Przegląd Turystyczny

U stóp Wielkiego Dzwonnika

Kojarzona na ogół z wypoczynkiem zimowym Austria jest niezwykle atrakcyjna również latem

Szczególnie jej południowa część – leżąca na granicy z Włochami i Słowenią Karyntia. Kraina ta to prawdziwy koktajl krajobrazów. Od najwyższego szczytu Austrii, Grossglocknera (3797 m) w Wysokich Taurach przez ponad 1200 jezior do granicznych gór Karawanek. Właśnie dzięki tym jeziorom Karyntię często nazywa się “wanną Austrii”.
To różnorodność terenu sprawia, że jeśli preferujemy aktywny wypoczynek, powinniśmy przyjechać właśnie tutaj.
Prawie 600 kilometrów

tras rowerowych

biegnie zarówno przez góry, jak i wokół jezior. “Drawska droga rowerowa” to szlak liczący 230 kilometrów, ciągnący się wzdłuż Drawy. “15 Szlaków Jeziorami” prowadzi wokół jezior, poprzez małe, malownicze miasteczka. Jadąc “Złotym Szlakiem Świętej Krwi”, podczas 120-kilometrowej jazdy pokonujemy łącznie pięć tysięcy metrów różnicy wzniesień. W Klagenfurcie szlak rowerowy poprowadzono tak, by można było zwiedzić 22 zabytkowe obiekty. Jeśli nie mamy własnego roweru, możemy go wypożyczyć na miejscu (wypożyczalnie znajdują się na przykład na stacjach kolejowych).
Zwolennicy bardziej elitarnych sportów też będą w Karyntii zadowoleni. Czeka na nich siedem 18- i 9-dołkowych pól golfowych i ponad tysiąc kortów tenisowych. Do jazdy konnej przystosowano 600 kilometrów tras z możliwością noclegów.
Nie zapominajmy jednak o górach. Trasy wycieczkowe, prowadzące w Wysokie Taury, należą do najpiękniejszych, a wejście na Grossglockner (zdobyty po raz pierwszy przed 201 laty) to wielkie przeżycie górskie i estetyczne. Bogata sieć schronisk górskich pozwala zaplanować wyprawy zarówno tygodniowe, jak i dwudniowe. A kto ma chęć doznać mocniejszych wrażeń, powinien wziąć udział w zajęciach

szkółki wspinaczkowej.

Od 13 maja do 14 października można w Karyntii posługiwać się Kartą Karyncką. Ważna jest trzy tygodnie i kosztuje 395 szylingów (ok. 110 zł) dla dorosłych i 160 szylingów (ok. 45 zł) dla dzieci od 6 do 15 lat. Dzieci do lat 6 dostają kartę gratis. Karta, którą można kupić w biurach turystycznych i McDonaldach, obejmuje przejazdy koleją, autobusami, kolejkami linowymi, wstęp do muzeów oraz wstęp do parku Minimundus w Klagenfurcie.
Tegoroczne lato w Karyntii będzie zdominowane przez wystawę krajową “Miasto w średniowieczu”, zorganizowaną w najstarszym mieście regionu – Fiesach. Zachowało ono średniowieczne mury obronne oraz jedyną czynną w Europie fosę miejską. Na książęcym dziedzińcu i w spichlerzu będą prezentowane eksponaty z całego kontynentu. Gości podejmą ubrani w średniowieczne stroje gospodarze, serwowane będą dawne potrawy i trunki. Dzieci mogą zwiedzać miasto w przebraniach z epoki. Na koniec na zamku odbędzie się uczta połączona z pasowaniem na rycerzy.
Warto na pewno zrobić dłuższą wycieczkę po Karyntii szlakiem zamków. Bo czyż można nie odwiedzić Hohesterwitz, bajkowej budowli na skale wśród równin? W pobliżu Velden znajduje się rezydencja rodziny Lichtenstein z galerią 17 figur woskowych (są tu Napoleon, car Aleksander I i cesarzowa Sissi).
Nie brakuje też w Karyntii

śladów polskich.

Nad jeziorem Osjach, w malutkiej miejscowości o tej samej nazwie znajduje się grób polskiego króla, Bolesława Śmiałego. Klasztor, na którego bocznej ścianie wisi tablica nagrobna, jest oddalony tylko 20 kilometrów od autostrady prowadzącej do Słowenii.
Karyntia dla polskich turystów stanowi coraz częściej miejsce noclegu po drodze do Włoch. Rzadziej odwiedzamy ją w celach narciarskich. Cały czas jednak czeka na odkrycie jej walorów letnich. Kilkanaście godzin jazdy samochodem wystarczy, byśmy znaleźli się w baśniowym świecie, w którym króluje majestatyczny Wielki Dzwonnik (Grossglockner), gdzie atrakcji jest mnóstwo, a swoje muzea mają stare samochody, myśliwi i nawet pszczoły. Może nie starczyć jednego tygodnia, by posmakować gór, jezior, zamków, miasteczek. Ale to dobrze, bo im bardziej będziemy żałować, że byliśmy za krótko, tym szybciej tu wrócimy. Na pewno warto.

Adam Gąsior


HITY TURYSTYKI

Ostatni rok ubiegłego wieku stał pod znakiem rozwoju turystyki światowej.
W porównaniu z rokiem 1999 liczba podróżnych wzrosła na całym świcie o blisko 50 milionów (7,4%). Było to spowodowane między innymi dużą liczbą wielkich imprez (Igrzyska Olimpijskie w Sydney, Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej we Francji, EXPO 2000 w Niemczech, Millenium w Rzymie).
Na tle innych krajów, tradycyjnie mocnych w turystyce przyjazdowej, bardzo dobrze zaprezentowała się Polska. Pod względem liczby przyjeżdżających turystów znalazła się na siódmym miejscu w Europie; na świecie na miejscu jedenastym.
Jeśli chodzi o poszczególne kontynenty, największy wzrost liczby przyjazdów odnotowała Azja Wschodnia i Pacyfik (14,5%). W Europie wzrost ten wyniósł 6,2%, w Polsce zaś 1,3%. Na naszym kontynencie przodują, czego można było się spodziewać, trzy kraje śródziemnomorskie, ale tuż za nimi jest chłodniejsza Wielka Brytania i przytłaczająca przestrzeniami Rosja. W drugiej dziesiątce zwraca uwagę wysoka pozycja państw o niewielkiej stosunkowo liczbie mieszkańców: Węgier i Austrii.

Oto kraje najliczniej odwiedzane w roku 2000:
1. Francja 74,5 mln
2. USA 52,7 mln
3. Hiszpania 48,5 mln
4. Włochy 41,5 mln
5. Chiny 31,2 mln
6. Wielka Brytania 24,9 mln
7. Rosja 22,8 mln
8. Kanada 20,4 mln
9. Meksyk 20 mln
10. Niemcy 18,9 mln
11. Polska 18,2 mln
12. Austria 17,8 mln
13. Węgry 15,6 mln
14. Hongkong 13,1 mln
15. Grecja 12,5 mln
16. Portugalia 12 mln
17. Szwajcaria 11,4 mln
18. Holandia 10,2 mln


MIASTA I MIASTECZKA INNSBRUCK

Miasto nad rzeką Inn

Gdyby Kraków lub Toruń jakimś cudem znalazły się u podnóża Tatr, rozciągałyby się z nich podobne widoki

To piękne, stare miasto leży u podnóża Alp.
Innsbruck jest atrakcyjny o każdej porze roku. Oczywiście, najciekawszą, przyciągającą najliczniejszych turystów częścią jest centrum ze starówką. A tutaj wystarczy trafić na główną ulicę – Maria-Theresien-Strasse, by wszystko, co najważniejsze mieć w zasięgu kilkuminutowego spaceru.
Ale najpierw warto przejść się wspomnianą ulicą. Od bramy tryumfalnej, zbudowanej na podobieństwo rzymskich łuków przez Leopolda II w 1765 roku, wiedzie dwupasmowa aleja, ograniczona z obu stron szeregami odrestaurowanych kamienic. Mniej więcej w połowie, na skwerze stoi kolumna poświęcona Madonnie, św. Annie i patronom Tyrolu, zbudowana na pamiątkę powstania przeciw Bawarii. Niedaleko niej mieści się jedna z najwspanialszych księgarń górskich, jakie widziałam. Prawdziwa pułapka czasowa dla wszystkich “górzystów” – stąd nie da się szybko wyjść. Książki, przewodniki po poszczególnych pasmach alpejskich, a nawet szczytach, niezliczone albumy oraz mapy. W tym mieście nie sposób zapomnieć o górach.
Jeszcze kilka minut spaceru i wchodzimy na deptak będący przedłużeniem głównej ulicy. Prowadzi on do najsłynniejszego budynku w Innsbrucku, miejsca najczęściej fotografowanego, najbardziej zatłoczonego. To Golden Dach. Rezydencja zbudowana w stylu późnego gotyku słynna jest dzięki swojemu balkonowi-loggii, nakrytemu dachem wykonanym z 2657 pozłacanych miedzianych dachówek. Jego ściany zdobią freski, reliefy dekoracyjne i herby, co czyni ten zakątek szczególnie urokliwym. W pobliżu stoi kilka gotyckich kamienic o różnorodnych fasadach. Ich partery najczęściej zajmują knajpki i sklepiki. Jakieś sto metrów dzieli nas od brzegu rzeki Inn. Warto przejść na drugą stronę, by stamtąd docenić piękno starych domów.
Kolejne kroki naszej wyprawy po mieście powinniśmy skierować do kościoła św. Jakuba z pięknie pomalowanym sufitem oraz do pobliskiego Hochkirche, w którym najbardziej godne zobaczenia jest 28 figur z brązu naturalnej wielkości, przedstawiających władców spokrewnionych z Maksymilianem I.
Wychodząc z kościoła, widzimy długą fasadę pałacu cesarskiego Hofburg, przypominającego swoją urodą pałace wiedeńskie. Naprzeciw mieści się brama do parku Hofgarten. Założony już w XVII wieku, dwukrotnie potem zmieniany, jest oazą zieleni – mnóstwo kwiatów, stare drzewa, alejki z ławkami i dwie wielkie szachownice na ziemi, przy których całymi dniami gromadzą się gracze i kibice.
Jeśli jest sobota, dobrze skręcić w małą uliczkę Angerzelg. Odbywa się tu mały jarmark staroci, na którym kupimy książki, stare mapy, monety, albumy, pocztówki. Tutaj też, w małej cukierence zjadłam najsmaczniejsze lody.
Zakładając, że czas i siły oraz chęci nam pozwolą, zaplanujmy kilka wycieczek poza ścisłe centrum. Przede wszystkim do zamku Ambras, gdzie znajduje się imponująca kolekcja zbroi oraz galeria portretów Habsburgów. Z brzegu Inn możemy wyruszyć na górujący nad okolicą, skalisty szczyt Hafelekar (2334 m). Prowadzi tam podzielona na trzy etapy trasa kolejki. Pierwszy odcinek, nad rzeką, przejeżdżamy kolejką szynową, by potem dwukrotnie przesiąść się do wagoników kolejki linowej. Podróż wieńczy imponująca panorama miasta.
Najbardziej zapaleni maniacy zwiedzania muzeów powinni spróbować odwiedzić Muzeum Tramwajów, Muzeum Cesarskie lub Muzeum Ludowe. Dla “górzystów” najważniejsze jest, oczywiście, Muzeum Alpejskie. Jest tam kolekcja obrazów z przełomu XIX i XX wieku, stare fotografie, dawny sprzęt alpinistyczny, mapy, makiety najsłynniejszych szczytów alpejskich.
I znów powrót na starówkę. Tu najprzyjemniej odpoczniemy po trudach zwiedzania. Różnej wielkości knajpki oferują nam specjały kuchni tyrolskiej, zimne piwo, a wszystko w niebanalnych, starych wnętrzach. Najmilej jest zasiąść o zachodzie słońca w jednym z ogródków kawiarnianych i patrzeć na zaróżowione ostatnimi blaskami szczyty.

Ada Adamek

NOCLEGI W INNSBRUCKU
Przykładowe ceny za jedną osobę w pokoju 2-osobowym z pełnym wyżywieniem (w ATS):
Gasthof Schwarzer Bar
(tel. 29-49-00) – 300-420
Gasthof Innrain (tel. 58-898) – 35-450
Pensjonaty:
Amraserhof (tel. 34-32-23) – 450-500
Menghini (tel. 34-12-43) – 350-450
Paula (tel. 29-22-62) – 340-370
Stoi (tel. 58-54-34) – 290-420
Glockenhaus (tel. 28-65-15) – 235-255
Ferrarthof (tel. 57-88-98) – 250-300
Kwatery prywatne: – 180-300
Camping: Campingplatz Innsbruck Kranebitten, Kranebitten Allee 214
(tel. 28-41-80)
Cena za dzień: samochód – 40, przyczepa – 70, osoba dorosła – 75, dziecko 4-14 lat – 45, podłączenie do elektryczności – 40
Hotele studenckie: – 190-530
Schroniska młodzieżowe:
(www.tirol.com/youth-hostel) – 145-245

Ceny biletów wstępu:
Muzeum Alpejskie – dorośli 30 ATS, studenci 20 ATS, dzieci 15 ATS
Muzeum Cesarskie – dorośli 25 ATS, studenci 15 ATS, dzieci 7-14 lat 20 ATS (do lat 7 gratis)
Pałac Hofburg – dorośli 70 ATS, dzieci 10 ATS
Zamek Ambras – dorośli 60 ATS, dzieci i studenci 30 ATS
Kościół Hochkirche – dorośli 30 ATS, dzieci 15 ATS
Bilet do Hochkirche i Muzeum Ludowego 75 ATS
Karta Innsbrucka (Innsbruck Card) ważna jest 24, 48 lub 72 godziny i kosztuje odpowiednio 230 ATS, 300 ATS i 370 ATS, zapewnia wolny wstęp do ponad 40 obiektów turystycznych w Innsbrucku i okolicach (m.in. Hochkirche, Hofburg, Muzeum Alpejskie). Można dzięki niej korzystać z bezpłatnych przejazdów komunikacją miejską.


CHCIAŁBYM TU WRÓCIĆ

Metafizyczny orgazm w Pradze – opowiada Mariusz Szczygieł

– Nigdzie indziej…
… o 4 nad ranem nad Wełtawą nie ma tak fascynującej mgły jak w pięknych horrorach. Dlatego najbardziej lubię jeździć do Pragi w marcu lub październiku. W nocy wszystko spowija szarość, a wielu znawców twierdzi, że kostka brukowa uzyskuje taki odcień, jakiego nie znajdzie się nigdzie w Europie. I właśnie wtedy Praga jest magiczna, a ja mam nadzieję, że Kafka będzie wracał spóźniony do domu.
– Tylko tu…
… jeśli chodzi o Europę Środkową, nikt nie reaguje agresją na grupy mężczyzn, tzw. dragg queen, przebranych za kobiety. Widziałem wielokrotnie, jak Madonna i Marilyn Monroe jeszcze z dwiema zakonnicami namawiały przechodniów, aby odwiedzili ich kabaret. Wszyscy reagowali bardzo życzliwie. Nie wyobrażam sobie takiego zachowania w Warszawie, ale cóż, mieszkańcy Pragi to prawdziwi mieszczanie, otwarci na ekscentryczność. Są oni przecież potomkami przedwojennych Prażan, a byli to wtedy Czesi, Niemcy, Żydzi i Austriacy. A Praga stanowiła tolerancyjną symbiozę ich kultur.
– Gdy idę ulicą…
… czuję się, jakbym był u siebie. Praga nie kojarzy mi się z miastem zagranicznym, jest podobna do miast Dolnego Śląska, w których się wychowywałem. Z drugiej zaś strony, mam wrażenie, jakbym był w mieście na o wiele wyższym poziomie cywilizacyjnym niż Warszawa. Jest ono i czeskie, i na tyle kosmopolityczne, że osoba z 30 kolczykami w nosie nie robi żadnego wrażenia na ulicy. Słowem – wschodnioeuropejski Amsterdam.
– Na talerzu…
… powinien się znaleźć piwny ser. Gdy jesienią albo zimą wracam zziębnięty do mojego praskiego mieszkania, zawsze zachodzę do piwnicy “U Szwejka”. Nie jest to gęsta od dymu mordownia, jaką znamy z powieści Haszka. Może zbyt komercyjno-turystyczna, ale tylko tam dają najlepszy w Pradze biały ser, warzony wcześniej w piwie, który pachnie brzydko, ale z cebulką lub musztardą – doprowadza do szaleństwa. Przedtem jednak na rozgrzewkę zamawiam czosnkową polewkę. Tak wygląda moja codzienna kolacja, gdy jestem w Pradze.
– Szczególnie polecam…
… czeskie czerwone wino. Wszyscy znamy czeskie piwo, o winie nie mamy pojęcia, a kultura wina w Czechach znana jest od stuleci. Do sera zawsze piję wino Frankovka, ale polecam też łagodne i “ciemne” w smaku wino Ludmila z zamku Mielnik. Częstowałem nim wybrednych Włochów, którzy nienawidzą wszystkich win spoza Italii i odniosłem sukces!
– Mimo że denerwują mnie…
… kelnerzy, którzy do rachunku często dopisują sumy wzięte z sufitu, chętnie przesiaduję w różnych lokalach. Rada na to jest tylko jedna. Trzeba nauczyć się czeskiego i nie dać sobie wcisnąć “wołowiny”. “Volovina” oznacza głupoty i bzdury, jakimi ktoś może chcieć wprowadzić nas w błąd. Zawsze można wtedy powiedzieć: “To mnie śtfeee!” (fonetyczny zapis zwrotu “To mnie wkurza!”). Warto zapamiętać w przypadku podobnych sytuacji.
– Najprzyjemniejsze są tam…
… dla mojego ucha światowe hity śpiewane po czesku. Gdy słyszę ten język, doznaję “metafizycznego orgazmu”. Podoba mi się dopisywanie czeskich tekstów do znanych melodii, gdyż jest to dla mnie dowód na to, że Czesi nie dopasowują się do wielkiego świata, tylko świat dopasowują do siebie. Znają swoją wartość.
– Będąc tam, należy uważać na…
… Most Karola. Bo można tam spotkać zbyt wielu Polaków, a chyba wyjeżdżamy po to, żeby odpocząć od tego, co mamy na co dzień. Polecam niechętnie penetrowaną przez polskich turystów Malą Stranę. A wtedy ja zobaczę państwa z tarasu mieszkania na Wzgórzu Petrin.

Wysłuchał
Paweł SOBULSKI


TYDZIEŃ, MOŻE DWA BIEBRZA

Kraina torfu

Jest takie miejsce w północno-wschodniej Polsce, które znają chyba wszyscy ornitolodzy i przyrodnicy. Miejsce wielkiego spokoju i niezmąconego rytmu życia

Od 1993 r. ustanowiono na tym obszarze Biebrzański Park Narodowy.
Zaczęło się niewinnie, od rezerwatu Czerwone Bagno utworzonego w 1926 r. dla ochrony ostoi łosia. Kilka wprowadzonych tu sztuk dało początek populacji liczącej obecnie około 500 osobników. Ale sercem całej krainy jest niezwykła rzeka, nazwana nieujarzmioną.
O tych urzekających przestrzeniach, stanowiących dla wielu odskocznię od wielkomiejskich murów, można by pomyśleć, że to pustkowie. Myli się jednak ten, kto porównuje Kotlinę Biebrzańską z jałową ziemią.
Bagna Biebrzańskie są największym i najlepiej zachowanym kompleksem torfowisk nizinnych w Europie. Na swym ogromnym obszarze 59.223 ha łączą torfowiska, podmokłe olsy, grądy i wysoczyzny, a wszystko to oplecione szarfą nizinnych, meandrujących rzek i starorzeczy.
Trudno dokładnie ustalić, co ukrywają przed ludzkim okiem te bagna. Na podstawie orientacyjnych danych stwierdzono obecność 36 gatunków ryb oraz 262 gatunków ptaków. Najlepiej widoczne jest to wiosną, gdyż ptasie odgłosy i kwilenia nie milkną nawet nocą.
Jednak mało kto pamięta, że jeszcze kilkanaście lat temu człowiek chciał dokonać nieodwracalnych zmian w tym ekosystemie. Lata 60. to próby melioracji i przekształcenia bagien w łąki i pastwiska. Zniszczono wtedy Bagno Wizna, a i tak po kilku latach z wysokowydajnych łąk nic nie pozostało.
Pojawił się także pomysł osuszenia bagna w celu przemysłowego wydobywania torfu. Całe szczęście, że zaniechano tego projektu. Niestety, zmiany, jakie przeprowadzono w terenie, nie pozostały bez wpływu na środowisko. W gestii władz Biebrzańskiego Parku Narodowego pozostał problem odbudowania zachwianych stosunków wodnych.

Turystyka i Biebrza

Każdy turysta, poruszający się po przygotowanych przez władze parku szlakach, ma możliwość zetknięcia się z nieokiełznaną przyrodą. Dla turystyki otwarto tu zarówno szlaki lądowe – wyposażone w wieże i pomosty widokowe, jak i wodne – cieszące się ostatnio ogromną popularnością. O znacznym wzroście zainteresowania tym rejonem mówią też statystyki. W 1994 r. BPN odwiedziło 5865 turystów i wędkarzy, a w roku ubiegłym aż 25.749.
Z jednej strony, należy wszelkimi siłami dążyć do promocji takich zakątków. Z drugiej strony, drażni fakt, że takie miejsce jak Kotlina Biebrzańska, które powinno być odwiedzane przez zapaleńców i miłośników przyrody, jest coraz bardziej zaśmiecone.
Wśród kilku szlaków lądowych, niektóre zasługują na szczególne uznanie. Najbardziej chyba uczęszczanymi są te z okolic leśniczówki Grzędy. Po pierwsze, z racji bliskości rezerwatu Czerwone Bagno i nadziei na spotkanie łosia. Po drugie, szlak czerwony doprowadza do “grzędy”, czyli mineralnego wyniesienia – Wilczej Góry – gdzie wdrapać się można na dwie wieże widokowe. Rozciąga się z nich na Kotlinę Biebrzańską jedna z najpiękniejszych panoram. Jeśli dodatkowo dysponujemy lornetką, to możemy być pewni, że gdzieś w moczarach dostrzeżemy łosia.
Drugą cenioną drogą jest szlak czerwony (od Goniądza do Rudy). Częściowo prowadzi on przez podmokłe, liczące setki lat, olsy brzozowe. Są to Brzeziny Kapickie, stanowiące wraz z Brzezinami Ciszewskimi unikatowe formy nadbiebrzańskiego krajobrazu. Obecnie brzeziny, znacznie przesuszone, stanowią kolejny dowód na konieczność odbudowy stosunków wodnych sprzed lat.
Warto również przyjrzeć się szlakom Basenu Południowego. Zielony, to Grobla Honczarowska, natomiast czerwony prowadzi od miejscowości Gugny do Barwika. Przyznam, że często bywam nad Biebrzą i nie zdarzyło się, abym w tych okolicach nie natknął się na jakąś zwierzynę godną sfotografowania.

Ludzie z bagien

Człowiek pogodzony z naturalnym rytmem przyrody jest tutaj obecny od wieków. Podporządkował swój byt zmiennej i nieobliczalnej rzece. Poznał miejsca, w których może bezpiecznie się poruszać, kosić trawy i stawiać stogi siana, by wiosną nie zalała ich woda. Właśnie te wykaszania – dość intensywne już od końca średniowiecza, lecz bez większej ingerencji w środowisko – są dowodem szczególnej więzi wytworzonej między przyrodą a ludźmi. Ręczne koszenie zapobiegało zarastaniu otwartych, podmokłych łąk, przez co chronione były miejsca lęgowe wielu gatunków ptaków. Teraz, gdy nie wszędzie mogą dojechać ciągniki, a kos już się nie używa, zadbanie o miejsca lęgowe dopisano do listy obowiązków i jednocześnie problemów, z jakimi boryka się dyrekcja BPN.

Troszkę historii

Właściwa kolonizacja terenów nadbiebrzańskich rozpoczęła się na przełomie XIV i XV w., choć miejscowość Goniądz wzmiankowana jest już w wieku XIII. Kotlina Biebrzańska była terenem pogranicza. Sam Goniądz, który uzyskał prawa miejskie w 1547 r., leżał na granicy między Koroną i Litwą od końca XIV w. do czasów Unii Lubelskiej. Natomiast przewężenie Kotliny w okolicy Osowca było ważnym miejscem strategicznym. Władze carskie w latach 1882-1914 wybudowały tu twierdzę, której wróg z powodu okolicznych trzęsawisk i mokradeł nie był w stanie obejść. Dzisiaj pozostały z niej już tylko ruiny. Zachował się również fragment rosyjskiego traktu biegnącego przez Bagno Ławki – tzw. Carska Droga, łącząca Grodno z Łomżą.
Niewiele jest już takich miejsc jak Bagna Biebrzańskie, w których czas płynie jakby wolniej… z biegiem rzeki, gdzie życie bezpośrednio uzależnione jest od natury i toczy się zgodnie z rytmem jej przemian. Miejmy nadzieję, że wspólnymi siłami uda się zachować to miejsce od zagłady, a “ptasie perełki”, o których wspomina mi mój biebrzański towarzysz, Artur Wiatr, pozostaną tam jeszcze przez długie wieki.
Zwracajmy więc uwagę na przepisy BPN. Jeśli zachowamy ciszę i spokój na biebrzańskich szlakach, na pewno zobaczymy więcej i bardziej docenimy tę zwierzęcą ostoję.

Przemysław Kurdej

Informacje turystyczne
Całoroczny punkt informacji turystycznej:
Dyrekcja Biebrzańskiego Parku Narodowego,
Goniądz, ul. Wojska Polskiego 72, tel.: (0-86) 272-6-20, 272-06-21
e-mail: it@biebrza.org.pl
czynny w godzinach 7.30-15.30
Punkt czynny od 1 maja do 30 września:
Osowiec, tel.: 0-606 148 319
Wynajęcie przewodnika dla grup – 25 zł za godzinę.
Przed wejściem na szlak należy pamiętać o wykupieniu kart wstępu, do nabycia w osadach puszczańskich, leśniczówkach itp., szczegóły na tablicach informacyjnych. Cena karty: normalna – 3 zł, ulgowa – 1,5 zł.
Noclegi są dostępne zarówno w hotelach np. Bartek i Kamil w Goniądzu, jak również w kwaterach prywatnych, osadach puszczańskich, leśniczówkach i na polach biwakowych.


WALIZA Z PORADAMI

Jak wybrać biuro podróży

Tydzień temu pisaliśmy, na co zwrócić uwagę przy studiowaniu katalogów biur podróży. Dziś garść porad, czym się kierować, wybierając biuro turystyczne, z którego usług będziemy korzystać i po czym poznać rzetelną firmę. Temat od kilku lat w Polsce aktualny. Co sezon czytamy i słyszymy o mniejszych lub większych aferach, o utrudnionych powrotach, zamienionych hotelach, bankructwie biur. Mimo to odwiedzamy przed następnym sezonem firmę turystyczną, bo przecież nikt lepiej od fachowców – przynajmniej teoretycznie – urlopu nam nie zorganizuje. Najlepiej jest wybrać biuro polecone nam przez przyjaciół albo rodzinę. Im więcej pochlebnych opinii przekazanych “pocztą pantoflową”, tym mniejsza możliwość “wpadki”. Taka opinia zaufanych osób jest więcej warta od dyplomów i zaświadczeń wiszących w lokalu firmy. Jeśli jednak nie opinią znajomych, to czym się kierować?

1. Lokal.
Minęły już, co prawda, czasy biur działających w mieszkaniach prywatnych, ale pierwsze wrażenie, jakie na nas zrobi lokal jest ważne. Czy dostęp do biura jest łatwy (parter, witryna od ulicy)? Czy biuro jest schludne, czy jest miejsce na spokojną rozmowę z obsługą, przejrzenie oferty, umowy?

2. Obsługa.
Powinna być kompetentna, życzliwa, przestrzegająca reguły “Klient – nasz pan”. Informacje przez nią udzielane muszą pokrywać się z przeczytanymi w folderze, odpowiedzi na proste pytania powinny być również proste. Jeśli obsługa zaczyna “kręcić” albo musimy za długo czekać, aż się ktoś nami zajmie, lepiej zmienić biuro.

3. Papiery.
Firma musi ujawnić numer przyznanej koncesji, wpisu do rejestru firm, przynależności do izby turystycznej. A my nie powinniśmy bać się o to pytać. Im więcej wiemy o biurze, tym jest ono wiarygodniejsze. Imprezy powinny mieć ubezpieczenie bankowe wwyrazie nieprzewidzianych trudności i wypadków, żeby na przykład opłacić z niego ewentualny powrót uczestników. Gwarancja bankowa wraz z wysokością zabezpieczenia powinna być opisana w papierach firmowych, folderze, druku umowy. Przynależność do izby turystycznej nie daje nam 100% gwarancji, że wszystko będzie dobrze, ale w danej izbie możemy dowiedzieć się czegoś więcej o interesującym nas biurze. Przeglądając umowy, zwróćmy uwagę na ich przejrzystość i sformułowania dotyczące zwrotu pieniędzy w wypadku naszego wycofania z udziału w imprezie lub niedotrzymania warunków umowy ze strony biura. Jeśli któreś punkty umowy będą niejasne, zmieńmy biuro.

4. Inne.
Niektóre firmy turystyczne są organizatorami imprez, inne tylko agentami sprzedającymi czyjeś imprezy. Nikogo to jednak nie zwalnia od odpowiedzialności za słowo, za rzeczywistą znajomość sprzedawanej oferty. Im większa liczba pytań, na które obsługa potrafi nam odpowiedzieć, tym lepiej. Dużą rolę odgrywa doświadczenie i znajomość danego rynku. Organizator naszego wypoczynku powinien nam bez strachu podać numer telefonu, faksu, adres hotelu, do którego mamy jechać, nazwisko szefa; jeśli jedziemy autokarem – numer rejestracyjny i jego markę. W przeciwnym razie – zmieńmy biuro.
Pamiętajmy o jednej rzeczy. Biur turystycznych i agencji jest tak dużo, że nie poświęcając wiele czasu, możemy spokojnie wybierać. Zwłaszcza w większych miastach, idąc ulicami, wręcz “potykamy się” o firmy turystyczne. To ich właściciele muszą o nas zabiegać, dbać o nasze dobre samopoczucie.
Gdy chcą naszych pieniędzy, muszą na to zasłużyć. Zadowoleni, wrócimy do nich następnym razem, polecimy ich naszym znajomym. I znowu wracamy do początku naszych porad. Jeśli nie musimy eksperymentować z wyborem biura, starajmy się korzystać zawsze z jednego, dwóch tych samych. Otrzymamy wtedy na pewno zniżki, karty stałego klienta, katalogi dostarczane dużo wcześniej do domu. A i wybór wczasów jest łatwiejszy, bo to tak, jakbyśmy jechali z wizytą do znajomych.
Jak przygotowywać się do konkretnych podróży i jak sobie podczas nich radzić, postaramy się podpowiedzieć w następnych numerach “Przeglądu”.

Marek Grzelecki


KRONIKA

Targi Turystyczne Lato

Tegoroczna, szósta już, edycja warszawskich targów turystycznych dowiodła, że impreza została przez mieszkańców stolicy w pełni zaakceptowana, jest oczekiwana i wpisała się na stałe do kalendarza wiosennych wydarzeń. Polacy polubili w ostatnich latach supermarkety, chętnie zatem odwiedzają jeszcze jeden – turystyczny. Formuła masowej imprezy, na której można zapoznać się z szeroką ofertą biur turystycznych na kilka miesięcy przed wakacjami, sprawdziła się. W tym roku organizatorom sprzyjała nawet pogoda. Nie zachęcała ona ani do wyjazdów weekendowych poza miasto, ani do spacerów po parkach; targi były więc jedyną atrakcją tego weekendu. Frekwencja chyba przekroczyła oczekiwania wystawców, bo na niektórych stoiskach już w sobotę brakowało folderów i broszur reklamowych. Podobnie jak w ubiegłym roku, silną reprezentację wystawiły firmy tureckie, więcej było firm warszawskich i krajowych. Tradycyjnie mnóstwo materiałów oferowało stoisko austriackie.

Hotelowy jogging

Chociaż w Kopenhadze atrakcji nie brakuje, to jednak właściciele hotelu Admiral wpadli na pomysł jeszcze większego urozmaicenia pobytu swoim gościom. Wyszli też naprzeciw oczekiwaniom zwolenników porannego joggingu. Wyznaczyli trzy trasy biegowe w najbliższej okolicy. Hotel Admiral stoi naprzeciwko portu kopenhaskiego, obok przystani promowej. Pierwsza z tras, “Trasa Zamku Królewskiego”, liczy niecałe 2 kilometry i ciągnie się wzdłuż wybrzeża, a potem przed kompleksem pałacowym Amalienborg. Druga, 4-kilometrowa “Trasa Cytadeli” prowadzi na treny pobliskiej cytadeli Kastel. Trzecia, najdłuższa (5,5 kilometra) “Trasa Małej Syrenki” biegnie aż do pomnika i z powrotem. W każdym pokoju hotelowym jest ulotka z małym planem, zachęcająca do korzystania z tych tras.

AG


JEST POMYSŁ

Muzeum Wikingów

Mieszczące się przy przystani duńskiej Roskilde Muzeum Wikingów jest ciekawą placówką. Zgromadzono tu repliki prawie wszystkich rodzajów łodzi używanych przed wiekami przez legendarnych wikingów. Są tu też sprzęty, jakich używano do budowy statków oraz broń. Najciekawiej jest tutaj jednak latem. Wtedy każdy może spróbować swoich sił na wodzie, poczuć się wikingiem, wiosłując w kilkunastoosobowej załodze. Młodzież z okolicznych szkół odbywa w Roskilde lekcje wychowania fizycznego, na których wypływa pod opieką nauczycieli na łodziach żaglowych. Przed wyprawą można zobaczyć, jak budowano te słynne w dawnej Europie statki. Na brzegu jest warsztat, gdzie oryginalnymi narzędziami, według dawnych zasad wykonuje się wszystkie elementy łodzi, tak samo jak przed wiekami. Możemy uczestniczyć w całym procesie budowy od strugania drewnianych bali do spuszczania łodzi na wodę.

AG

Ceny biletów:
1V – 30 IX 1 X – 30 IV
dorośli 52 DK 43 DK
dzieci 29 DK 27 DK
grupowy – dorośli 41 DK 32 DK
grupowy – dzieci 23 DK 22 DK
rodzinny 128 DK 95 DK


CIEKAWOSTKI

Wierzbowe  wazy
Wykonana z witek wierzbowych instalacja nosi nazwę
“Z kuchni zamkowej”. Jej autorem jest amerykański artysta, Patrick Dougherty.
To jedna z prac nazywanych “sztuką ziemi”, inspirowanych przez naturę i nawiązujących do niej, ale jednocześnie do wytworów ludzkich rąk. Trzy wazy zmieniają swój wygląd wraz ze zmianami pór roku. Wrosły w otaczający je pejzaż i z czasem pewnie ulegną naturze. Na razie można je oglądać w parku zamku Ebenau, w Dolinie Rosental w Karyntii, w południowej Austrii.
AKA


Kolumny przygotował: Adam Gąsior

Wydanie: 19/2001

Kategorie: Przegląd poleca

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy