły. Dlatego nie wolno mu dawać za dużo wolności.

Wydanie: 38/2016

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Komentarze

  1. matti
    matti 25 września, 2016, 02:28

    po co ty czytasz te felietony skoro ich nie rozumiesz??

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy