Prawdziwy sens zmiany daty Święta Narodowego Rosji

Prawdziwy sens zmiany daty Święta Narodowego Rosji

Prof. Andrzej Walicki polemizuje z Anną Żebrowską z „Gazety Wyborczej”

Artykuł Anny Żebrowskiej „1612 – mity nowej Rosji” („Gazeta Wyborcza”, 2 listopada 2007, s. 18) zaczyna się od słów: „Prezydent Borys Jelcyn odciął się od rewolucji październikowej, a jej rocznicę, 7 listopada, przechrzcił na Dzień Jedności Narodowej. Prezydent Władimir Putin odciął się od epoki Jelcyna – od dwóch lat Rosjan

ma oficjalnie jednoczyć

data 4 listopada upamiętniająca klęskę polskiej interwencji z roku 1612. Aby meandry polityki zrozumiało nawet dziecko, Kreml zamówił filmowy manifest nowej Rosji – superprodukcję ť1612Ť przeznaczoną dla widowni od lat 12”.
W ostatnim „Przeglądzie” opublikowałem artykuł pt. „Lekcja rewolucji” zawierający inny, prawdziwy opis podanych przez p. Żebrowską faktów. Otóż nie jest prawdą, że „Putin odciął się od epoki Jelcyna”: również Jelcyn bowiem odcinał się od rewolucji październikowej, zamieniając jej święto na dzień „wyzwolenia Moskwy od polskich interwentów przez rosyjskie pospolite ruszenie”. Prawdą jest, że zadecydowała o tym nie intencja antypolska, lecz przypadek – kalendarzowa bliskość daty 7 listopada (rocznica rewolucji) z datą 4 listopada (wyzwolenie Moskwy). Manewr ten pozwolił

znieść świętowanie rewolucji

bez rozdrażniania ludzi przyzwyczajonych do święta 7 listopada, które nie zostało zniesione, tylko nazwane inaczej. Odnotował to Jerzy Giedroyc na łamach „Kultury” (nr 4, 1995, s. 128), pisząc: „Prezydent Borys Jelcyn ustalił, że dzień 7 listopada będzie świętem „Dnia wyzwolenia Moskwy od polskich interwentów przez rosyjskie pospolite ruszenie” (jest to dzień, w którym polska załoga Kremla osadzona tam przez hetmana Żółkiewskiego skapitulowała w 1612 r.). Dzień 7 listopada był poprzednio świętem rocznicy rewolucji październikowej. Miejmy nadzieję, że w rewanżu Polska nie będzie obchodziła dwukrotnego zdobycia Moskwy przez Polaków”.
Jeśli informacja podana przez „Kulturę” jest błędna (mimo że podana była również przez prasę rosyjską), to należy ją sprostować – choćby dlatego, że powoływałem się na nią w artykułach opublikowanych w Polsce i niezasługujących na ignorowanie (patrz: moja odpowiedź na ankietę „Czy stosunki polsko-rosyjskie mogą być dobre?”, „Arcana”, nr 4-5/2005, s.110-123). Jeśli zaś jest prawdziwa (z wyjątkiem pomylenia daty 4 listopada i 7 listopada), to decyzja podjęta przez uchwałę Dumy Państwowej w Rosji Putinowskiej była nie „odcięciem się od epoki Jelcyna”, lecz

jakby drugim etapem

wprowadzania w życie Jelcynowskiej decyzji: przeniesienie święta 7 listopada na dzień 4 listopada, czyli na właściwą rocznicę wyzwolenia Moskwy od Polaków, było decyzją uniemożliwiającą mylenie listopadowego święta z celebrowaniem rewolucji, a więc dalszym i zupełnie już jednoznacznym krokiem w stronę odcięcia się Rosji od bolszewickiego dziedzictwa.
Intencja obu prezydentów także była podobna: w obu przypadkach chodziło o zastąpienie świętowania rocznicy rewolucji celebrowaniem Narodowej Jedności. W obu wypadkach o wyborze rocznicy wyzwolenia Moskwy od polskich okupantów – a nie np. zwycięstwa nad Napoleonem – zadecydowała kalendarzowa bliskość obu rocznic, a także fakt, że plac Czerwony w Moskwie, czyli centralne miejsce dawnych obchodów Święta Rewolucji, zawsze kojarzył się również z pomnikiem Minina i Pożarskiego, czyli przywódców powstania, które wypędziło z Moskwy okupacyjny garnizon polski.
W zamieszczonym obok artykułu Żebrowskiej wywiadzie z reżyserem filmu „1612”, Władimirem Chotinienką, czytamy, że główną intencją filmu było pokazanie zgubnych

skutków „czasów zamętu”,

czyli braku jednoczącej naród woli, co powtórzyło się w Rosji w czasach Gorbaczowowskiej pierestrojki. Pod tym względem film Chotinienki wyraża intencję swoiście putinowską. Stosunek Jelcyna do pierestrojki musiał być bardziej złożony, on sam bowiem wypłynął przecież w rezultacie ówczesnego „zamętu”. Reżyser podkreśla jednak, że nie było w tym intencji mianowania Polski głównym i najgorszym wrogiem Rosji. Nie widzieliśmy jeszcze tego filmu, ale wiemy już, że interwenci polscy potraktowani zostali w nim dość elegancko, przedmiotem zaś prawdziwie bezlitosnej krytyki jest prymitywizm, dezorientacja i bezmyślne okrucieństwo pozbawionych światłego patriotyzmu Rosjan.
Cóż… każdy naród ma prawo do narodowej dydaktyki. Zastanawia jednak, dlaczego p. Żebrowska mówi o „klęsce polskiej interwencji”, a nie o klęsce polskich okupantów Moskwy. Okupacja Moskwy przez Polaków była przecież autentyczną okupacją, okrutną (o czym można przeczytać w jednym z artykułów J. Tazbira) i świadomie znieważającą narodowe uczucia Rosjan. Na podstawie dotychczasowych informacji (patrz: artykuł T. Bieleckiego w „Gazecie Wyborczej” z 3-4 listopada, s. 6) można sądzić, że film Chotinienki przypomina ważny epizod dziejów Rosji bez licytowania się z rusofobami (których u nas niestety nie brak) w narodowej nienawiści.

 

Wydanie: 46/2007

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy