Prawdy i mity o gospodarce PRL i III RP

Prawdy i mity o gospodarce PRL i III RP

W latach 70. zadłużaliśmy się na budowę przedsiębiorstw, teraz długiem finansujemy głównie konsumpcję

W roku 100-lecia odzyskania niepodległości są formułowane tezy propagandowe o sukcesach 20-lecia międzywojennego, zapaści PRL, niewykorzystanych szansach III RP i sukcesach odnoszonych po 2015 r. Warto w tym kontekście zastanowić się nad efektywnością gospodarki. Czy po 1989 r. nastąpił przełom w efektywności polskich przedsiębiorstw?

Różne systemy, różna gospodarka

Sprawność gospodarki ocenia się często przez wyniki przedsiębiorstw. Dominuje pogląd, że nieefektywne przedsiębiorstwa PRL zostały zastąpione w III RP przez przedsiębiorstwa efektywne. Wyniki finansowe to potwierdzają, ale sprawa nie jest taka prosta. Warunki funkcjonowania podmiotów gospodarczych w różnych okresach i systemach gospodarczych są bowiem nieporównywalne. Warto wskazać najważniejsze różnice między gospodarką PRL a III RP. Przeprowadzenie rzetelnej analizy wymaga uwzględnienia przynajmniej kilku podstawowych faktów.

Po pierwsze, w Polsce Ludowej panowała zasada pełnego zatrudnienia. Ukryte bezrobocie było finansowane pełnym wynagrodzeniem, a nie zasiłkiem. W okresie transformacji ustrojowej wyrzucono z rynku pracy ponad 4 mln ludzi (2 mln na emigrację i ponad 2 mln na bezrobocie), a wobec pozostałych zastosowano silny przymus ekonomiczny. Co to oznaczało? Z funduszy wynagrodzeń firm zdjęto wynagrodzenia ponad 4 mln pracowników i tylko w minimalnym stopniu zostało to zastąpione tworzonymi z podatków wydatkami budżetu państwa na zasiłki dla bezrobotnych. A przymus ekonomiczny wobec pracowników stał się silny, bo egzekwowało go nie państwo podlegające naciskom politycznym, tylko armia indywidualnych właścicieli krajowych i zagranicznych. Przy tym duże bezrobocie skutecznie dyscyplinowało pracowników.

Po drugie, państwowe zakłady pracy były obciążone dużymi kosztami działalności socjalnej, edukacyjnej i kulturalnej. Przedsiębiorstwa prowadziły stołówki i ośrodki wczasowe, domy kultury i kluby sportowe, żłobki, przedszkola, a czasem i szkoły zawodowe, zakładową służbę zdrowia i osiedla mieszkaniowe. To wszystko bardzo obniżało efektywność przedsiębiorstw, a po 1989 r. zostało wyrzucone z rachunku wyników firm. Ale większości kosztów tej działalności nie przesunięto na finansowanie z podatków, bo nie przejęły jej instytucje państwowe czy samorządowe, lecz zlikwidowano.

Po trzecie, produkcja przedsiębiorstw była podporządkowana celom krajowej polityki gospodarczej. Na przykład w celu wyrównania poziomu uprzemysłowienia kraju inwestowano w obszarach słabo rozwiniętych gospodarczo. Podrażało to koszty inwestycji przemysłowych. W III RP prywatne inwestycje uruchamiane są na terenach mających już dobrą infrastrukturę przemysłową i dostępną kadrę kompetentnych pracowników. Inwestycje zagraniczne dodatkowo otrzymują różne formy dotacji państwowych (dopłaty do zatrudnienia, zwolnienia podatkowe). To powoduje znaczną różnicę w kosztach funkcjonowania przedsiębiorstw.

Po czwarte, wynagrodzenia w PRL były niskie. Tania praca stanowiła źródło finansowania inwestycji w zniszczonym wojną i zacofanym gospodarczo kraju. Akumulacja często była na poziomie ok. 40% wobec dzisiejszych 20%. Po 1989 r. tania praca również była podstawowym źródłem rozwoju gospodarczego, zwłaszcza jeśli porównuje się ją ze wzrostem wydajności. Różnice polegają na sposobie korzystania z tego strumienia dochodu. W III RP dochody firm były ważnym źródłem finansowania budowy ustroju kapitalistycznego, czyli majątku właścicieli. Te rosnące szybko fortuny powstały w sytuacji, gdy dochody pracowników ciągle są dużo niższe niż w rozwiniętych krajach europejskich. Inaczej mówiąc, niskie koszty pracy ogółu pracowników pozwalały na wypracowanie dużych dochodów właścicieli i menedżerów. Luksusowa konsumpcja grupy ludzi bogatych częściowo była finansowana z zysku, ale w pewnym stopniu też wliczana w koszty funkcjonowania przedsiębiorstw. Z tego powodu wiele małych firm ma dochody w okolicach zera. Efektem jest duże zróżnicowanie dochodowe, a przede wszystkim majątkowe społeczeństwa. Jest to zjawisko słabo zbadane, ale odczuwalne. Jego rezultaty widzimy w polityce.

Po piąte, w PRL rozwój finansowano z pieniędzy wypracowanych przez krajowe przedsiębiorstwa. Poza okresem lat 70. nie było większego zasilania z zewnątrz. W III RP rozwój jest finansowany z kilku źródeł. Dominującym jest wzrost wydajności i tania praca. Przyciągnęło to zagraniczny kapitał, który zbudował potencjał przemysłowy dający dwie trzecie eksportu i połowę towarów na rynek krajowy. Nasz eksport to w większości obroty wewnętrzne zagranicznych korporacji produkujących w Polsce. Towary konsumpcyjne produkowane w Polsce pochodzą z montowni zachodnich firm. Nawet żywność wytwarzana przez polskich rolników jest w dużej części przerabiana i sprzedawana w firmach należących do zagranicznych właścicieli.

Ważnym czynnikiem funkcjonowania gospodarki jest korzystanie z infrastruktury gospodarczej zbudowanej w PRL i nieodnawianej przez długi czas. Tak się dzieje np. w energetyce. Istotnym impulsem rozwoju było dopiero wstąpienie do Unii Europejskiej i korzystanie z jej dotacji. To pozwoliło na rozwój infrastruktury, głównie drogowej, ale także inwestycji w dobra publiczne.

Dla kogo gospodarka jest dobra

Polska systematycznie się zadłuża. Co roku notujemy deficyt budżetu, czyli więcej wydajemy, niż zarabiamy, niezależnie od dobrej czy złej koniunktury gospodarczej. W latach 70. też się zadłużaliśmy, ale w dużej części na budowę nowych przedsiębiorstw, podczas gdy teraz długiem finansujemy głównie konsumpcję. Po 1989 r. znaczne dochody dawało państwu prywatyzowanie przedsiębiorstw państwowych zbudowanych w PRL. Liczyły się też wpływy od osób, które wyjechały do pracy za granicę. Tak więc obecna modernizacja kraju dokonała się dzięki taniej pracy i finansowaniu zewnętrznemu. Oznacza to, że efektywność polskich przedsiębiorstw nie jest wysoka, bo nie zapewnia finansowania wcale niewygórowanych potrzeb społecznych.

W naszym kraju ciągle brakuje efektów gospodarowania w formie wyższych płac, które generowałyby konsumpcję indywidualną, lub wyższych podatków, które pozwoliłby na większą konsumpcję zbiorową. Nie mamy dochodów pozwalających na realizację jednego lub drugiego modelu konsumpcji. W praktyce od 1990 r. realizowaliśmy model konsumpcji indywidualnej, który dawał godne warunki życia tylko mniejszej części społeczeństwa. Teraz rozwijamy pewne elementy polityki socjalnej, czego symbolem jest program 500+, ale dzieje się to przy wsparciu deficytu budżetowego.

W tej sytuacji rodzi się pytanie: dla kogo gospodarka jest dobra? Można powiedzieć, że w prywatnej firmie właściciel się wyżywi. W przedsiębiorstwie państwowym wyżywią się kadry związane z aktualnie rządzącą opcją polityczną. Ale to nie przekłada się jeszcze na poziom życia społeczeństwa.

Wyzwania i zagrożenia

Jakie cechy niepokoją w polskich firmach? Spróbuję wymienić kilka, sięgając do doświadczeń z analizy wielu przedsiębiorstw. Gospodarka polska jest pracochłonna, co w czasie koniunktury prowadzi do obserwowanego ostatnio spadku bezrobocia. Przedsiębiorcom bardziej się opłaca zatrudnianie pracowników, których można w każdej chwili zwolnić, niż kupowanie linii produkcyjnych, co jest inwestycją trwałą. Stąd wzrost zatrudnienia i brak inwestycji. Ale ten trend wkrótce się odwróci i trzeba będzie inwestować w techniczne uzbrojenie produkcji. Nie wszystkie firmy będą mogły sobie na to pozwolić. Małe i słabe przedsiębiorstwa upadną, a silniejsze przejmą ich rynki. Nie będzie to jednak proste wobec zacofania technologicznego większości naszych firm. W polskim eksporcie jest bardzo mały, bo zaledwie 8-procentowy, udział towarów zaawansowanych technologicznie. I są to najczęściej produkty firm mających zagranicznych właścicieli. Dlatego trudno będzie inwestować w nowoczesne branże, gdy dotychczasowa produkcja okaże się nieopłacalna ze względu na brak taniej siły roboczej. Polski biznes cały czas nastawiony był na uzyskiwanie szybkich zysków, a później na bezpieczną konsumpcję. Chętniej kupowano dobra luksusowe, niż ryzykowano inwestowanie w innowacyjne przedsięwzięcia. Nie mogę zrozumieć, dlaczego przedsiębiorcy mający miliardowe majątki nie potrafili wydać kilkuset milionów złotych na finansowanie prac badawczo-rozwojowych. Obawiam się, że teraz też nie będą chcieli tego robić.

Równocześnie narastają wyzwania cywilizacyjne, w których realizowaniu odstajemy od większości krajów Unii Europejskiej. Mamy kłopot z finansowaniem emerytur, a równocześnie obniżyliśmy wiek przechodzenia na emeryturę. Pogłębia się kryzys w służbie zdrowia. UE oskarża nas o bardzo poważne zanieczyszczenie powietrza. Społeczeństwu brakuje ok. 2 mln mieszkań. Mamy jedne z najniższych w krajach UE wydatki na naukę. Nasza gospodarka nie jest innowacyjna i zmiana kierunku przeznaczenia środków UE z funduszy spójności na fundusze służące rozwojowi spowoduje, że nie będziemy umieli skorzystać z pieniędzy unijnych.

To są tylko wybrane problemy, których rozwiązanie wymaga pieniędzy. A czy nasza gospodarka dostarczy nam zasobów do realizacji tych wyzwań? Pytanie to wydaje się retoryczne. W tej sytuacji zamiast rozpatrywać historyczne klęski i zwycięstwa moralne, należałoby zastanowić się nad lepszym gospodarowaniem tu i teraz. Potrzebna jest lepsza praca i mądre zarządzanie. I o tym trzeba rozmawiać, a nie o poprawianiu historii, która już się wydarzyła.

Wydanie: 12/2018

Kategorie: Opinie

Komentarze

  1. nana
    nana 20 marca, 2018, 14:37

    „Po drugie, państwowe zakłady pracy były obciążone dużymi kosztami działalności socjalnej, edukacyjnej i kulturalnej. Przedsiębiorstwa prowadziły stołówki i ośrodki wczasowe, domy kultury i kluby sportowe, żłobki, przedszkola, a czasem i szkoły zawodowe, zakładową służbę zdrowia i osiedla mieszkaniowe. To wszystko bardzo obniżało efektywność przedsiębiorstw”

    A cóż ty, biedny człowieku, wygadujesz?!?

    – Zakład pracy posiadający bazę socjalną – służącą pracownikom, pieniądze na działalność kulturalną, edukacyjną, na stołówki z tanim jedzeniem (bardzo dobrym zresztą!) i na własne ośrodki wczasowe danego zakładu w atrakcyjnych miejscowościach turystycznych i uzdrowiskowych, własne żłobki i przedszkola oraz kluby sportowe i sportowe hale i boiska, to niby jakieś OBNIŻENIE EFEKTYWNOŚCI?????????

    – Przecież jest dokładnie odwrotnie !!!!!!!!!!

    – Efektywność była do tego stopnia wysoka, że ludzie wypracowywali kolosalne nadwyżki mogące być przeznaczone na działalność własną danego zakładu pracy. I było to już po odprowadzeniu „składki” do kasy państwowej.

    Widać kapitalistyczna propaganda do tego stopnia przeżarła już mózgi skołowanym Polakom, że nawet nie potrafią logicznie myśleć.

    Każdy, podkreślam: każdy zakład pracy w Polsce Ludowej był bogaty biorąc od takiego np. POMu (Państwowy Ośrodek Maszynowy) obsługującego wieś pod względem technicznym po KGHM, gdzie miliardowe obroty umożliwiały pracownikom życie wysoko ponad średnią krajową.

    Kapitalizm nigdy nie był i nie będzie efektywny, ponieważ jest oparty na wyzysku pracownika i im wyższy ten wyzysk tym więcej kasy nachapie się kapitalista. Problem polega tylko na tym, że ktoś te produkowane towary musi kupować, więc wynagrodzenie w kapitalizmie dostosowane jest to tego, by zniewoleni kapitalizmem pracownicy mogli nabywać towary, które sami produkują.

    By zapobiegać nadmiernej produkcji likwidowane są okresowo firmy w danej branży, ludzie wyrzucani na bruk a potem nagle niczym z kapelusza prestidigitatora wyczarowywana jest firma produkująca to samo, ale nazywająca się już inaczej, choć właściciel ten sam. Jest to permanentne oszukiwanie ludzi i zniewalanie ich przymuszaniem do pracy tu, gdzie wcale nie jest to choćby sensowne. Nie ma to bowiem za zadanie służyć ludziom, a jedynie pomnożyć majątek kapitalisty; oczywiście do momentu, gdy firma będzie likwidowana a na jej miejsce kiedyś tam powstanie jakaś inna, która zatrudni dużo mniej ludzi ale wyciśnie z nich nawet więcej niż poprzednia.

    Dowodem na to, że kapitalizm jest paranoicznym systemem są monstrualne hałdy śmieci składających się z towarów produkowanych tak wydajnie przez ludzi zniewolonych do pracy na rzecz kapitalisty.

    W czasach Polski Ludowej nie było problemu ze śmieciami, ponieważ produkcja krajowa była dostosowana do potrzeb mieszkańców naszego kraju, a planowanie odgórne było mądre i wykorzystywało nisze tak, że zaopatrzenie było pełne ale śmietniki puste. Po prostu nie produkowano rzeczy zbędnych tylko po to, żeby ludzi zmusić do harówy za grosze i by ludzie w „promocjach” kupowali bezużyteczne badziewie, które następnie wyrzucają oni na śmietnik.

    Jeżeli w kapitalizmie sklepy są pełne ale ludzie głodują, no to przecież sytuacja z czasów Polski Ludowej – gdy sklepy były ponoć puste ale nikt nie głodował była sytuacją optymalną: WYRPODUKOWANY TOWAR BYŁ U LUDZI A NIE W MAGAZYNACH I SKLEPACH !!!

    Jeżeli ktoś nie rozumie takich prostych rzeczy, to już nic mu nie pomoże.

    Nie to jest ważne, co jest w sklepie, ale to jest ważne co każdy z nas ma w domu, np. do jedzenia. Pełny sklep i pusta w domu lodówka to przecież znak wyraźny, że ktoś z ludzi robi idiotów. Nie wiadomo tylko, dlaczego ludzie się na to zgadzają.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Radoslaw
      Radoslaw 21 marca, 2018, 23:16

      Myślę, że nie było intencją autora deprecjonowanie całego systemu socjalnego stworzonego przez PRL-owską gospodarkę, co raczej jego uwzględnienie w całkowitej ocenie efektywności działania tej gospodarki w porównaniu z III RP. Ów obecnie pogardzany „socjal” wyciągnął Polaków z epoki kamienia łupanego, do której właśnie wracają – stąd ta kampania pogardy dla „komuny”. Obecne, coraz bardziej prymitywne pokolenia Polaków nie są w stanie docenić, jaką ogromną wartością były np. utrzymywane przez zakłady przemysłowe ośrodki kultury. W moim rodzinnym mieście było ich 8, nie został ani jeden, bo w wyniku „transformacji ustrojowej” uznano, że dla „robola” kultura to piwo z dyskontu i spacer po galerii handlowej. A za tej „komuny”, co to podobno tak celowo utrzymywała Polaków w ciemnocie, moja ś.p. babcia, prosta włókniarka, częściej chodziła do teatru, niż obecnie niejeden niby-magister. Bo to właśnie Polska Ludowa rozbudziła w niej kulturalne ambicje i za niewielkie pieniądze umożliwiała ich realizację – dzięki wsparciu działu socjalnego fabryki.
      Inny przykład – wspieranie przez przedsiebiorstwa masowej aktywności sportowej. To dzięki temu w klasyfikacjach medalowych wyniki Polski na igrzyskach w Montrealu w 1976 roku biją na głowę rezultaty z Rio sprzed 2 lat. To dzięki temu sprawność fizyczna polskich dzieci w latach 70-tych i 80-tych (kiedy rzekomo głodowały!) była znacznie wyższa, niż obecnie.
      Wracając do gospodarki – PRL-owska miała rozliczne wady i było co poprawiać – ale to już temat na odrębną dyskusję. Niemniej, w ostatecznym rozrachunku i z perspektywy prawie 30 lat tego rzekomo efektywnego „kapitalizmu” III RP, osiągnięcia Polski Ludowej biją na glowę niemal wszystko, co było przed i po niej. Rozpowszechniane obecnie mity o przedwojennej sielance, którą „komuna” rzekomo zaprzepaściła to po prostu bezczelne kłamstwa, zasadzające się na starannym unikaniu faktów, a szczególnie liczb.
      Porozmawiajmy zatem o faktach i liczbach.
      W dekadzie 1921-1931 ludność miejska wzrosła zaledwie o 2.6%. Dla porównania, za PRL wzrosła o ok. 35% na przestrzeni 45 lat – czyli niemal 3 razy szybciej. Liczba samochodów w Polsce na głowę w latach 30-tych była ok. 20-50 razy mniejsza, niż w krajach Europy Zach. Pod koniec PRL – ze 3-4 razy mniejsza. Czyli dystans wobec mitycznego dla Polaków Zachodu skrocił się i to 10-15 razy! To jak to się ma do wygadywanych obecnie bredni, jakoby „komuna zacofała Polskę wobec Zachodu”? Motoryzacja jest bardzo dobrym wskaźnikiem, tak poziomu rozwoju gospodarczego, jak i społecznego. Wprodukowanie samochodu wymaga rozwoju całej gamy przemysłów – metalurgia, chemia, elektrotechnika. Samochody trzeba czymś napędzać – zatem trzeba było zbudować petrochemie. Samochody potrzebują dróg i serwisowania – to wszystko trzeba było zbudować, niemal od zera.
      Z drugiej strony, samochody kupują ludzie, którzy mają już co jeść, gdzie mieszkać i się leczyć – co oznacza, że zaspokajanie tych potrzeb również poprawiało się w porównywalnym, ogromnym tempie.
      A jaki był punkt startu? W 1938 roku polski przemysł wyprodukował ogółem ok. 2 tys. pojazdów. Niemiecki, angielski, francuski – na poziomie 30-100 tys. W dodatku polski został praktycznie zrównany z ziemią podczas wojny, a zachodni jeszcze się rozwinął pracując na potrzeby wojny. 
      Największe osiągnięcie przemysłowe przedwojennej Polski – COP – to ok. 110 tys. miejsc pracy i 60 zakladów. Gierkowska industrializacja – ok. 550 zakladów i jakieś 800 tys. miejsc pracy. No ale w podręcznikach „historii” na temat COP pisze się peany, a o latach 70-tych, że „nieudolni komuniści zadłużyli kraj”. Tylko, że do dziś Polacy korzystają z energetyki powstałej w ogromnej większości w tamym czasie, a lejąc paliwo do samochodów nie wiedzą, że Orlen to rafineria płocka, a Lotos – gdańska, zbudowane odpowiednio w latach 60-tych i 70-tych. No ale co można poradzić, jeśli ten niewdzięczny naród tak sobie dał wyprać mózgi, że pogardza osiągnięciami swoich przodków, jednocześnie z nich korzystając? 
      Fakty są takie, że niemal wszystkie wielkie przedsiębiorstwa (jeszcze) pozostające w polskich rękach – energetyka, petrochemia, wielka synteza chemiczna, KGHM – to zakłądy założne za PRL-u. Fabryka, którą w latach 70-tych budował mój ojciec działa do dziś, tyle że została w 2004 roku sprzedana w zagraniczne ręce. Ot przykład „wybitnego osiągnięcia” III RP.
      Faktem jest, że wszystkie znane mi prywatne firemki przemysłowe, założone po 1989 roku, powstały bazując na PRL-owskiej infrastrukturze czy maszynach, często „przejętych” z państwowych fabryk w mocno niejasnych okolicznościach. No to gdzie byłby dziś polski przemysł, gdyby nie spadek po „komunie”? 
      Faktem jest, że za PRL-u po 18 latach zbudowano niemal do połowy elektrownię atomową w Żarnowcu, natomiast „efektywna” III RP utopiła wszystko w błocie, rozpętując kampanie oszczerstw i porównując ją do Czernobyla – co było zwyczajnym kłamstwem. Natomiast wybitnym „osiągnięciem” III RP było nieustalenie w ciągu 30 lat lokalizacji kolejnej elektrowni – za to zapewniono świetnie opłacane posady dla rozmaitych „ekspertów”.
      Faktem jest, że naukowcy z WAT pierwszy polski laser zbudowali w latach 60-tych, bodaj 3 lata po Amerykanach. W latach 70-tych Polska była w I dziesiątce krajów pracujących w tej dziedzinie. Wszystko to zrobiono w kraju, który w 1945 roku odstawał od Zachodu o 50-100 lat!
      W dowód „uznania” tych osięgnięć Polski Ludowej, dokonano niedawno w Warszawie dekomunizacji ulicy Sylwestra Kaliskiego, jednego z ojców polskich sukcesów na tym polu! No i jak tu nie nazwać Polaków wrednym i głupim narodem? Ja drugiego takiego nie znam.
      Faktem jest, że po 1945 roku zbudowano niemal od zera polską elektronikę (przedwojenna została praktycznie całkowicie pogrzebana pod gruzami Warszawy). Startując z zapóźnieniem wielu dziesiecioleci lat doprowadzono ją na przełomie lat 70/80 do poziomu 5-10 lat za światowymi liderami. To właśnie wtedy, pierwszy i ostatni raz w historii, polski przemysł był w stanie wytwarzać urządzenia tak wyrafinowane, jak mikroprocesory. Dziś nie jest w stanie wytworzyć nawet tych sprzed 40 lat! Po 1989 roku bowiem ponownie niemal zrównano elektronike z ziemią (polskimi rekami!), skutkiem czego dziś jest 50 lat za liderami i wygląda na to, że już się nie podniesie. Sztandarowe projekty III RP w tej dziedzinie – niebieski laser, a ostatnio grafen – skończyły się pięknymi porażkami – właśnie dlatego, że na początku lat 90-tych zniszczono bazę przemysłową, gdzie te wynalazki mogłyby ewentualnie zostać wdrożone. Zresztą, niedługo nie będzie nie tylko gdzie, ale też kto miał takie projekty realizować – mistrzowskim posunięciem III RP była bowiem likwidacja szkolnictwa zawodowego i całkowita degradacja kształcenia w naukach ścisłych i technicznych. 
      Tyle faktów. A wnioski? A pewno takie, że jestem „sierotą po komunie”, bo to uniwersalna „argumentacja ludzi”, których anty-PRLowska propaganda wytresowała jak psy Pawłowa. Tezę „komuna zniszczyła Polskę bardziej niż II w.św. ” przyjmuje się dziś w Polsce bez dowodu. Fakty nie pasują do tezy? Tym gorzej dla faktów.

      Odpowiedz na ten komentarz
      • nana
        nana 22 marca, 2018, 10:14

        Radosław! jestem pod wrażeniem! Jeszcze Polska nie zginęła póki my żyjemy!!!
        Pisz, proszę, więcej. To nie tylko Twój obywatelski obowiązek ale i dawka normalności dla skołowanych mózgów.

        Odpowiedz na ten komentarz
    • barthdesade
      barthdesade 22 marca, 2018, 10:22

      Planowanie dystrybucji dobr nie bylo wcale dobre a pustki w sklepach nie swiadczyly o tym, ze ludzie maja wszystko w domach. Nie pamietasz zatem kolejek po papier toaletowy (chyba, ze uwazasz go za burzujski wynalazek i podcierasz sie gazeta wyborcza), po kawe, po pomarancze, kartek na mieso i cukier, etc. Socjalizm w Polsce byl dobry w zaspokajniu podstawowych potrzeb spoleczenstwa na poziomie statystyk. Niestety taki egalitaryzm ‚kazdemu po rowno’ nie bierze pod uwage ludzkiej psychiki i wbudowanego w niektore jednostki indywidualizmu. PRL staral sie dusic jego przejawy na kazdym szczeblu – nawet na szczeblu kultury i nauki – a to sa dwa pola, ktore indywidualizm popycha naprzod. Do dzisiaj pokutuje w Polsce ten syndrom – brak przelomowych badan naukowych, na uniwersytetach kroluje synteza i pisanie dysertacji na temat innych dysertacji (zwykle zachodnich), kulturowo tez nie tworzymy nic wlasnego (bo przeciez nawet Disco Polo to tylko spiewanie Italo Disco po polsku). Ja wiem, ze PRL byl konieczny aby zapewnic to zyciowe minimum w zniszczonej, powojennej Polsce i uwazam za obrzydliwe negowanie jego osiagniec, ale w pewnym momencie ta formula stracila sens – gdy to minimum zostalo osiagniete ludzie zapragneli czegos wiecej, i nalezalo im to dac, a przynajmniej ich wysluchac a zamiast tego zamknieto ich do wiezien i palowano. Nimal cala obecna ‚elita’ polityczna byla wtedy szykanowana albo wychowana jest na opowiesciach o tym szykanowaniu, wiec trudno sie dziwic, ze zywia dla poprzedniego ustroju nieracjonalny uraz. Obawiam sie, ze Jaruzelski i Kiszczak dali srodowsku postsolidarnosciowemu bat na socjalizm przynajmniej na nastepne pokolenie i ludzie przejrza na oczy dopiero gdy zobacza jak socjal dziala w Szwecji czy w UK. Szkocja w ciagu dwoch lat planuje wprowadzenie pilotazowego programu ‚dochodu gwarantowanego’ na poziomie calego kraju. I jest to rozwiazanie pozwalajace na polaczenie socjalistycznego egalitaryzmu (kazdy bedzie mial zapewnione minimum) z poszanowaniem indywidualizmu jednostki (jesli minimum ci nie wystarcza, nikt ci nie zabroni ‚chciec wiecej’). jesli zda to egzamin zostanie zapewne wprowadzony takze w UK. Ciekawe co wtedy powiedza liberalowie od Balcerowicza na temat nowoczesnego zachodu.

      Odpowiedz na ten komentarz
      • Radoslaw
        Radoslaw 23 marca, 2018, 23:23

        Myślę, że trochę wszystko przemieszałeś, więc pozwolisz, że uporządkuję. Już co najmniej w latach 70-tych było wiadomo, że nadmierny egalitaryzm ma negatywne skutki gospodarcze i społeczne – i wiedzieli to ludzie, którzy mieli praktyczne doświadczenie w gospodarce – jak polowa mojej rodziny pracujaca w przemysle. Ale przecież wybuch spoleczny w 1980 odbywał się właśnie pod hasłami jeszcze większej „urawniłowki”, czego najlepszym, konkretnym przykładem były wymuszone na władzy podwyżki płac o ok. 30% (!) średniej krajowej PO ROWNO dla wszystkich. Już nie mówię o tych „marszach głodowych”,  odbywających się pod hasłem „Wszyscy mamy jednakowe żołądki”. Przecież to najgorszy, prymitywny bolszewizm. Kartkowa fikcja to też wymysł „demokratycznej opozycji”, która jednocześnie storpedowała nawet tak nieśmiałą próbę urynkowienia handlu, jaką były tzw. sklepy komercyjne. To wszystko stoi „jak byk” w postulatach sierpniowych. Jak można było uzdrawiać gospodarkę mając przeciwko sobie wielomilionową armie ludzi, zmanipulowanych przez działaczy solidarnosciowych, kierujących się zasadą „Im gorzej, tym lepiej (dla zdobycia władzy)”? Dlatego urynkowienie handlu żywnoscia mógł przeprowadzić dopiero ostatni rząd PRL latem 1989 roku, kiedy druga strona, pewna zdobycia władzy, już przestałą bruździć.
        A co zostało z tej komunistycznej „urawniłowki”, której domagała się Solidarność? Przeczytałem niedawno, że obecny prezes Orlenu zarabia rocznie ok. 3 mln złotych – czyli ze 100 razy tyle, co najniższa pensja krajowa. Pan prezes nie odpowiada za nic, „kieruje” firmą, która bez żadnego wysiłku z jego strony znosi złote jaja. Kiedy ta firma za PRL powstawala i nazywała sie po prostu rafineria płocka, to dyrektor, który nią kierował zarabiał może z 5 razy tyle, co sprzątaczka, musiał być inżynierem lub ekonomistą z co najmniej 10-letnim stażem zawodowym i odpowiadał za firmę 24/24h. To kto tu skompromitował socjalistyczne idee, nielicznym płaci za nicnierobienie, a przytłaczającą większość pracujących sprowadził do pozycji chłopa pańszczyźnianego? Takiego nepotyzmu, dyletanctwa, kolesiostwa i partyjniactwa na stanowiskach kierowniczych, jak obecnie, to za PRL-u nie było chyba NIGDY! A już na pewno nie w latach gierkowskich i pózniej. Dlatego tamte pokolenia były w stanie w 18 lat zbudować do połowy elektrownię atomową, a „nowi” po 1989 r. tylko zrównać ją z ziemią i brać pieniądze za niezbudowanie kolejnej – przez 30 lat!

        Co się tyczy sztuki i kultury – ty chyba człowieku nie wiesz, o czym mówisz. Mimo różnych nacisków ze strony władzy, to właśnie w czasach Polski Ludowej polska kultura wniosła NAJWIĘCEJ do światowego dziedzictwa. Polska szkoła filmowa, polska szkoła plakatu, polski jazz, polscy konserwatorzy zabytków, pianiści, dyrygenci, rzeżbiarze – to wszystko zaistniało na świecie na skalę nieznaną w historii – dzięki mecenatowi państwa, które rzekomo tak kulturę tłamsiło. Kiedy zmarł Ryszard Kapuściński, to pisały o tym na pierwszych stronach największe światowe gazety. Kiedy u licha zdobył te sławę? Nie wiem, ile masz lat, ale chyba pochodzisz z pokolenia, które po prostu nigdy o tym wszystkim nie słyszało, a obecna chamska propaganda i cenzura dba, żeby młodzi Polacy nigdy nie usłyszeli. 
        Paradoksalnie, PRL-owska cenzura znakomicie przysłużyła się polskiej kulturze. Twórcy trzymali się z daleka od politycznych brudów, dzięki czemu skupiali się na człowieku i społeczeństwie – a to są tematy najważniejsze, uniwersalne i ponadczasowe, które zapewnily polskiej kulturze swiatowe uznanie. 
        Przyszedł wolny rynek schlebiający najbardziej prymitywnym gustom, to się skończyła polska kultura, a państwo wspiera tylko propagandowe knoty.
        Dlatego „Rękopis znaleziony w Saragossie” to legenda światowego kina, natomiast „Smoleńsk” czy filmy o „wyklętych” to toksyczne odpady przemysłowe.
        Co się tyczy nauki i techniki – przykładowe porównanie dokonań PRL i III RP przedstawiłem w swojej wypowiedzi powyżej. Obawiam się, że polska nauka już NIGDY nie stworzy niczego wartościowego, z tej prostej przyczyny, że została zmieciona PRL-owska baza przemysłowa, która pozwalała na wdrożenia, a która jednocześnie stymulowała badania. Nawet jeśli skuteczność tych badań pozostawiała wiele do życzenia, to jednak zaczęto budować nowoczesny model innowacyjnej gospodarki: uczelnie-instytuty i ośrodki badawczo-rozwojowe – przemysł. Takie systemy tworzy się i usprawnia 10-20 lat, w Polsce to było zaledwie kilka lat epoki gierkowskiej; lata 80-te to  już tylko walka o przetrwanie niszczycielskich sankcji gospodarczych. A po 1989 roku przeprowadzono masowa rzez, z której zostały tylko uczelnie i szczątkowe instytuty państwowe, które dziś skutecznie produkują głównie innowacyjne afery korupcyjne przy marnotrawieniu pieniądzy z UE.

        Poniżej załączam fragment biografii jednego z ojców polskiej mikroelektroniki, przeczytaj, kiedy odniósł największe sukcesy i z kim współpracował:

        „Cezary Andrzej Ambroziak
        (1935-2012)
        Ukończył Wydział Łączności Politechniki Warszawskiej w 1958 r., doktoryzował się (promotor prof. Janusz Groszkowski) w 1963 r., habilitował w 1970 r., tytuł profesora otrzymał w 1974 r. Był wybitnym polskim elektronikiem, uznanym także przez samych Amerykanów za współtwórcę mikroelektroniki, konstruktorem pierwszych (1961 r.) w Europie układów scalonych (patenty z lat 1963 i 1964 na półprzewodnikowy licznik impulsów i monolityczny multiwibrator półprzewodnikowy). Zaproszony przez Uniwersytet Stanford współpracował z wybitnymi uczonymi i praktykami w Dolinie Krzemowej, m.in. z jednym z trzech wynalazców tranzystora i laureatów Nagrody Nobla – prof. Williamem Schockleyem. „

        Kraj, który w 1945 roku był ruiną materialną, intelektualną i moralną. Kraj, gdzie rok akademicki 1945/46 na niejednej uczelni zaczynał się od usuwania gruzów, solidarnie przez akademików i studentów. Gdzie w trudnych powojennych latach zajęcia na I roku prowadzili studenci IV-tego, a wykłady pracownicy z tytułem magistra – bo tak dramatycznie brakowało kadr! Ten kraj zaledwie kilkanaście lat później wydał ŚWIATOWEGO WSPÓŁTWÓRCĘ najnowocześniejszej dziedziny nauk technicznych! 
        Dziś polskiej mikro (a obecnie raczej nano) elektroniki praktycznie nie ma (poza hobbystyczną działalnością paru panstwowych laboratoriów).
        Co ciekawe o tym wybitnym uczonym nie ma słowa w polskiej Wikipedii!!! Pewności nie mam, ale wydaje mi się, że kiedyś znalazłem tam jego biografię. Czyżby odpowiednie bojówki prowadziły operację usuwania z przestrzeni publicznej (takze wirtualnej) wszystkich, którzy dokonali czegoś znaczącego w „niesłusznych” czasach? No to już są metody po prostu hitlerowskie!
        Ludzie, wy chyba naprawdę nie zdajecie sobie sprawy z ogromnej wartości dzieła, które wy czy wasi przodkowie stworzyli w latach 1945-1989, rozwijając najlepsze tradycje polskiego pozytywizmu, a co własnymi rękami, zamiast poprawić, zniszczyliście. Obecna „polityka historyczna” zadba, żebyscie nie pojeli ogromu straty.
        Przez następne 50 lat będą wam opowiadać bzdety, że musicie harować, bo trzeba „nadrabiać zapóznienia komunizmu” – znakomita wymówka, żeby was eksploatować na chwałę zagranicznych korporacji i rodzimych krwiopijców. A na osłodę i zaczadzenie – kolejne fale odpustowego patriotyzmu.
        Poświęciłem kolejny wieczór na ten elaborat. Mam nadzieje, że nie na próżno, że coś to Polakom uzmysłowi.

        Odpowiedz na ten komentarz
        • nana
          nana 24 marca, 2018, 10:20

          Radosław! kropla drąży skałę nie siłą ale częstością spadania!
          Kochany z Ciebie Chłop! Aż ciepło się na sercu robi, że są tacy Ludzie jak Ty.

          Odpowiedz na ten komentarz
          • Radoslaw
            Radoslaw 24 marca, 2018, 22:03

            Wszystkie zawarte w moich wypowiedziach fakty i liczby są prawdziwe – wedle mojej najlepszej wiedzy i woli. Źródeł nie podaję, bo w końcu moje teksty nie są pracami naukowymi, ale kto mi nie wierzy, niech wykona taki wysiłek, jak ja, dotrze do statystyk i mi udowodni, że piszę nieprawdę. Dotarcie do pewnych danych i ich analiza kosztowało mnie trochę wysiłku, ale nie mam nic przeciwko temu, żeby moje teksty były cytowane w dowolny sposób. Byle słuzyły słusznej sprawie odkłamywania straszliwych oszczerstw i manipulacji, którymi tzw. politycy historyczni plugawią dobre imię dwóch pokoleń pokoleń Polaków, uczciwie i owocnie pracujących dla Polski w latach 1945-1989. Ta kampania fałszerstw ma jasny cel – ideologicznego przygotowania do przywrócenia w Polsce porządków, jakie panowały do 1939 roku: wojskowo-policyjnej dyktatury, wszechobecnej dominacji Kościoła, na wpół feudalnych relacji społecznych i brutalnej, kolonialnej eksploatacji przez zagraniczny kapitał. Ten proces jest już bardzo zaawansowany, ale żeby zakończył się pełnym „sukcesem” trzeba Polakom dać stracha na wróble do obszczekiwania i chłopca do bicia – w postaci wyimaginowanej „komuny”. Jeśli więc Polacy (zwłaszcza młodzi) uważają, że te sprawy ich nie dotyczą albo, co gorsza, przyłączaja się do chóru głupców i oszczerców – to kręcą powróz na własną szyję i wszystkich kolejnych pokoleń. Polska Ludowa, przy wszystkich swoich wadach, była jedynym okresem w polskiej historii, kiedy wszyscy Polacy stali się pełnoprawnymi obywatelami swojego państwa. Państwo było autorytarne, ale położyło fundamenty do zbudowania prawdziwie demokratycznego społeczeństwa, gdzie po raz pierwszy w polskiej historii chłop stanął przed byłym ziemianinem wyprostowany – a nie zgięty w pół, nerwowo ściskając czapkę. Dlatego, mimo wszystkich potknięć, zbudowano nieporównanie więcej, niż w całej wcześniejszej polskiej historii, kiedy 80-90% populacji było klasą na wpół niewolniczą, która miała wyłącznie prawo do modlenia się i pracowania – na innych.
            Obecnie wraca feudalizm w zmienionych dekoracjach, a rzekoma demokracja sprowadza się do pustego aktu wyborczego, który ma w zasadzie trzeciorzędne znaczenie, bo wszystkie dominujące siły polityczne są zgodne co do fundamentalnej idei kontynuacji II RP.

            Na tym kończę, bo nie chcę dalej monopolizować tego forum.
            Kłaniam się!

        • barthdesade
          barthdesade 29 marca, 2018, 11:00

          Nawet jesli w latach 70-tych wiadomo bylo, ze egalitaryzm w nadmiarze jest niebezpieczny spolecznie, to nic w tej sprawie nie zrobiono – wrecz przeciwnie, odwolujac sie do przemocy skutecznie zniechecono do socjalizmu miliony robotnikow, ktorych rzeciez partia miala reprezentowac, aczkolwiek zdaje sobie sprawe, ze byl to raczej wynik konfliktu wewnetrznego PZPR miedzy betonem a strukturami poziomymi niz autentycznie zla wola. Nie mniej jednak wynik jest jaki jest – nawet robotnik pracujacy dzisiaj na tasmie produkcyjnej za stawke glodowa, mimo, ze jego dyrektor zarabia miliony, powie, ze dobrze, ze socjalizm sie skonczyl, mimo, ze kompletnie nie rozumie, czym socjalizm jest ani faktu, ze jako idea, nie ma on w zasadzie konca. Co sie tyczy kultury i nauki: przedstawiasz przyklady pokazujace w calej rozciaglosci to tlamszenie indywidualizmu – polski jazz (skandinand znakomity) byl rozwinieciem jazzu zachodniego i jako taki byl niemal zepchniety do podziemia a nasi jazzmani grali przede wszystkim na statkach wycieczkowych (zachodnich) – oczywiscie bylo to lepsze niz dzisiejszy rock czy pop, ktore takze wzoruja sie na zachodnich pierwowzorach, jednak czynia to miernie (no moze wyjatkiem jest polski metal, ktory ma dosc dobra opinie na swiecie). Polskie kino bylo, nie powiem, ineteresujace, ale swietnie podsumowal je inzynier Mamon – dluzyzny, na dodatek z powodu cenzury bardzo oszczedne w poruszaniu waznych spolecznie spraw. W tym czasie na zachodzie w latach 70-80tych tworzyli wybitni artysci kina jak Greenaway, Lynch czy Kubrick, ktorzy MOGLI poruszac kazde tabu spoleczne i nie byli przy tym kontrolowani przez cenzure. Nasi rezyserzy jak Wajda czy Polanski takze odnosili sukcesy – ale na zachodzie. To samo sie tyczy innych galezi sztuki – w literaturze mielismy Lema, mielismy Kapuscinskiego, Kolakowskiego, mielismy Hlaske czy Wojaczka – wszyscy genialni, wszyscy jednak w kontrze do systemu, starajacy sie przemycic jakies kawalki ich indywidualizmu przez filtry cenzury. Wydajacy czesciej we Francji czy USA niz w kraju – i czesciej tam doceniani. Co do nauki – nie neguje faktu, ze mielismy jednostki genialne, ale w Polsce nie bylo klimatu do ich rozwoju. Wiekszosc z ich osiagniec doceniono na zachodzie, a nie w kraju. Myslisz, ze czym byl spowodowany eksodus polskich naukowcow w latach 70-90? Tylko pieniedzmi? Nie sadze. Pamietam znajomych pracujacych w zespolach badawczych dla ktorych osiagnieciem godnym swietowania bylo skopiowanie jakiegos zachodniego komponentu. W tym czasie w USA, Japoni i UK istnialy tysiace zespolow pracujacych nad wymyslaniem i wdrazaniem nowych rozwiazan. Nawet stu genialnych polskich elektronikow nic by tu nie pomoglo, szczegolnie, ze system uniwersytecki nastawiony byl bardziej na edukacje niz badania – co bylo wymogiem w latach 50-60 aby stworzyc kadry, ale przezytkiem po latach 70tych wobec dynamicznie rozwijajacej sie nauki swiatowej (ten system nadal sie zreszta utrzymuje i przyczynia do braku produktywnosci polskiego przemyslu). PRL mial swoje osiagniecia, i absolutnie ich nie neguje. Odbudowanie kraju po wojnie, likwidacja ubostwa i analfabetyzmu, elektryfikacja, uprzemyslowienie, rozwoj spoldzielczosci czy darmowa sluzba zdrowia to byly wielkie projekty, ktore zmienily nasz kraj na plus i za ktore powinnismy byc naszym rodzicom wdzieczni. Nie byly to jednak projekty nastawione na wspieranie indywidualizmu. Uwazam, ze reforme partii i poluzowanie centralizmu nalezalo przeprowadzic natychmiast w latach 70-tych a nie czekac z tym do ‚wiecznego nigdy’ pozorujac tylko dzialania reformatorskie. A tak mamy to co mamy – IPN-owskie krucjaty przeciw pamieci tych, ktorzy wlozyli tyle wysilku w odbudowe naszego kraju.

          Odpowiedz na ten komentarz
      • barthdesade
        barthdesade 29 marca, 2018, 11:14

        Swoja wypowiedzia dajesz swiadectwo swojego inetelektu. Gratuluje typowy polaczku-cebulaczku. Twoja pograda ma dla mnie niewielkie znaczenie – nie zwyklem przejmowac sie ludzmi, dla ktorych inwektywy sa jedynym srodkiem wyrazania swoich przemyslen. A teraz do meritum – jakie klamstwa? Ze w sklepach byly pustki, ze byly kolejki? Ja nie potrzebuje do tego zachodniej propagandy – ja wtedy zylem w Polsce i swietnie te czasy pamietam.

        Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy