W tył głowy

W tył głowy

Czarnoskórzy marines bestialsko zamordowali swego dowódcę  polskiego pochodzenia i jego żonę

Korespondencja z Nowego Jorku i San Diego

Ameryka jest w szoku. Czarnoskórzy marines przez kilka godzin torturowali swego białego dowódcę i bestialsko gwałcili jego czarną żonę. Potem dokonali egzekucji. Był Polakiem, nazywał się Jan Paweł Pietrzak, a imię otrzymał na cześć papieża.
Henryka Pietrzak z Brooklynu ma dość życia. W kraju amerykańskiego snu przeżywa dantejskie piekło. Piekło zgotowali jej zbrodniarze, którzy sami niewątpliwie powinni tam trafić. Być może się tak stanie, bo za to, co zrobili, grozi kara śmierci. Zbrodniarzami jest czwórka czarnoskórych żołnierzy US Marines, którzy zamordowali swego białego dowódcę, sierżanta Jan Pawła Pietrzaka, syna Henryki Pietrzak, oraz jego afroamerykańską żonę Quianę Jenkins. Nim wykonali egzekucję strzałami w tył głowy, godzinami ich torturowali, a dziewczynę bestialsko gwałcili.

List do prezydenta elekta

W dzień polskiego Święta Niepodległości i zbiegającego się z nim amerykańskiego Dnia Weterana, 11 listopada, kobieta napisała list do Baracka Obamy, w którym zaciskając zęby, najspokojniej, jak potrafi, wykłada swój ból. Prośba matki do prezydenta elekta, aby sprawę zbrodni wyjaśnić do samego końca, brzmi dramatycznie. Zwraca uwagę szczególnie argumentacja zrozpaczonej kobiety, gdy mówi, że sednem zbrodni jest to, że żołnierza zabili jego bracia żołnierze, a Afroamerykankę jej bracia Afroamerykanie. Jest to zatem podwójny „mord braterski”. Dokonany przez żołnierzy we własnej ojczyźnie i w czasie pokoju. Już tylko to wymaga pochylenia się nad jego motywami, a odpowiedź należy się zarówno matce i rodzinie żołnierza, jak też matce i rodzinie żony żołnierza.
Zadaje także ważne pytania. Jak to możliwie, że w US Marines, formacji, która jest legendą amerykańskich sił zbrojnych, mogą funkcjonować mordercy. Czy może dlatego, że w związku z brakiem chętnych do służby na wojnach Busha do marines zaczęto przyjmować byłych kryminalistów z wyrokami? Czy gdyby tak się nie działo, jej syn i jego żona żyliby do dziś?
Zrozpaczona kobieta uważa, że odpowiedzi należą się nie tylko jej, ale matkom wszystkich żołnierzy i ich żon.
Już po napisaniu przypomni sobie, że być może powinna dodać, że w przeddzień męczeńskiej śmierci syn i synowa korespondencyjnie oddali swoje głosy na adresata listu, Baracka Obamę. Byli nim zafascynowani.

Zielona karta

Pietrzakowie przyjechali do Ameryki z synem Janem Pawłem i córką Alicją w 1994 r., kiedy matka wygrała zieloną kartę na loterii wizowej. Trafili na Brooklyn do dzielnicy Bensonhurst. Chodzili do pobliskiego kościoła św. Franciszki de Chantal, gdzie Janek był bierzmowany. Z dumą wszystkim opowiadał, że imiona ma po papieżu.
A pierwszego z nich nie pozwalał wymawiać jako „Dżon”, tylko w oryginalnym polskim brzmieniu. Równocześnie czuł się Amerykaninem. Po ataku 11 września 2001 r. postanowił, że wstąpi do US Marines. Kiedy skończył szkołę i dwa lata college’u, tak właśnie zrobił. O mało jednak plany te skończyłby się niczym. 24 maja 2003 r., gdy szedł w swej dzielnicy New Utrecht Avenue, zobaczył, że jakiś zbir bije jego kolegę. Pośpieszył na pomoc. Chciał ich rozdzielić. Napastnik zadał mu cios nożem w głowę. Janek uchylił się, ostrze rozerwało mu prawy policzek od ucha po szczękę. Padł na ziemię we krwi. Pogotowie zabrało go do szpitala. Lekarze z niemałym wysiłkiem pozszywali twarz. Pozostała jednak na niej widoczna blizna.

US Marines

Jesienią zameldował się w ośrodku szkoleniowym Marines. Po okresie przygotowawczym dostał przydział do jednostki helikopterowej w bazie Camp Pendleton, niedaleko San Diego w Kalifornii. Ponieważ zawsze miał smykałkę mechaniczną, przełożeni uznali, że największy pożytek będzie z Janka w obsłudze technicznej maszyn bojowych. Nie pomylili się. Polski marine szybko awansował.
Trzy lata temu, kiedy jednostka odlatywała do Iraku, lokalna społeczność urządziła jej pożegnanie. Po części oficjalnej wojsko poszło na dyskotekę. Tam Janek poznał Quianę, o dwa lata starszą, piękną Afroamerykankę. Wyróżniała się zresztą nie tylko urodą. W odróżnieniu od większości murzyńskich dziewcząt była jedynaczką, pochodziła z inteligenckiej, zamożnej rodziny, pisała wiersze…
Między młodymi zaiskrzyło.

Love story

Quiana czekała, aż Janek wróci z Iraku. Potem były tradycyjne zaręczyny z udziałem obu rodzin, niemal dwuletnie chodzenie ze sobą. W maju br. chłopak kupił dom w Winchester, eleganckim przedmieściu San Diego. Ślub wzięli 8 sierpnia 2008 r., czyli 8.8.08, a trzy ósemki w dacie miały zapewnić im, zgodnie z chińską tradycją, szczęście, powodzenie i majętność. Wesele było huczne. Zaraz potem wprowadzili się do swego domu przy Bermuda Street. Dwustumetrowego, z wielkim salonem i pięcioma sypialniami. 24-letni Janek był już sierżantem i dowodził 20-osobowym oddziałem. Jego żona awansowała jako asystentka medyczna w szpitalu dziecięcym. Myślała o studiach medycznych.
– Nie wierzyłam, że to się może skończyć źle – mówi Henryka Pietrzak. – Znajomi, zachwycając się zdjęciem Janka i Quiany, mówili, że to wszystko jest bardzo piękne, ale nie zawsze takie mieszane związki dobrze się kończą. Wzruszyłam ramionami. Przez kraj maszerował do Białego Domu Barack Obama z pieśnią zmiany i jedności Ameryki na ustach. Dla Quiany i Janka był niemal jak Bóg.
Wydawało się, że cały świat przed nimi…

Z zimną krwią…

Ten świat legł w gruzach 15 października br. Początkowo wszyscy dziwili się, jak zabójcy dostali się do domu Pietrzaków. Miał bardzo dobre zabezpieczania alarmowe, a Quiana wręcz pedantycznie dbała o bezpieczeństwo. Janek mógł mieć w domu broń, jak większość marines, ale na prośbę matki zrezygnował z tego. W październikowy dzień do drzwi Pietrzaków zadzwonił podwładny Janka, młodszy kapral, 20-latek Tyrone Miller. Widząc go, Janek otworzył. Ten od razu przystawił mu do głowy broń i popchnął do środka. Za nimi wpadła trójka bandytów: 18-letni młodszy kapral Emrys John, 21-letni młodszy kapral Kesuan Sykes i 20-letni szeregowy Kevin Cox.
Quiana siedziała przy stole i pisała podziękowania za weselne prezenty. Janek, widząc, co się dzieje, stoczył z napastnikami zaciekłą walkę. Cały salon był zdemolowany. Ciężkie meble poprzewracane. Zaatakowany mężczyzna uległ brutalnej sile i przewadze. Oboje zostali związani i zakneblowani. Dalej był już tylko horror. Dziewczynę w okrutny sposób gwałcono „tępym niezidentyfikowanym narzędziem”. Bandyci robili to kolejno. Najprawdopodobniej na oczach męża. Męczyli ich godzinami. Następnie zaczęli przy nich dyskutować, jak ich zabić. Ostatecznie odbyła się egzekucja strzałem w głowę. Wykonał ją Emrys John.

Powyborcza rewelacja

Na pogrzebie Janka i Quiany na wojskowym cmentarzu Riverside w San Diego nikt jeszcze nie wiedział, kim są sprawcy. Uroczystość była podniosła, odbywała się z pełnym ceremoniałem wojskowym. Trumna sierżanta Pietrzaka spowita była flagą narodową. Kompania honorowa oddała salwę.
O aresztowaniu sprawców rodziny zamordowanych dowiedziały się dwa tygodnie po zbrodni, ale bez szczegółów dotyczących jej przebiegu. Te ujawniła lokalna prasa dzień po wyborach prezydenckich.
– Chyba 29 października dostałam telefon od detektywa z San Diego, że złapali morderców Janka i Quiany. Był bardzo oszczędny w słowach, prosił o dyskrecję – mówi matka. – Kiedy przyszłam do pracy 5 listopada, dzień po wyborach, koleżanka pokazała mi wydruki z internetu. Myślałam, że nie przeżyję. Okazało się, że bandyci najpierw związali ich i zakneblowali. Potem zaczęli torturować oboje. Dopiero potem wykonali egzekucję. Najgorsze było jednak na końcu – zbrodniarzami okazali się żołnierze US Marines, podwładni Janka. Wszyscy czarnoskórzy.
Czy czas poinformowania mediów o detalach zbrodni był przypadkowy?
– Nie wierzę. Gdyby sprawa upubliczniła się z tymi wszystkim bestialskimi detalami oraz informacją o murzyńskim pochodzeniu morderców jeszcze w czasie kampanii, rezonans byłby ogromny… – mówi polski ksiądz, prosząc o nieujawnianie nazwiska.

Polonia nie wierzy w rabunek

W sąsiadującą z 11 listopada niedzielę ks. kanonik Andrzej Kurowski, proboszcz parafii św. Franciszki de Chantal, do której należał Jan Paweł Pietrzak, pamiętał o nim podczas uroczystej mszy za ojczyznę odprawianej z okazji Święta Niepodległości. Tego samego dnia Amerykanie obchodzą Dzień Weterana. Podczas mszy ks. Kurowski powiedział, że dzielny młody Polak pozostanie wzorem dla wszystkich rodaków, którzy chcą budować swoją przyszłość amerykańską, opierając się na przywiązaniu do wiary i tradycji polskiej oraz poświęceniu w obronie swojej nowej amerykańskiej ojczyzny. Wezwał wszystkich do modlitwy za jego duszę i duszę jego żony.
Przed kościołem św. Franciszki de Chantal – notabene patronki żołnierzy, którzy poszli na wojnę – stoi imponujący pomnik Jana Pawła II, którego imiona nosił sierżant Pietrzak. Monument odsłonięto jako pierwszy na świecie po śmierci papieża Polaka, a dokonywał tego bp prof. Tadeusz Pieronek w obecności władz Nowego Jorku, władz kościelnych, przedstawicieli Watykanu, świata dyplomatycznego i tłumów wiernych. Parafia miała bardzo bliskie związki z Janem Pawłem II, a jej coroczne pielgrzymki Ojciec Święty przyjmował na audiencjach. Miejsce symboliczne i szczególne.
W tym samym kościele w dniu pogrzebu Jana Pawła Pietrzaka i Quiany Jenkins specjalną mszę za dusze obojga odprawiał ksiądz biskup prof. Ignacy Dec, ordynariusz diecezji świdnickiej, skąd pochodzi rodzina Pietrzaków, jak również proboszcz parafii. Porywające kazanie biskupa jest do dziś wspominane przez Polaków w Nowym Jorku. Biskup nie wahał się nazwać sprawców synami diabła.
Wychodzący po nabożeństwie z kościoła nie ukrywali oburzenia dla zbrodni dokonanej na jednym z parafian i w gniewnych słowach wyrażali swoje opinie na temat tego, co się stało.
– Nigdy nie uwierzę, że chodziło o okradzenie Pietrzaków z kosztowności. Jak ktoś ma taki zamiar, stara się włamać, kiedy dom jest pusty. Jak idzie z bronią, w nocy, kiedy wie, że gospodarze są w domu i go rozpoznają, to z góry zakłada, że będzie musiał się ich pozbyć, aby go nie wydali. Z premedytacją szykuje zbrodnię. Gdy jeszcze bestialsko znęca się nad ofiarami, nim je zgładzi, to kiedy słyszę, że tu chodzi o rabunek, czyli motyw materialny zbrodni, po prostu nie wierzę! Proces tej bandy będzie testem amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości – mówi jeżdżący na co dzień żółtą nowojorską taksówką Marek Krawczyk z Podkarpacia.

Syndrom Sally Hemings?

Oficjalnie Biuro Szeryfa Powiatu Riverside podaje motyw rabunkowy. Wydaje się, że poszli do domu Pietrzaków, aby kraść. Sami aresztowani tego się zresztą trzymają.
– Nie ma nic, co sugerowałoby, że dokonano jej z powodów rasowych. Znam inne opinie, ale pochodzą one od ludzi z zewnątrz, którzy sami budują je w swych umysłach… – mówi prowadzący śledztwo detektyw Josh Button z wydziału ds. zabójstw tegoż biura.
Można usłyszeć jednak coś takiego:
– W praktyce przestępstw rabunkowych bardzo rzadkie są sytuacje, gdy towarzyszy im długotrwałe i bestialskie torturowanie. Jeżeli sprawcy bywają zaskoczeni, starają się jak najszybciej unieszkodliwić gospodarza i oddalić się z łupem, a nie pastwić się nad nim w miejscu kradzieży i narażać na ujęcie. W przypadku zbrodni na tle nienawiści sprawcy często pozostawiają na miejscu jakieś napisy poniżające ofiary. Nic o tym nie wiemy… – mówi policyjny detektyw z długoletnim stażem.
Obie rodziny w motyw rabunkowy nie wierzą. Podobnie Polonia, która dowierza raczej motywowi rasowemu czy wręcz – rasistowskiemu. Być może dla czarnoskórych podwładnych Pietrzaka fakt, że poślubił afroamerykańską piękność, robił karierę wojskową, a ich miał „pod sobą”, był nie do zniesienia. Ten motyw zasugerował zresztą konserwatywny dziennik „New York Post”.
W swej korespondencji z Waszyngtonu PAP przypomina o tzw. syndromie Sally Hemings, czyli zjawisku wrogości, z jaką niektóre środowiska murzyńskie w USA odnoszą się do mieszanych par, w których kobieta jest czarna, a mężczyzna biały. Jest to nawiązanie do sytuacji z czasów niewolniczych, kiedy biali posiadacze wykorzystywali czarne niewolnice także seksualnie. Najbardziej znaną stała się Sally Hemings, kochanka prezydenta Thomasa Jeffersona. Stereotyp z nią związany pokutuje do dziś gdzieniegdzie jako ilustracja z jednej strony – niewolniczej eksploatacji, a z drugiej – braku godności. Nie budzą „zastrzeżeń” związki odwrotne: czarnych mężczyzn z białymi kobietami.
Wszechobecna w USA poprawność polityczna sprawia, iż ten temat poruszany jest sporadycznie.

Niewinni…

Pojawienie się w sądzie powiatu Riverside dowiezionych z więzienia oskarżonych miało charakter proceduralny. Sędzia oficjalnie zapytał ich, czy przyznają się do winy, a Emrys John, Tyrone Miller, Kevin Cox i Kesuan „Psycho” Sykes po kolei odpowiedzieli, że się nie przyznają.
W sądzie pojawiła się, przybyła z Baltimore, rodzina Emrysa Johna, w zgodnych zeznaniach pozostałej trójki egzekutora Polaka i jego afroamerykańskiej żony. Matka, Janice John zobaczyła go dopiero na sali sądowej. Gdy ich spojrzenia na chwilę się spotkały, bandyta odwrócił natychmiast głowę, a kobieta wybuchła spazmatycznym płaczem. Nie chciała rozmawiać z dziennikarzami. Chętny był natomiast kuzyn oskarżonego, Kenneth Williams, który opowiadał, że 18-letni Emrys był dumą i wzorem dla całej rodziny, że pochodził z dobrej chrześcijańskiej rodziny, a to, co się stało, to… „nie jest on”. Z kolei Jeffrey Zimel, obrońca Millera, tego, który bronią zmusił Pietrzaka do wpuszczenia do domu, portretował go jako dobrego i spokojnego chłopaka, który w życiu nie był w żadnych poważniejszych tarapatach, ojca dwójki małych dzieci. Wcześniej także rodzina i znajomi Kevina Coksa ruszyli do mediów z zapewnieniami, że to jest w gruncie rzeczy miły i życzliwy chłopak, może tylko… ulegający wpływom. Tylko o Kesuanie Sykesie (ksywa „Psycho”) śledczy wspominają, że miał jakieś powiązania z gangiem ulicznym, a może nawet w nim był, zanim zdecydował się go zmienić na marines.
Sędzia następną rozprawę wyznaczył na 15 grudnia br.
Jak mówi nam znany kalifornijski prawnik specjalizujący się w sprawach karnych, pochodzący z Łodzi Jacek Lentz, fakt, że oskarżeni nie przyznają się do winy, jest typową formą obrony. Mają świadomość wagi oskarżenia i tego, że grozi im kara śmierci. Nie należy oczekiwać, aby współdziałali z prokuratorami. Walczą o życie. Mają prawo mówić, co im się podoba, albo nic nie mówić. Należy przy tym pamiętać, że system amerykański różni się od polskiego. Kwestia odpowiedzialności karnej i samego wyroku są odrębnymi kwestiami. Odpowiedzialność karna za czyn może być taka sama wobec członków grupy, ale wyroki różne – mówi mec. Lentz.
Dodaje, że w sprawach zagrożonych najwyższym wymiarem kary sąd zwykle zostawia obronie czas na przeprowadzenie niezależnego dochodzenia, zgromadzenie materiału dowodowego, przesłuchanie świadków itd. Trudno się zatem spodziewać finału sprawy przed upływem roku.
W sądzie potwierdziło się, że oskarżyciele utrzymują swoją linię, wedle której motywem zbrodni była chęć rabunku, i uważają, że nie miała podłoża rasowego. Z kolei rodziny ofiar nadal w motyw rabunkowy nie wierzą. Podobnie jak znacząca część opinii publicznej wypowiadająca się na licznych forach dyskusyjnych. Wśród amerykańskiej Polonii trudno znaleźć kogoś, kto byłby przekonany o motywie rabunkowym.
– Profil tej zbrodni i jej przebieg, moim zdaniem, nie pasuje do takiego motywu, a na pewno go nie wyczerpuje – mówi Jacek Lentz.

Ile ciszy nad tymi trumnami?

Sprawa bulwersuje. Z wielu powodów. Przede wszystkim z ludzkiego punktu widzenia, bo takie przypadki zezwierzęcenia zdarzają się rzadko. Po drugie, jest dewastująca dla wizerunku elitarnej formacji marines, dumy Ameryki. Po trzecie, godzi w afroamerykańską część społeczeństwa amerykańskiego. Wiara w wersję, że tu chodzi j e d y n i e o rabunek, wymaga naprawdę niezwykłej determinacji.
Gdyby czterej biali marines zamęczyli na śmierć swego czarnego dowódcę i jego białą żonę, na ulicach mielibyśmy dziś demonstracje. Po czwarte, dzieje się to wszystko w czasie euforii po wyborze na prezydenta Baracka Obamy.
Z tych wszystkich powodów proces sprawców będzie śledzony zapewne z wielką uwagą. Już zajęły się nim wszystkie najważniejsze amerykańskie stacje telewizyjne i znane tytuły prasowe. Miejmy nadzieję, że wymiar sprawiedliwości wyjaśni wszystkie motywy zbrodni i do samego końca.
– To jest także misja mego życia, ile by mi go jeszcze nie zostało – mówi Henryka Pietrzak. – Jestem to winna memu synowi!


Musimy pamiętać
Ks. kanonik Andrzej Kurowski, proboszcz parafii św. Franciszki de Chantal na Brooklynie
– Od czasu, kiedy dokonała się ta zbrodnia, nasza wspólnota żyje tą tragedią, solidaryzuje z rodziną i modli za dusze Jana Pawła Pietrzaka i jego żony Quiany. Nie ma dnia, abym nie miał kilku rozmów z parafianami na ten temat. Dominują gniew i oburzenie. Doprawdy US Marines to ostatnie miejsce, gdzie powinni się znajdować zwyrodniali, chorzy z nienawiści zbrodniarze. Trzeba coś zrobić, aby ich tam nie było i żeby nie mieli szans tam trafić.
Pani Henryka Pietrzak i jej rodzina zawsze mogą liczyć na naszą pomoc. Nasz kościół stoi dla nich otworem.
O tym, co się stało, musimy pamiętać, ale także wierzyć, że sprawiedliwość zatriumfuje. Zbrodniarze powinni zostać nie tylko szybko, lecz także wnikliwie osądzeni. Proces musi odpowiedzieć na pytania dotyczące motywów i przebiegu tej piekielnej zbrodni.


Nowy Jork, 11 listopada 2008 roku

Szanowny Pan
BARACK OBAMA
Prezydent Elekt
Stanów Zjednoczonych Ameryki

Szanowny Panie Prezydencie,

Zabili mi syna. Miał 24 lata. Był sierżantem US Marines. Nazywał się Jan Paweł Pietrzak. Jan Paweł to polskie imiona odpowiadające angielskim John Paul. Syn dostał je dla uczczenia Jana Pawła II, polskiego papieża Kościoła rzymskokatolickiego, który odmienił oblicze świata i zmienił bieg jego historii, doprowadzając do upadku komunizmu.
W 1994 roku, wraz z mężem, synem i córką wyemigrowaliśmy do Stanów Zjednoczonych. Zamieszkaliśmy na Brooklynie w Nowym Jorku. Oboje z mężem ciężko pracowaliśmy, aby wychować nasze dzieci na dobrych Amerykanów i patriotów ich nowej ojczyzny. Po zbrodniczym ataku terrorystycznym 11 września 2001 roku, kiedy syn miał 17 lat, zdecydował, że pójdzie do US Marines. Chciał bronić Ameryki. Chciał to robić w legendarnej formacji amerykańskich sił zbrojnych, znanej z waleczności, wierności i poświęcenia. Strzegącej prezydentów Stanów Zjednoczonych i najważniejszych osób w państwie. Chciał iść drogą ciężkiej, ale zaszczytnej służby.
Wstąpił do marines w 2003 roku. Walczył w Iraku. Po powrocie służył w bazie Camp Pendleton w Kalifornii. Awansował i robił karierę w jednostce helikopterowej, jako sierżant dowódca zespołu obsługi technicznej maszyn bojowych. W maju tego roku kupił dom w Winchester. 8 sierpnia br. poślubił Quianę Jenkins, amerykańską Afroamerykankę z Kalifornii. Zaczęli budować swoje własne życie.
To życie odebrane im zostało w bestialski sposób 15 października tego roku.
Oboje zostali napadnięci we własnym domu. Zostali związani i zakneblowani. Następnie poddani nieludzkim torturom. Żonę syna w bestialski sposób gwałcono. Najprawdopodobniej na jego oczach. Potem, z zimną krwią dokonano egzekucji.
Sprawcami okazali się… czterej żołnierze US Marines, tak jak mój syn. Jego bracia w służbie. Z tej samej jednostki, co syn. Dwóch z nich było jego podkomendnymi.
Sprawcami okazali się czterej Afroamerykanie, tak jak moja synowa. Jej bracia z tej samej grupy etnicznej.
Bracia zabili brata i siostrę.
Pytam: Dlaczego się tak stało? Skąd znaleźli w sobie tyle dzikiej, bezwzględnej siły i okrucieństwa? Co ich motywowało? Co sprawiało, że mój syn i moja synowa stali się dla nich nie do zniesienia? Czy tylko chęć okradzenia ich domu? Jeżeli tak, to dlaczego nie przyszli, kiedy nikogo w nim nie było, ale w środku nocy, po zęby uzbrojeni?
Pytam: Jak to się stało? Jak w US Marines mogli się znaleźć ludzie o skłonnościach morderców, z których co najmniej jeden – jak czytam w prasie – był członkiem gangu? Czy to prawda, że w ostatnich latach kryteria naboru do sił zbrojnych zostały tak obniżone, że mogą w nich służyć ludzie z przeszłością kryminalną i wyrokami, brakuje bowiem chętnych do wojennej służby? Czy, gdyby nie mogli, mój syn i moja synowa żyliby dziś?
Śmierć na wojnie z ręki wroga jest dla żołnierza honorem patriotycznym. Ten fakt pozwala przezwyciężyć rodzinie tragedię rozstania. Śmierć żołnierza we własnej ojczyźnie z ręki drugiego żołnierza odbiera sens służbie wojskowej. Dla rodziny staje się wiecznym cierpieniem. Moje cierpienie nie ustanie, póki żyję.
Chcę jednak, aby nigdy, żadna matka żołnierza nie musiała cierpieć z tego samego powodu, co ja. Dlatego chcę, aby sprawa śmierci mego syna została wyjaśniona do samego końca. Należy się to wszystkim matkom wszystkich żołnierzy pozostających w służbie.
Ta sama wiedza należy się także rodzicom mojej synowej. Muszą wiedzieć, dlaczego zginęła jako żona żołnierza. Dlaczego została wybrana na cel wrogiego i bestialskiego ataku we własnej ojczyźnie i w czasie pokoju. Należy się to także wszystkim rodzicom wszystkich żołnierskich żon.
Poprzez śmierć Quiany i Jana Pawła dokonało się zło śmiertelne. Zginęli z rąk braci. Najwyższa pora, aby w Ameryce nikt więcej już nigdy tak nie ginął.
Time for Change.
Zwracam się do Pana, aby pomógł mi Pan w możliwość tej Zmiany uwierzyć.
Niech Bóg ma Pana w swej opiece.
Z wyrazami szacunku i nadziei,
Henryka Pietrzak-Varga

Wydanie: 49/2008

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy