Rebelianci i dyktatorzy

Rebelianci i dyktatorzy

Czy wojujący islam rozprzestrzeni się w Środkowej Azji?

„Bin Laden z pewnością jest moim bratem, Saddam Husajn jest moim bratem. Prezydenci naszego regionu to marionetki Rosji i Ameryki”, deklaruje Diljar Dżumabajew z Kara Suu w Kirgistanie.
Jest on aktywistą wyjętej spod prawa islamskiej organizacji Hizb ut-Tahrir (Partia Wyzwolenia), mającej w postradzieckich republikach Azji Środkowej 15-20 tys. członków. Hizb ut-Tahrir zmierza do usunięcia despotycznych przywódców regionu, zjednoczenia krajów zamieszkanych przez wyznawców Proroka i utworzenia kalifatu, w którym obowiązywać będzie szarijat, prawo koraniczne. W pobliżu domu Dżumabajewa ktoś rozwiesił ulotki: „Wszyscy muzułmanie świata zjednoczą się przeciwko niewiernym”. Tego rodzaju hasła trwożą autokratów w Taszkiencie, Duszanbe i Aszchabadzie. Ale także politycy w Waszyngtonie są zaniepokojeni wpływami radykalnego islamu w postradzieckich republikach Azji Środkowej. W grudniu 2003 r. Departament Stanu ostrzegł, że w Uzbekistanie może dojść do zamachów przeciwko obywatelom USA.
W radzieckich czasach muzułmanie w Azji Środkowej żyli w izolacji od swych współwyznawców w innych krajach. Władze stosowały represje wobec kultu, dozwolone były modły tylko w nielicznych „oficjalnych” meczetach. Moskwa kontrolowała też gospodarkę regionu – wprowadzając monokulturę bawełny, co przyniosło fatalne skutki dla środowiska naturalnego. Rosjanie nie eksploatowali miejscowych pól naftowych, woleli inwestować w bogactwa „swojej” Syberii. Kiedy rozpadł się Związek Radziecki, republiki postradzieckie znalazły się w niemal beznadziejnej sytuacji. Rosja właściwie pozbyła się ich jak niepotrzebnego balastu, wstrzymała pomoc gospodarczą, w końcu zmusiła do wyjścia ze strefy rubla. W Uzbekistanie, Kazachstanie i innych państwach regionu brakowało elit politycznych i gospodarczych, nie było rurociągów umożliwiających eksport ropy na Zachód, a Rosjanie płacili za nią znacznie niższe ceny. Zapanowały powszechne

nędza i bezrobocie.

Większość mężczyzn w Tadżykistanie zdobywa środki do życia, pracując w Rosji, a przeciętne miesięczne wynagrodzenie stanowi tu równowartość 11 dol. Bogactwem bezwstydnie popisuje się tylko nieliczna grupa biznesmenów mających powiązania z liderami politycznymi – władzę w republikach środkowoazjatyckich nadal sprawują wysocy funkcjonariusze partii komunistycznych, bez większego przekonania udający demokratów. Tylko prezydentem ubogiego, słabego Kirgistanu został niezależny politycznie naukowiec Askar Akajew, ale i on, pod naciskiem państw sąsiednich, założył kaganiec opozycji.
Islam w tym niemal zapomnianym przez dziesięciolecia regionie świata zaczął się odradzać już w czasach pierestrojki Michaiła Gorbaczowa. Od Samarkandy po Biszkek wyrastały setki „niezależnych” meczetów. Po rozpadzie ZSRR do Środkowej Azji podążyli islamscy misjonarze z Pakistanu, a przede wszystkim z Arabii Saudyjskiej, przynosząc walizki pełne dolarów oraz idee radykalnego islamu – wahabizmu. Ich wysiłki przyniosły umiarkowane powodzenie. W przeszłości w Azji Środkowej zwolenników znajdował raczej sufizm – umiarkowany prąd islamu, zakładający mistyczny kontakt z Bogiem. Zresztą nauki Proroka rozprzestrzeniły się np. wśród Kazachów stosunkowo późno i nigdy nie zakorzeniły się głęboko. Jeśli wojujący islam zaczął szerzyć się w środkowej Azji, to przede wszystkim na skutek despotycznej polityki miejscowych liderów. Po uzyskaniu przez republiki środkowoazjatyckie niepodległości musieli oni znaleźć odpowiedź na pytanie, jak ukształtować tożsamość nowych państw. Wydawało się logiczne, że zbudowana zostanie na elementach umiarkowanego islamu, wartości narodowych i demokracji w zachodnim stylu. Ale politycy w Duszanbe czy Taszkiencie wybrali drogę autokracji, zaczęli bezwzględnie tępić wszelkie przejawy opozycji i niezależnej myśli, także religijnej. Prezydent Turkmenistanu, Saparmurad Nijazow, przyznał sobie władzę dożywotnią i ustanowił prawie religijny kult swej osoby. Nad stolicą kraju, Aszchabadem, wznosi się

wielki złoty pomnik

tego samozwańczego „ojca Turkmenów”, obracający się w stronę słońca. Szczególnie ostre represje przeciw muzułmanom zastosował prezydent Uzbekistanu, Islam Karimow, będący niemalże karykaturą orientalnego satrapy. W serii obław przeprowadzonych w latach 1992, 1993 i 1997 reżim Karimowa aresztował setki zwykłych praktykujących wyznawców, zamykał meczety i szkoły koraniczne. Do więzienia można było trafić za noszenie brody lub zbyt gorliwe odmawianie modlitw. Przywódcy islamscy znikali bez śladu (prawdopodobnie zgładzeni przez siły bezpieczeństwa) lub zostali zamęczeni w więzieniach. Opornym łamano ręce i nogi, oprawcy rozrywali ciała ofiar śrubokrętami, polewali wrzącą wodę.
Według oceny specjalnego wysłannika ONZ z kwietnia 2002 r., tortury stosowane są w Uzbekistanie systematycznie. W styczniu br. stojący na czele Uzbeckiego Towarzystwa Praw Człowieka Talib Jakubow stwierdził, że stosowanie tortur stało się częścią polityki państwa.
W lutym 1999 r. w Taszkiencie doszło do serii zamachów bombowych w których zginęło 16 osób, a 100 zostało rannych. Karimow oskarżył o zorganizowanie tego ataku wojujących islamistów i opozycyjną partię Erk. Aresztowano kilka tysięcy osób. Do dziś Uzbekistan ma 6,5 tys. więźniów politycznych. Nic dziwnego, że w warunkach bezlitosnego ucisku i gospodarczej mizerii wielu pospieszyło pod sztandary radykalnego islamu.
Prawdziwa fala przemocy spustoszyła w latach 1992-1997 r. Tadżykistan. Muzułmanie z Islamskiej Partii Odrodzenia, przywódcy ugrupowań demokratycznych oraz klany, które nie zyskały udziału we władzy, wszczęły rebelię przeciw despotycznym rządom prezydenta Emomalego Rachmonowa, komunisty z regionu Kulab. W wojnie domowej zginęło około 70 tys. ludzi. Biorąc pod uwagę niewielką populację Tadżykistanu (6,5 mln mieszkańców), był to jeden z najkrwawszych konfliktów wewnętrznych w dziejach. W 1997 r. Rachmonow zawarł pokój, nakłoniony przez Rosję i państwa Azji Środkowej. Powodem tych nacisków był lęk przed afgańskimi talibami. Rok wcześniej fanatyczni „uczniowie szkół koranicznych” zdobyli Kabul i rozpoczęli zwycięski marsz na północ. Jak pisze Ahmed Raszid, pakistański publicysta i autor przetłumaczonej na wiele języków książki „Dżihad. Narodziny wojującego islamu w Azji Środkowej”, w żywotnym interesie Rosji i państw regionu leżało powstrzymanie ekspansji talibów. Pokój w Tadżykistanie miał umożliwić Rachmonowi udzielenie pomocy afgańskiej opozycji walczącej z talibami pod wodzą sławnego tadżyckiego bojownika Ahmeda Szaha Masuda. Islamska Partia Odrodzenia w Tadżykistanie została zalegalizowana i wzięła udział w wyborach, zdobyła jednak niewielkie poparcie. Odrodzenie muzułmańskie w Tadżykistanie załamało się – obywatele byli zmęczeni wojną, a mułłowie nie mieli recept na rozwiązanie problemów kraju. Sprzyjająca talibom Arabia Saudyjska nie wspomagała finansowo Islamskiej Partii Odrodzenia.
Jednym z komendantów polowych tadżyckiej IPO był charyzmatyczny i śmiały Uzbek Dżuma Namangani (właściwie Dżumaboj Chodżijew), który zdobył doświadczenie wojskowe, walcząc jako spadochroniarz armii radzieckiej w Afganistanie. Kiedy w Tadżykistanie zapanował pokój, Namangani usiłował zająć się rolnictwem, ale oburzony okrucieństwami popełnianymi przez reżim w Takszkiencie postanowił wzniecić świętą wojnę. Udał się do Kabulu, gdzie latem 1998 r. założył Islamski Ruch Uzbekistanu, który zdobył sympatyków w całej Środkowej Azji. IRU korzystał z poparcia talibów, według źródeł amerykańskich, otrzymywał także fundusze od Osamy bin Ladena. Dżuma zorganizował siły zbrojne, liczące od 800 do 2 tys. bojowników, z którymi w latach 1999-2001 dokonał partyzanckich rajdów na terytoria Kirgistanu i Uzbekistanu. Przerażony Karimow zapowiedział, że aresztuje każdego ojca, którego syn przyłączy się do IRU. „Gdyby moje dziecko wybrało taką drogę, osobiście urwałbym mu łeb”, zaklinał się autokrata z Taszkientu. Wydawało się, że armia Namanganiego, w skład której wchodzili Uzbecy, Tadżycy, Czeczeni, mudżahedini z Bangladeszu oraz Ujgurzy z chińskiej prowincji Sinciang, będzie rosnąć w siłę. Ale sytuację zmieniły zamachy na Stany Zjednoczone z 11 września 2001 r. Uzbekistan stał się nagle kluczowym sojusznikiem Waszyngtonu w wojnie z terroryzmem, Stany Zjednoczone założyły tu bazy wojskowe. Dżuma Namangani musiał walczyć w obronie talibów. Prawdopodobnie

zginął pod Kabulem

w amerykańskim nalocie. Jego zwolenników zabito, pojmano albo się rozproszyli. Ale w Kotlinie Fergańskiej wielu wierzy, że Dżuma żyje i pewnego dnia powróci, aby zaprowadzić sprawiedliwość.
Po szoku spowodowanym przez szybką klęskę talibów radykalny islam zaczyna się odradzać w Azji Środkowej. Ludzie są oburzeni obecnością Amerykanów, a przede wszystkim represjami ze strony skorumpowanych rządów, które pod pretekstem „wojny z terroryzmem” bez skrupułów tępią wolność słowa i religii (pod delikatnym naciskiem Waszyngton Karimow tylko symbolicznie złagodził swą politykę). Kiedy nie ma legalnych ugrupowań opozycyjnych, wyjątkową popularność w regionie zdobywa Hizb ut-Tahrir, partia założona w 1953 r. w Jordanii, która poza odnowieniem kalifatu i wprowadzeniem prawa islamskiego nie ma żadnego programu. Hizb ut-Tahrir nie dokonuje aktów terrorystycznych. Jej przywódcy twierdzą, że gdy sytuacja dojrzeje, uciskane masy powstaną i zmiotą bezbożne reżimy. Istnieją jednak obawy, że jeśli rządy w regionie będą kontynuować politykę pięści, działacze islamscy zradykalizują swe poglądy i sięgną po broń. Komentatorzy są zdania, że Zachód, a zwłaszcza Stany Zjednoczone, powinien nakłonić sojuszników z Azji Środkowej, aby przyznali swym społeczeństwom podstawowe swobody obywatelskie i religijne. W przeciwnym razie dżihad może wybuchnąć tu z nową mocą.


Stepy ropą płynące
Azja Środkowa obejmuje pięć państw – Kazachstan, Uzbekistan, Turkmenistan, Kirgistan i Tadżykistan. Ich terytoria sztucznie wytyczył Stalin zgodnie z zasadą „dziel i rządź”. Granica podzieliła klany, a nawet wioski. Sławne miasta, ośrodki kultury tadżyckiej, Buchara i Samarkanda, znalazły się w Uzbekistanie. Obszar Azji Środkowej jest rozległy (2.467.520 km kwadratowych), ale słabo zaludniony (około 56 mln mieszkańców, należących do 100 narodowości, wśród których dominują Uzbecy, Kazachowie i Tadżycy). Największym i najbardziej zasobnym w ropę i gaz ziemny państwem jest Kazachstan, najludniejszym zaś Uzbekistan (około 25 mln mieszkańców). W regionie dominują stepy, pustynie, a w Kirgistanie wysokie góry. Sercem Azji Środkowej jest długa na 320 km, licząca ponad 11 mln mieszkańców Kotlina Fergańska. W starożytności i średniowieczu przez Azję Środkową przebiegał słynny Jedwabny Szlak łączący Europę z Azją. Obecnie region ten znów zyskuje znaczenie strategiczne ze względu na ogromne złoża ropy naftowej i gazu. O wpływy w Azji Środkowej rywalizują więc USA, Rosja i Chiny.

 

Wydanie: 4/2004

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy