Radykalni pragmatycy

Radykalni pragmatycy

Ostatnia konwencja Zielonych pokazała, że ekodziałacze w następnych wyborach parlamentarnych chcą iść po władzę

Korespondencja z Niemiec

Szef Zielonych Robert Habeck rozpoczął ubiegłotygodniowy zjazd partyjny w Bielefeldzie z przytupem. – Epoka pani Angeli Merkel dobiega niewątpliwie końca i nasuwa się pytanie, kto wytyczy odpowiedni kierunek na drodze ku przyszłości. Nie musimy już skromnie ukrywać, że Zieloni chcą współtworzyć tę przyszłość. To jest nasz czas! – krzyczał przewodniczący Die Grünen. Poza tym był jednak niezwykle merytoryczny, a jego wystąpienie koleżanki i koledzy nagrodzili owacją na stojąco. Habeck mówił o gospodarce i klimacie, Europie i Iranie, nienawiści w internecie i neofaszyzmie, o rolnictwie, pomocy dla uchodźców, a także zaostrzającym się w niemieckich miastach kryzysie mieszkaniowym. Innymi słowy, o wszystkim. W każdym zdaniu pobrzmiewała optymistyczna nuta, która miała nadać zjazdowi znaczenie przełomowe. Kontrapunktem do tego entuzjazmu była jedynie złość, jaką Habeck okazał później „natrętnym” dziennikarzom. – Poruszyliśmy dzisiaj tyle tematów, a was interesuje tylko to, kto z nas będzie kandydatem na kanclerza – oburzał się lider Zielonych na pytanie, czy szefem przyszłego rządu zostanie on, czy jego zastępczyni Annalena Baerbock. – Mówi to jednak coś o poziomie naszych mediów, że w tak szczególnym dla nas dniu próbujecie zantagonizować zwarty tandem – dorzucił.

Kwestia kanclerska

Kłopot polega na tym, że wraz ze zbliżaniem się kolejnych wyborów do Bundestagu podobne pytania będą coraz częstsze. Zwłaszcza że pozycja Habecka nie jest już bezdyskusyjna. Wprawdzie na konwencji partyjnej w Bielefeldzie 50-letni przewodniczący utrzymał stanowisko, uzyskawszy znakomite 90,4% poparcia, ale młodsza od niego o 11 lat Annalena Baerbock zapisała się w historii, otrzymując 97,1% głosów. Zainteresowanie dziennikarzy kwestią kanclerską jest zrozumiałe, podobnie jak to, że dwa lata przed wyborami Habeck i Baerbock jeszcze nie chcą szczególnie się nad nią pochylać. No bo dlaczego? Wystarczy poczekać. Ostatnie sondaże na fali emocji wywołanych manifestacjami Fridays for Future i popularnością szwedzkiej ekodziałaczki Grety Thunberg dają Zielonym nadzieje na współtworzenie następnego rządu federalnego. Już wiele miesięcy temu wyprzedzili w nich SPD, a teraz depczą po piętach chadekom.

Te trendy nie muszą jednak wiecznie się utrzymywać. Jeśli teraz liderzy Die Grünen wskazaliby głównego kandydata do wyborów w 2021 r., musiałby on przez pozostałe 24 miesiące tłumaczyć się z każdego faux pas kolegów partyjnych. Habeck na razie do tego się nie kwapi, tym bardziej że sam czasami zalicza gafy. Niekiedy wręcz rażące, gdy np. krytykując ostatnio rządowy pakiet klimatyczny, nie był w stanie wymienić kilku jego punktów. Zresztą lawina pytań dotyczących kandydata na kanclerza z ramienia Die Grünen może nawet być dla szefów ugrupowania całkiem wygodna, ponieważ nie zostawia miejsca na znacznie istotniejsze spory, którymi rozbrzmiewa centrala partyjna w berlińskim Invalidenparku. Jako że Habeck jest zdeterminowany sięgnąć za dwa lata choćby po tekę ministra, musi doprowadzić do kompromisów między różnymi skrzydłami swojej partii. Przy tak znakomitych sondażach Zieloni nie chcą na razie rozstrzygać tych sporów przed kamerami bądź na zjazdach partyjnych (gdzie też ich nie brakuje). To zrozumiałe, acz niepozbawione ryzyka. Wypierane walki frakcyjne mogą stopniowo zniszczyć zwartość ugrupowania oraz klubu parlamentarnego.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 48/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. AFP/East News

Wydanie: 48/2019

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy