Najpierw rozmowy, potem ulica

Najpierw rozmowy, potem ulica

Nasze OPZZ-owskie ekspertyzy i oceny są na ogół bliższe rzeczywistości niż prognozy rządowe


Andrzej Radzikowski – przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, od 2 listopada przewodniczący Rady Dialogu Społecznego


Równocześnie przewodniczący OPZZ i przewodniczący, rotacyjny, Rady Dialogu Społecznego. Jak pan funkcjonuje w tych dwóch postaciach? Dwóch duszach?
– Jako szef centrali związkowej reprezentuję pracowników zrzeszonych w naszych organizacjach członkowskich. Natomiast jako przewodniczący Rady Dialogu Społecznego muszę wszystkich partnerów traktować jednakowo. Odgrywam rolę organizatora – moim zadaniem jest ustalenie porządku obrad Prezydium RDS, które zatwierdza porządek obrad całej Rady. Pilnuję więc, by wszyscy partnerzy, którzy chcą w ramach RDS  swoje sprawy, mieli tę możliwość.

Kim są ci partnerzy?
– Poza nami – dwie inne centrale związkowe, Solidarność i Forum. Oraz sześć organizacji pracodawców i strona rządowa. Związkowcy i pracodawcy w sumie reprezentują wiele milionów ludzi. RDS to jedyne forum trójstronne, w ramach którego związki zawodowe, pracodawcy i rząd siadają przy jednym stole, by rozmawiać o najważniejszych problemach państwa, pracowników i przedsiębiorców.

Rząd podchodzi do spotkań RDS właściwie?
– Wiceprzewodniczącym Rady ze strony rządowej jest zawsze minister od spraw pracy. Przez pewien czas była to pani Marlena Maląg, potem był pan Jarosław Gowin, teraz znów jest pani Maląg. Dwukrotnie w ostatnich latach gościem RDS był premier.

Formuła Rady zakłada, że jest to głównie forum wymiany informacji. A czy w RDS toczą się również negocjacje?
– W ustawach jest zapisane, że niektóre sprawy, np. opiniowanie budżetu państwa czy ustalenie wskaźnika wynagrodzeń w sferze budżetowej lub płacy minimalnej, muszą przejść przez RDS. Negocjacje zatem się odbywają, w zespołach problemowych. Jest ich kilkanaście. W tych zespołach pracują eksperci trzech stron i w wielu przypadkach mają miejsce negocjacje. W ten sposób w sierpniu ub.r. osiągnęliśmy porozumienie w sprawie płacy minimalnej w ochronie zdrowia.

Mamy lepszych ekspertów niż rząd

A jaki jest poziom ekspertów? Czy związki mają ekspertów, którzy są partnerami dla ekspertów rządu i pracodawców, stron znacznie od was zasobniejszych?

– OPZZ ma bardzo dobrych ekspertów. Mamy ich niewielu, ale są bardzo kompetentni. Norbert Kusiak, Renata Górna, Paweł Śmigielski, Zygmunt Mierzejewski, Paweł Galec… Dlaczego mam prawo tak twierdzić? Otóż jeśli negocjujemy założenia do budżetu państwa, to nasza ocena wskaźników wzrostu czy inflacji jest z reguły dużo bliższa prawdy niż wskaźniki ekspertów rządowych. Tak jest od lat! Nasze OPZZ-owskie ekspertyzy, oceny są na ogół bliższe rzeczywistości niż prognozy rządowe. Uważam więc, że mamy dobrych ekspertów i jesteśmy dobrze przygotowani do rozmów.

Czy RDS ma budżet na wsparcie ekspertów?
– Dość symboliczny. Co uderza zwłaszcza w związki zawodowe. Wielokrotnie zwracaliśmy uwagę, że ten budżet powinno się zwiększyć i że Rada powinna mieć własny, wspólny zespół ekspercki. Po to, żeby mieć większe wspólne zaufanie do ekspertyz i tez, które stawiamy. Gdy każda ze stron podaje swoje dane, zawsze jest doza wątpliwości: czy one są rzetelne, czy koloryzowane?

Czy eksperci związkowi mówią jednym głosem?
– W większości spraw! W tym roku mieliśmy wspólne zdanie na temat płacy minimalnej, wskaźnika wzrostu wynagrodzeń w sferze budżetowej, waloryzacji rent i emerytur. I wielu innych. W RDS mamy możliwość przyjmowania stanowisk trójstronnych i dwustronnych. Trójstronne, z udziałem rządu, w ostatnim okresie były dwa. Jedno dotyczyło mediatorów, drugie – zmian legislacyjnych umożliwiających przejście na emeryturę pomostową bez rozwiązywania umowy o pracę. Natomiast porozumień dwustronnych z pracodawcami mamy kilkadziesiąt! Okazuje się, że związki zawodowe i pracodawcy mają dużo wspólnych interesów.

To już nie jest konfrontacja?
– Jedna i druga strona zaczyna dostrzegać wspólne interesy. Związkowcy mają świadomość, że bez firmy nie będzie miejsc pracy, pracodawcy mają coraz większą świadomość, że dobra atmosfera pracy zapewnia wydajność i stabilizację firmy. Zresztą pokazał to kryzys – tam, gdzie był klimat wzajemnego zaufania, łatwiej było osiągać porozumienia, podejmować działania antykryzysowe.

Inflacja zaczyna wszystko zżerać

Jak działa Rada Dialogu Społecznego w czasie pandemii?
– Początek pandemii wyznaczył wiele dodatkowych zadań, bo budowano programy antykryzysowe i programy wsparcia. W tej chwili również podejmujemy tematy, które wynikają z bieżącej sytuacji w państwie.

Jakie tematy?
– Przede wszystkim to epidemia. Rozmawiamy o sytuacji w ochronie zdrowia, pogarszającej się dostępności do opieki zdrowotnej i nadmiernej liczbie zgonów. Kolejnym tematem jest wdrażanie Zielonego Ładu, przekształcenia energetyczne. Poza tym mamy napiętą sytuację wśród pracowników sfery finansów publicznych. Jesienią, po naszych protestach, rząd trochę zwiększył finansowanie. Ale w tej chwili bardzo duża inflacja zaczyna to wszystko zżerać i napięcia zaczynają narastać. Parę dni temu związkowcy z ZNP i z Forum zwrócili się do mnie, żeby na najbliższym posiedzeniu Prezydium RDS porozmawiać o sytuacji w oświacie pod kątem i wynagrodzeń, i pewnych reform, które planuje minister, i zagrożenia dialogu przy takim sposobie jego prowadzenia, jaki prezentuje minister Czarnek. Zwrócili się też do mnie pracownicy administracji skarbowej oraz sądów, żeby podjąć sprawę ich wynagrodzeń. Po wrześniowo-październikowym uspokojeniu, zapowiedziach dodatkowych wypłat w bieżącym roku i wzrostu płac w przyszłym zaczyna przy tej inflacji odżywać sprawa wzrostu wynagrodzeń. Będziemy więc w RDS rozmawiać także o inflacji!

Rząd przedstawił niedawno pakiet antyinflacyjny.
– Nie był on konsultowany z RDS. Trochę nas to dziwi. Inflacja nie spadła z nieba, nie pojawiła się znienacka. Nasi eksperci już wcześniej przestrzegali, że jest takie zagrożenie. Rząd to długo bagatelizował. A w tej chwili w ciągu paru dni opracował pakiet i go ogłosił. W naszej ocenie naruszył zasady dialogu społecznego, bo pakiet kwalifikuje się do rozmowy i debaty na forum RDS.

W sprawie inflacji związkowcy i pracodawcy idą ręka w rękę.
– Pracodawcy sygnalizują kłopoty. Po pierwsze, rosną koszty produkcji, a więc muszą podnosić ceny wyrobów. Inflacja ten zysk zżera. Po drugie, pojawia się nacisk na wzrost wynagrodzeń ze strony pracowników, bo ceny rosną. I kółko się zamyka.

W jakich branżach naciski są największe?
– W zasadzie we wszystkich. Mamy też rysujący się kryzys w przemyśle samochodowym, ze względu na przerwy w dostawie elektroniki staje produkcja. Dostajemy sygnały, że jest pilna potrzeba uruchomienia programu wsparcia dla przemysłu motoryzacyjnego, bo może tam dojść do dużych zwolnień pracowników.

W samochodówce jest niestety tak, że to właściciele decydują, który zakład zamknąć, a który ratować. I zamykają ten zagraniczny, czyli w Polsce.
– Tego się obawiamy. Mieliśmy przykład Fiata. Kiedy spółka znalazła się w kryzysie, zamykano najpierw zakłady zagraniczne. Dlatego w związku z Krajowym Planem Odbudowy mieliśmy nadzieję, że będzie okazja do unowocześnienia i odbudowania polskiego przemysłu. Bo tam, gdzie jest spółka nawet z kapitałem zagranicznym, ale mocno oparta na polskiej technologii, pracownikach, polskiej myśli technicznej, koncern nie zlikwiduje tak łatwo produkcji. A tam, gdzie jest bardzo prosta produkcja, typu montownia, to się zamyka i już… Niemało było takich przykładów.

Zanim wyjdziemy na ulice

Z pańskich słów o Radzie Dialogu Społecznego wynika, że aktywność związków zawodowych zaczyna się przenosić z ulic, na których demonstrowano, do sal konferencyjnych, gdzie debatują eksperci.
– Tak do końca nie jest. Utrzymujemy obie formy aktywności. Ale na pewno jest dzisiaj duże zrozumienie dla negocjacji, zwłaszcza w ramach RDS. Żeby, zanim wyjdziemy na ulicę, spróbować szukać porozumienia.

Miały być we wrześniu wielkie demonstracje budżetówki i ich nie było…
– W wakacje rząd zapowiedział, że w ogóle nie będzie w przyszłym roku podwyżek w sferze budżetowej. Te zapowiedzi wywołały protesty, więc rząd zaczął po trochu dosypywać. A to powiedział, że da 4%, za chwilę dodał, że dołoży 3% w ramach funduszu nagród. Potem obiecał kolejne dodatki. Te zapowiedzi przekładały się na negocjacje w zakładach pracy i to trochę uspokoiło atmosferę. Zwłaszcza że latem jeszcze nie było takiego parcia inflacyjnego.

I OPZZ odpuściło?
– Naszym celem nie były protesty dla protestów. Chodziło nam o wzrost wynagrodzeń i zmuszenie strony rządowej, żeby poszczególne resorty siadły ze związkowcami do rozmów! Te rozmowy się rozpoczęły, w wielu miejscach podpisano porozumienia. Dlatego trochę to wyhamowało.

A czy w zakładach pracy związkowcy są zainteresowani działaniami RDS?
– Jestem przewodniczącym od początku listopada, a mam już kilka wniosków od różnych organizacji związkowych: a to żeby uruchomić zespół branżowy, a to żeby wnieść daną sprawę pod obrady. W związku z tym wydaje mi się, że rośnie uznanie, że na forum RDS można załatwić ważne sprawy.

A z perspektywy kilkunastu lat, czasów rządów PO i rządów PiS, jak te partie podchodziły do dialogu społecznego?
– Powiem szczerze, że większej różnicy nie widać. Polskie władze generalnie mają duże przekonanie o swojej nieomylności i o tym, że wystarczy mandat z wyborów, arytmetyka parlamentarna, żeby można było działać, jak się chce.

Spojrzenie z Unii

Stałe rozmowy w trójkącie pracodawcy-pracownicy-rząd to norma europejska. W każdym państwie Unii takie ciała funkcjonują.
– Niedawno byłem w Paryżu na spotkaniu przedstawicieli krajowych rad dialogu. Różnie się one nazywają – Rada Dialogu albo Rada Społeczno-Gospodarcza. W niektórych państwach te ciała są trójstronne, w innych czterostronne – bo włączone do dialogu są organizacje pozarządowe. Generalnie w Unii Europejskiej dominuje przekonanie, że rady dialogu społecznego budują społeczeństwo obywatelskie, społeczeństwo włączające, takie, w którym coraz większe grupy obywateli aktywnie uczestniczą w zarządzaniu państwem. To wiąże się z tym, że im więcej osób jest zaangażowanych w wypracowanie danych rozwiązań, tym większa później identyfikacja z tym, co państwo robi.

Przybywa w Polsce pracowników zagranicznych. Coraz więcej Ukraińców jest w systemie ZUS-owskim. A jak to wygląda w zakładach pracy? Jak wyglądają wzajemne relacje?
– Nie słyszałem o konfliktach między grupami pracowników polskich i zagranicznych. A są zakłady, w których pracownicy zagraniczni stanowią nawet 40% załogi. Także w zakładach produkcyjnych. Aczkolwiek, żeby nie było konfliktów, bardzo mocno ciśniemy, aby zatrudniano tych pracowników na takich samych zasadach jak polskich. Mamy dobrą sytuację, że dzisiaj w Polsce rejestrowane bezrobocie jest niskie, więc nie ma ciśnienia, że ci z zagranicy zabierają pracę. Ale to w każdej chwili może się zmienić, tak było w Europie i wtedy zmieniają się sympatie. Dlatego powinniśmy do takich sytuacji zawczasu się przygotować.

Jak?
– Próbujemy pracowników z Ukrainy organizować, mają u nas siedzibę, jako Związek Zawodowy Pracowników z Ukrainy. Spraw z prośbą o pomoc jest dużo. Weszliśmy z Lewiatanem we wspólny projekt certyfikowania agencji pracy tymczasowej. Jesteśmy też we wspólnym projekcie z niemiecką centralą DGB dla polskich opiekunek osób starszych wyjeżdżających do Niemiec. Próbujemy budować programy wsparcia dla pracowników migrujących. Dodam, że o ile rządy Niemiec czy innych państw Unii wspierają związki zawodowe w tego typu przedsięwzięciach, również finansowo, o tyle polski rząd na takie sprawy nie chce dać ani złotówki.

Jak wyjść z tej spirali?

Jakie zatem są nastroje wśród załóg? Na początku lata były napięte, ale zostały rozmasowane przez rząd obietnicami podwyżek. A teraz, przy tej inflacji, ciśnienie, jak pan mówił, rośnie?
– Na razie jesteśmy na etapie wniosków o podjęcie dialogu na forum RDS. Zobaczymy, jakie będzie zainteresowanie i reakcja ze strony rządu. Od tego będą zależały nastroje w środowiskach pracowniczych.

Metoda funkcjonowania rządu polega więc na tym, że gdy pojawia się problem, daje trochę pieniędzy. Ale jednocześnie pieniądze zabiera, poprzez inflację czy coraz większe podatki. Efekt jest taki, że ludzie mówią dziś niemal wyłącznie o inflacji, bo każda wizyta w sklepie to dla nich przykra niespodzianka. A pracodawcy – że każdy pracownik chce dostać podwyżkę… Jaki może być finał?
– Skala inflacji jest taka, że wymknęła się ona spod kontroli. I uderza w najsłabszych. Niedawno cieszyliśmy się, że uposażenie najmniej zarabiających wzrosło od stycznia poprzez obniżenie podatków. A to już dawno zjadła inflacja! I zjada dalej.

I dobrego wyjścia nie ma…
– Nie ma. Mówiliśmy, że programy antyinflacyjne powinny powstać pół roku temu. Im wcześniejszy etap, tym mniejsze koszty. Natomiast w tej chwili to się tak rozbuchało, że koszty wyjścia ze spirali inflacyjnej mogą być naprawdę bardzo duże.

j.domanski@tygodnikprzeglad.pl

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 50/2021

Kategorie: Kraj, Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy