Rektor na trudne czasy

Rektor na trudne czasy

Rozwiązanie wielu problemów, a przede wszystkim problemu pandemii, przyjdzie z uniwersytetów, od ludzi nauki

Prof. Ryszard Koziołek – rektor Uniwersytetu Śląskiego

Został pan rektorem Uniwersytetu Śląskiego w ciekawych czasach. Pandemia, sytuacja polityczna, wiele rzeczy dzieje się w Polsce i na świecie. Jaką rolę w tym zamieszaniu odgrywa uniwersytet?
– Ogromnie ważną. Rozwiązanie wielu problemów, a przede wszystkim problemu pandemii, przyjdzie z uniwersytetów, od ludzi nauki. To tam trwają prace nad szczepionką, lekami, strategią radzenia sobie z kryzysem, także klimatycznym. Uniwersytety zostały stworzone do tego, by rozwiązywać nasze ludzkie problemy.

Czy uniwersytet jest instytucją polityczną?
– W tym najczęstszym rozumieniu słowa polityczny jest instytucją apolityczną, czyli pomyślaną w taki sposób, żeby kształcenie i badania nie były zależne od bieżącej polityki. Tak zapisana jest jego rola w konstytucjach wielu krajów, a zwłaszcza zachodnich demokracji, zapewniających mu eksterytorialność i wysoki stopień autonomii, pozwalających na prowadzenie go zgodnie z wewnętrznymi statutami, ograniczając możliwość ingerencji w nim organów ścigania bez zgody rektora. Nauczanie i kształcenie rozwijają się najlepiej chronione przed polityką i agresywną ideologią. Apolityczne powinny być również przyznawane uniwersytetom dotacje. Potrzebujemy wsparcia, ale jako formy inwestycji społecznej w przyszłość. Nie może to być forma szantażu, że władza daje uczelniom pieniądze, a one w zamian robią to i to. Uczelnie, żeby pozostać apolityczne, również muszą być chronione przed agresywnym kapitałem, który będzie wymuszać środkami finansowymi określone badania lub sposób działania.

Uniwersytet zostaje wmieszany w rozgrywki nie tylko naukowe. Pojawiły się w mediach informacje o kolejnym ruchu prokuratury w postępowaniu w sprawie dr hab. Ewy Budzyńskiej. Studenci mają udostępnić notatki z prowadzonego przez nią przedmiotu jako materiał dowodowy.
– To bardzo złożona sprawa, która ciągnie się od długiego czasu. Coraz trudniej zachować nam tu jasność widzenia. Zwłaszcza komuś, kto przygląda się temu z zewnątrz. Pani dr hab. Ewa Budzyńska nie jest już pracownikiem UŚ. Odeszła z niego na własną prośbę. Stało się to po wniesieniu skargi ze strony studentów, którzy poczuli się dotknięci poglądami wygłaszanymi przez nią w formie prawd naukowych. Mają do tego prawo, podobnie jak pracownicy uczelni, którzy czują się dotknięci, urażeni, zbulwersowani zachowaniem studentów.

Skarga trafiła do ówczesnego rektora, który rozpatrzył jej treść i uznał za zasadną. W kolejnym kroku sprawa została skierowana do rzecznika dyscyplinarnego. Nie jesteśmy przecież w stanie od razu rozstrzygnąć rzetelności i uczciwości takiej skargi. Rzecznik po przesłuchaniu obu stron uznał, że studenci mieli prawo do jej wniesienia, i przekazał sprawę do komisji dyscyplinarnej, czyli rodzaju niezależnego sądu uczelni. Ten ma za zadanie wydanie orzeczenia i uznanie, czy sprawa ma być umorzona, czy ma doprowadzić do jakieś formy kary, np. w formie upomnienia.

Sprawa toczy się długo z powodu nie celowej zwłoki, ale procedur uczelnianych. Z końcem kadencji poprzedniego rektora ustała działalność komisji dyscyplinarnej. Sprawa została wznowiona dopiero po wakacjach, kiedy powołano nową komisję. A rektorowi po wielokroć zadaje się pytanie, dlaczego nie reaguje, co się dzieje. Formalnie od momentu skierowania sprawy do rzecznika rektor jest wyłączony z dochodzenia, nie ma nic do gadania i czeka, aż skończy się obradowanie. Dopiero po wydaniu orzeczenia zapoznaje się z nim.

A co z prokuraturą?
– Prokuratura równolegle podjęła dochodzenie na wniosek nieznanego mi oskarżyciela, który zarzucił studentom składanie fałszywych zeznań. Ta sprawa toczy się na zewnątrz uczelni z zupełnie innego powództwa, do czego tym bardziej nie mam wglądu. Budzi to jednak mój niepokój czy wręcz mnie bulwersuje, ponieważ traktuję to jako wyraz braku zaufania do uczelni i organów, które w tej sprawie rozstrzygają. Dotyczy ona tak naprawdę sporu światopoglądowego bądź pomieszania opinii z faktami naukowymi. Moim zdaniem nikt nie potrafi tego rozstrzygnąć lepiej niż sami naukowcy. Natomiast prokuratura podjęła działania w sprawie składania fałszywych zeznań, nie czekając na rozstrzygnięcie komisji dyscyplinarnej. Uważam to za działanie niezrozumiałe i nieuzasadnione.

Jeśli dobrze rozumiem, przedmiotem dochodzenia jest wymieszanie porządku naukowego ze światopoglądowym, nie zaś sama treść poglądów dr hab. Ewy Budzyńskiej?
– Nie wiem tego, ponieważ konkretne zarzuty znane są jedynie stronom i ich pełnomocnikom. Naukowiec może sobie pozwolić na przedstawienie swoich poglądów przy wyraźnym zaznaczeniu, że są to właśnie poglądy, i zapewnieniu uczestnikom zajęć pola do przedstawienia własnych opinii, a następnie zweryfikowaniu ich na podstawie wiedzy faktycznej.

Ostatnio w rozmowie o edukacji pojawiły się głosy, że minister edukacji narodowej i szkolnictwa wyższego Przemysław Czarnek również będzie narzucał kierowanym przez siebie podmiotom swoje przekonania. A mówił wiele o bezzasadności gender studies, wypowiadał się przeciw społeczności LGBT+. Wzbudza to pana obawy?
– Może to nie są obawy, ale rodzaj dezaprobaty. Uważam, że to stanowisko szczególnie wrażliwe społecznie. W sytuacji zaś, w której szkoły powinny być świeckie, a uniwersytet autonomiczny, tak radykalne poglądy nie są dobrym prognostykiem. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że dzisiejsze media preferują osoby o ostrych i wyrazistych poglądach, które mają zdolność polaryzowania debaty publicznej. Tam mamy do czynienia z teatrem polityki w bardzo złym guście. Natomiast codzienna praca wymaga złagodzenia poglądów. Mam nadzieję, że stanie się tak i w tym wypadku. Natomiast po takich wypowiedziach panu Czarnkowi trudniej będzie przekonać o swojej bezstronności ludzi, którzy stoją na straży wolności akademickich, świeckiej szkoły, tolerancji, niewykluczania nikogo z żadnego powodu związanego z płcią, kolorem skóry, religią, tożsamością seksualną. Trzeba poczekać, czy te niepokoje się utwierdzą, czy rozwieją.

W aplikacji na stanowisko rektora napisał pan, że uniwersytet jest obecnie jedyną instytucją publiczną przygotowaną, aby przejąć każdy spór lub konflikt i nadać mu postać cywilizowanej konwersacji.
– Rola uniwersytetu jest szczególna, ponieważ społeczeństwo nie ma wiele miejsc, w których mogłoby odnieść korzyść z porządnej, dobrze zorganizowanej i uargumentowanej, kulturalnej debaty. Jesteśmy enklawą. Ale też nie możemy odwracać się od tego, co dzieje się w debacie publicznej, i uznać, że zostawiamy na zewnątrz brud polityki i emocjonalną debatę, a my tu w cichości będziemy zajmować się swoimi sprawami. Wydaje mi się, że trzeba szukać pewnego modelu dobrej dyskusji i transmitować go w tamtą stronę, ale też wciągać w swój świat agresywnych aktorów sceny publicznej i trochę ich zmuszać do innego sposobu dyskutowania, który jest standardem w murach uczelni.

Czy taka zmiana języka debaty jest możliwa?
– Chciałbym powiedzieć, że tak, ale uniwersytet dysponuje o wiele skromniejszymi środkami niż media, zainteresowane ostrymi sporami, bo to jest atrakcyjne widowisko, bo to się klika. Uczelnia w tej rywalizacji jest o wiele bardziej konserwatywną instytucją. Ale swoją działalnością chcemy udowadniać, że inna debata jest możliwa. Kto ma to robić, jeśli nie my?

Z wykształcenia jest pan polonistą. Rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego w tym roku został teatrolog – prof. Jacek Popiel. Czy humanistyka to lek na trudne czasy?
– Dodałbym do tego zestawienia polonistów na stanowiskach rektorów prof. Bogumiłę Kaniewską na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od pewnego czasu z radością widzę, że stopniowo granice między naukami przestają być zauważalne. Coraz wyraźniej widzimy, że naszych problemów nie rozwiąże się w obrębie jednej dyscypliny. Mówimy dzisiaj o ociepleniu klimatu. Wiemy, że odpowiedzi, jak zneutralizować jego skutki, nie znajdą w pojedynkę ani chemicy, ani fizycy, ani politycy. Muszą oni współdziałać ze sobą i pracować również ramię w ramię z psychologami, pedagogami, nauczycielami, politologami. Wszystkimi, którzy przekonają ludzi do zachowań ekologicznych i dostarczą nam instrumentów do tego, żeby sensowniej gospodarować energią, odejść od paliw kopalnych. Ale przecież choćby kluczowa w Polsce transformacja przemysłowa wymaga decyzji nie tylko ekonomicznych, lecz także psychologicznych i społecznych. Tak, żeby ludziom mieszkającym m.in. na Śląsku zapewnić sensowną i stopniową transformację. To chyba humanistyka najwcześniej zrozumiała, że problemy ludzkie są możliwe do rozwiązania we współdziałaniu różnych dyscyplin i nauk. Dodatkowo to ona jest nauką, która prowadzi do rozumienia człowieka, jednostki i społeczeństw, a bez tego nie powiedzie się żaden projekt, żaden plan, żaden sensowny sposób wymyślenia lepszej przyszłości.


Prof. Ryszard Koziołek – literaturoznawca, eseista, pisarz, wykładowca akademicki. Autor książek „Ciała Sienkiewicza. Studia o płci i przemocy”, „Dobrze się myśli literaturą”, „Wiele tytułów”. Laureat Nagrody im. Kazimierza Wyki za wybitne osiągnięcia w dziedzinie eseistyki oraz krytyki literackiej i artystycznej.


Fot. Julia Agnieszka Szymala

Wydanie: 44/2020

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy