Reformowanie à la Platforma

Reformowanie à la Platforma

Okazuje się, że najważniejszą sprawą w Rzeczypospolitej jest uporządkowanie sprawy hazardu. Sejm w pośpiechu, z dnia na dzień uchwala stosowną ustawę. Aby zatrzeć złe wrażenie po cmentarnych rozmowach Zbigniewa Chlebowskiego z bossami przemysłu hazardowego, Platforma gotowa jest zapomnieć o swym doktrynalnym liberalizmie i wyraźnie wbrew tej doktrynie wprowadzić mało co prawda logiczną i konsekwentną reglamentację, ale zawsze reglamentację tego biznesu.
Uzasadnianie pilności regulacji tej kwestii jest co najmniej śmieszne. Jakoś dotąd nikt nie sądził, że jest to najważniejsza sprawa dla państwa i narodu. Okazało się, że jest. Hazard może bowiem stać się nałogiem, który osłabi szczerą i patriotyczną duszę polską. Przeciwnie, widać, niż alkohol. Ten do nałogu nie prowadzi i duszy polskiej nie tylko nie gubi, ale najwyraźniej ją wzmacnia. Dlatego tu akurat Platforma ingerować restrykcyjną ustawą nie zamierza. Pada pytanie, czy ostatnie tygodnie ujawniły aferę hazardową, czy może bardziej aferę CBA i jej szefa, Mariusza Kamińskiego?
Z pociągnięć rządu trudno odczytać właściwą intencję. W każdym razie nie udało się rządowi wyciągnąć z ostatnich wydarzeń właściwych wniosków. Nowy szef CBA, niejaki pan Wojtunik, dotąd szef CBŚ, jest zachwycony swoją nową instytucją. Ten były podwładny Komendanta Głównego Policji, nadzorowanego przez Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, poczuł siłę i niezależność. Formalnie nadzoruje go premier, czyli naprawdę nikt. Jest to naprawdę miłe szefowi każdej służby specjalnej.
Donald Tusk najwyraźniej nie zrozumiał dwóch rzeczy. Po pierwsze, nadzorując służby specjalne (CBA, ABW, Agencję Wywiadu), ponosi też za nie pełną odpowiedzialność. Czy mu się to podoba, czy nie, za patologie w działaniach CBA w okresie ostatnich dwóch lat, które publicznie kilkakrotnie krytykował, ponosi on osobiście odpowiedzialność! Nie zrozumiał też, że kryzys polityczny wywołany niedawno, który o mało co nie zakończył się upadkiem rządu, nie był spowodowany ani osobowością Mariusza Kamińskiego, ani jego orientacją polityczną. Rzecz w tym, że idiotyczna ustawa o CBA, wspólne dzieło PiS i Platformy żyjącej mirażem rządzenia wespół z PiS w ramach jakiegoś PO-PiS, sytuuje tę służbę jako tajnego kontrolera władzy wykonawczej, faktycznie niezależnego nie tylko od tej władzy (rządu!), ale także od władzy ustawodawczej i sądowniczej. Dziwny to ustrój, w którym czwartą władzą jest tajna służba specjalna. Jeśli chce się skończyć z patologią, nie wystarczy zmienić szefa takiej służby, ale trzeba zmienić ustawę. Ucywilizować uprawnienia CBA, wzmocnić sądową kontrolę nad czynnościami operacyjnymi realizowanymi przez tę służbę, a ją samą oddać pod nadzór ministra właściwego do spraw wewnętrznych. A na to wyraźnie ani Platforma, ani nowy szef CBA nie mają ochoty.
Platforma w ogóle ma wstręt do jakichkolwiek reform. Po serii skandali z IPN, którego dokonania naukowe można sprowadzić do odkrycia panów Gontarczyka i Cenckiewicza, że komunizm w Polsce obalił w gruncie rzeczy gen. Kiszczak, jego funkcjonariusze oraz ich agenci, Platforma zapowiedziała zmianę ustawy o IPN. Prace nad ustawą otoczone są tajemnicą. Jednak z tego, co przenika do mediów, widać, że tak naprawdę brakuje jakiejkolwiek koncepcji i skończy się na zmianie przepisów dotyczących powoływania rady naukowej IPN, co ma znaczenie trzeciorzędne. Utrzymywany jest cały pion lustracyjny: kilkudziesięciu prokuratorów pobierających pensje prokuratorów apelacyjnych, którzy przez ostatnie dwa lata skierowali do sądów, zdaje się, cztery sprawy, nawiasem mówiąc, osób w ostatnim dziesięcioleciu lustrowanych już kilkakrotnie. Właśnie w pierwszej z tych spraw zapadł prawomocny wyrok, dla lustrowanego korzystny. Druga sprawa jest identyczna, z góry można przewidzieć, jaki zapadnie wyrok. W trzeciej i czwartej sprawie też nie wróżę IPN sukcesu. Lustrowani po raz kolejny dwaj posłowie dotąd wychodzili z lustracji obronną ręką. Nawet osławiony, pełen lustracyjnej gorliwości niegdysiejszy rzecznik interesu publicznego, sędzia Nizieński, stwierdził, że w ich sprawach brakuje dowodów na współpracę.
Z braku innych zajęć prokuratorzy IPN, z nudów i dla rozrywki, za nasze pieniądze urządzają sobie tak kuriozalne śledztwa jak w sprawie śmierci gen. Sikorskiego. Wszczęto je w celu sprawdzenia, czy aby śmierć generała nie była nieprzedawnialną zbrodnią komunistyczną. Jak wiadomo, śledztwo to przyniosło dwa efekty. Pierwszy to ustalenie, że gen. Sikorski w dalszym ciągu nie żyje. Efekt drugi to uzyskanie trumny generała, która jako „dowód rzeczowy” zalega w katowickim oddziale IPN i nie bardzo wiadomo, co z nią zrobić.
Sprawa IPN dawno dojrzała do zasadniczego rozstrzygnięcia. Pion lustracyjny należy rozwiązać, materiały zebrane przez służby PRL-owskie o osobach zajmujących najwyższe stanowiska w państwie upublicznić w całości, zainteresowanym umożliwić odniesienie się do treści tych materiałów. Archiwum IPN włączyć do Archiwum Akt Nowych i jego zasoby udostępniać na ogólnie przyjętych w archiwistyce zasadach. Zaoszczędzone w ten sposób miliony złotych przeznaczyć na granty dla badań nad najnowszą historią Polski i przyznawać je historykom akademickim i ich zespołom. Ale Platforma tego nie zrobi. Trochę pomarudzi, na koniec dokona nieznacznego liftingu ustawy o IPN, nie dotykając istoty rzeczy. Bo taka właśnie jest Platforma. „Rządzić milej niż PiS” – to hasło realizuje już z powodzeniem przez dwa lata. Ale zgódźmy się, rządzić milej niż PiS nie jest trudno.

Wydanie: 47/2009

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy