Przesuwanie granicy praw i wolności obywatelskich

Przesuwanie granicy praw i wolności obywatelskich

Overview

Policja już wie, jak ma postępować, co widzieć, a czego nie. Czy teraz przyjdzie pora na sądy?

Adam Bodnar – rzecznik praw obywatelskich

Gdy rozmawialiśmy ponad rok temu, mówił pan, że stara się jeździć po kraju, żeby być w kontakcie z ludźmi, żeby ich słuchać. Wytrwał pan w tym zamiarze?
– Wytrwałem. Przez chwilę nie jeździłem, gdy syn mi się urodził, i mniej jeżdżę teraz, bo przygotowujemy I Kongres Praw Obywatelskich. Ale od stycznia znowu planowo ruszam w trasę. Na początek będą to miasta z dawnego Centralnego Okręgu Przemysłowego – Skarżysko-Kamienna, Stalowa Wola, Tarnobrzeg. Później jadę na wschód, do miejscowości między Lublinem a Białymstokiem, m.in. do Hajnówki. Warto tam pojechać, porozmawiać, chociażby z mniejszością białoruską. To jest praca od rana do wieczora, przez bite cztery-pięć dni.

Ludzie mówią o swoich problemach, a pan im tłumaczy, jakie prawa im przysługują.
– Kiedy spotykam się z ludźmi i oni przedstawiają mi swoją sytuację, nie zawsze oczywiście znam odpowiedź. Raczej staram się spisywać to, co mówią, i później przekładać ich sprawy na naszą pracę. Czasami są to interwencje indywidualne, czasami większe wystąpienia, tzw. generalne, do poszczególnych ministrów i instytucji publicznych.

Doskwiera mi brak niezależności Trybunału

Czy po dwóch latach na fotelu rzecznika czuje się pan pewnie?
– Na pewno czuję się pewniej merytorycznie.

A politycznie?
– Robię swoje. Staram się być niezależny i niezawisły w swoich działaniach i sądach. Chociaż zdaję sobie sprawę, że wiele ważnych problemów, którymi się zajmuję, siłą rzeczy może mieć związek z polityką. Stąd czasami próba wciągania mnie w tryby walki politycznej i przypisywania do tej czy innej opcji.

I co pan na to?
– Mam ograniczony dostęp do mediów publicznych. A tam jeśli mówią o mnie, to raczej tak, żeby zaatakować. Ale to nie jest mój najważniejszy problem. Tym, co mi doskwiera najbardziej, jest brak niezależności Trybunału Konstytucyjnego. Skarga do Trybunału – to był zawsze instrument działania rzecznika. Bo jeżeli nie dało się czegoś załatwić drogą publicznego nacisku, poprzez apelowanie, zachęcanie itd., zawsze w odwodzie był Trybunał.

A teraz?
– Teraz można odnieść wrażenie, że przy przyjmowaniu ustaw prawie nikt nawet nie rozważa możliwości złożenia wniosku do TK.

Nie chce pan rozpoznać Trybunału walką, kierując do niego jakieś sprawy?
– Kierowałem sprawy do Trybunału przez cały rok 2015 i 2016. Niektóre zakończyły się pomyślnie. Jedna była rozpatrywana jeszcze w czasach prof. Rzeplińskiego, druga – w obecnym składzie. Ta pierwsza to wyrok dotyczący ubezwłasnowolnienia i kierowania osób ubezwłasnowolnionych do domów pomocy społecznej bez postanowienia sądów. Z kolei już za nowych czasów Trybunał – co warto podkreślić, w składzie bez sędziów, co do których można mieć wątpliwości, czy są sędziami – wydał wyrok w sprawie eksmisji z mieszkań resortowych. I za to jestem wdzięczny. Ale fundamentalne ustawy, np. prawo telekomunikacyjne, które zwiększyło zakres inwigilacji, ustawa antyterrorystyczna, ustawa o służbie cywilnej, ustawa o prokuraturze – którą, nawiasem mówiąc, zajmuje się Komisja Wenecka – w tych wszystkich sprawach wnioski RPO leżą w Trybunale. I sam się zastanawiam: lepiej je wycofać czy pozostawić, aby zostały kiedyś tam osądzone, i dopiero do tego się odnieść.

Nie warto narażać prawa na przygody z obecnym Trybunałem?
– Są problemy, do których rozwiązania można zaangażować TK – totalnie niepolityczne. Dlatego zwracamy się o rozstrzygnięcie w takich sprawach jak rozliczenie kary łącznej albo nieścisłości w procedurze karnej. Tu jest miejsce na współpracę.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 49/2017, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: