Jak interpretować wypowiedź prezydenta Obamy na temat Trybunału Konstytucyjnego? Czy była to: połajanka, wyrażenie zaniepokojenia, wyrażenie troski, krytyka, zbesztanie, pouczenie, czy może przyznanie racji?

Jak interpretować wypowiedź prezydenta Obamy na temat Trybunału Konstytucyjnego? Czy była to: połajanka, wyrażenie zaniepokojenia, wyrażenie troski, krytyka, zbesztanie, pouczenie, czy może przyznanie racji?

Prof. Mirosław Bańko,
językoznawca, UW
Wystąpienie prezydenta Obamy (polegam na tekście opublikowanym na stronie ambasady USA) ma 12 akapitów, z nich tylko jeden wyraża troskę o stan polskiej demokracji. Z drugiej strony jest to akapit najdłuższy i chyba najmniej spodziewany. Formalnie rzecz biorąc, słowa Obamy były oględne, ale sam fakt, że odniósł się w nich do naszych spraw (publicznie, i to przy takiej okazji), jest znaczący. Pomijać ich – jak w Wiadomościach TVP – w żadnym wypadku nie należało. Czym była wypowiedź Obamy? Nie trzeba czytać między wierszami, aby zrozumieć ją jako apel: „Jako przyjaciel i sojusznik zaapelowaliśmy do wszystkich stron o wspólne działania dla dobra polskich instytucji demokratycznych”.

Daniel Passent,
publicysta „Polityki”
Przed szczytem Polacy zastanawiali się, czy – mimo wysiłków polskich władz, MSZ i mediów prorządowych – Obama powie coś w sprawie kryzysu demokracji w naszym kraju. „Powie – nie powie” przypominało „wejdą – nie wejdą” z lat 1980-1981. Jeszcze w przeddzień szczytu – mimo jednoznacznych sygnałów z USA – Wiadomości TVP zaklinały się, że szczyt nie ma nic wspólnego z sytuacją wewnętrzną w Polsce. A jednak prezydent USA powiedział, i to dwukrotnie. Raz w rozmowie z prezydentem Dudą, drugi – podczas konferencji prasowej, czyli na cały świat. Choć nosi to znamiona ingerencji w nasze sprawy wewnętrzne, ważniejsze okazały się wspólne wartości i sojusz.

Dr Tomasz Płudowski,
amerykanista, Collegium Civitas
Prezydent Barack Obama bardzo dyplomatycznie wyraził myśl, że demokracja nie polega jedynie na uczestnictwie w wyborach czy przestrzeganiu litery konstytucji, ale także na instytucjach demokratycznych, rządach prawa, niezależnym sądownictwie i wolnych mediach. W interpretacji wymowy całości może pomóc przywołane przez niego wspólne „świętowanie wielorakiego postępu” Polski sprzed dwóch lat. Oznacza to, że zdaniem Obamy, w 2014 r. widoczny był postęp, a w 2016 r. są niepokój i obawy, przynajmniej w porównaniu do roku 2014. Słowo concern oznacza także zainteresowanie i troskę, ale nie w tym kontekście. Można sprawdzić w słowniku PWN. Nie powiedział też, że Polska „jest i będzie wzorem demokracji”, tylko że „jest i powinna nim pozostać”.

Dr Konrad Juszczyk,
badacz komunikacji multimodalnej, UAM
O tym, czy prezydent Obama chciał Polskę pochwalić, zganić czy połajać, możemy przekonać się, analizując jego komunikację multimodalną: słowa, gesty i mimikę. Jako doświadczony mówca, Obama jest bardzo powściągliwy. Zauważyłem jednak, że jest ożywiony i wyraża zachwyt (uśmiecha się), kiedy mówi o rocznicy konstytucji, a staje się poważny i podkreśla swoje zaniepokojenie przez nieznaczne podniesienie rąk, kiedy wspomina o trybunale. Wtedy dyplomatycznie daje do zrozumienia, że sytuacja związana z trybunałem mu się nie podoba i oczekuje zmian. Ale w pozostałych częściach przemówienia bardzo Polskę chwalił. Podsumowując: Obama zaserwował nam kanapkę. To strategia retoryczna, w której informacje negatywną okłada się pozytywnymi z obu stron.

Wydanie: 29/2016

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy